20.12.2024, 15:46 ✶
– Gdyby portrety się wtrącały, powiedziałyby im, że to Irytek – odparła Mackenzie z (we własnym mniemaniu przynajmniej) żelazną logiką.
Przywykła traktować wszystkie portrety w zamku jako… no cóż, martwe, bo i takie przecież były, ot czasem trochę się poruszały. Nawet Grubą Damę, do której inni Gryfoni byli zapewne do pewnego stopnia przywiązani, a chociaż ta strzegła wejścia do Wieży, nigdy w końcu żaden uczeń nie dostał szlabanu, ponieważ zbyt późno wrócił do Pokoju Wspólnego, i Greengrass podejrzewała, że postacie z obrazów albo o to nie dbały, albo miały trochę rozsądku. I wpadły na to, że uczniowie mogliby się mścić, na przykład tnąc ich na kawałki. Czy wynosząc do Świńskiego Łba – wisiał tam jeden obraz, podobno przeniesiony z Hogwartu…
– Ducha nie mam przechwycić – syknęła, spoglądając na młodego Kelly’ego z pewną irytacją, bo miała wrażenie, że Jasper sobie z niej kpił, a Mackenzie nie reagowała dobrze na kpiny ze swojej osoby. Wprawdzie niektóre z nich zupełnie jej nie poruszały, ale inne umiały wbić się głęboko pod skórę, bo Greengrass wcale nie należała do ludzi mających wobec siebie morze dystansu. A on wspominał o quidditchu, to zaś na pewno był jej czuły punkt. Oczywiście, że duch różnił się od kafla! Kafla musiała złapać albo wydrzeć, a potem jeszcze przerzucić go przez obręcz, tłuczków trzeba było unikać, co to miało wspólnego z jakimiś duchami!
– Chrzań się! – zawołała na pożegnanie do Irytka, obracając się jeszcze, już w drodze ku przejściu naprzeciwko tego, z którego dobiegały kroki. Nie po to, by naprawić jakieś zbroje, a spróbować rzucić zaklęcie w Irytka – chociaż nie sprawdziła już, czy trafiła. Zanurkowała w najbliższe przejście, potem wbiegła po schodach na piętro i zatrzymała się dopiero tam, by złapać tchu: może i w bieganiu była lepsza niż w jakiejkolwiek magii, ale jednak świeżo za sobą miała też mecz.
Jeszcze dwa lata temu pewnie byłaby skłonna uznać, że cała sytuacja to wina Jessiego, teraz na szczęście była już trochę starsza i przynajmniej odrobinę rozsądniejsza.
– Głupi poltergeist – podsumowała tylko. – Wracam do Wieży Gryffindoru.
Przywykła traktować wszystkie portrety w zamku jako… no cóż, martwe, bo i takie przecież były, ot czasem trochę się poruszały. Nawet Grubą Damę, do której inni Gryfoni byli zapewne do pewnego stopnia przywiązani, a chociaż ta strzegła wejścia do Wieży, nigdy w końcu żaden uczeń nie dostał szlabanu, ponieważ zbyt późno wrócił do Pokoju Wspólnego, i Greengrass podejrzewała, że postacie z obrazów albo o to nie dbały, albo miały trochę rozsądku. I wpadły na to, że uczniowie mogliby się mścić, na przykład tnąc ich na kawałki. Czy wynosząc do Świńskiego Łba – wisiał tam jeden obraz, podobno przeniesiony z Hogwartu…
– Ducha nie mam przechwycić – syknęła, spoglądając na młodego Kelly’ego z pewną irytacją, bo miała wrażenie, że Jasper sobie z niej kpił, a Mackenzie nie reagowała dobrze na kpiny ze swojej osoby. Wprawdzie niektóre z nich zupełnie jej nie poruszały, ale inne umiały wbić się głęboko pod skórę, bo Greengrass wcale nie należała do ludzi mających wobec siebie morze dystansu. A on wspominał o quidditchu, to zaś na pewno był jej czuły punkt. Oczywiście, że duch różnił się od kafla! Kafla musiała złapać albo wydrzeć, a potem jeszcze przerzucić go przez obręcz, tłuczków trzeba było unikać, co to miało wspólnego z jakimiś duchami!
– Chrzań się! – zawołała na pożegnanie do Irytka, obracając się jeszcze, już w drodze ku przejściu naprzeciwko tego, z którego dobiegały kroki. Nie po to, by naprawić jakieś zbroje, a spróbować rzucić zaklęcie w Irytka – chociaż nie sprawdziła już, czy trafiła. Zanurkowała w najbliższe przejście, potem wbiegła po schodach na piętro i zatrzymała się dopiero tam, by złapać tchu: może i w bieganiu była lepsza niż w jakiejkolwiek magii, ale jednak świeżo za sobą miała też mecz.
Jeszcze dwa lata temu pewnie byłaby skłonna uznać, że cała sytuacja to wina Jessiego, teraz na szczęście była już trochę starsza i przynajmniej odrobinę rozsądniejsza.
– Głupi poltergeist – podsumowała tylko. – Wracam do Wieży Gryffindoru.