20.12.2024, 16:05 ✶
– Nie wiem, siostra? – prychnęła, wciskając mu szczotkę w dłonie. – Dupsko sam sobie szoruj, idę po ręcznik. – zakomenderowała, chociaż ręczniki tak na prawdę leżały tuż za nim, ale no... potrzebowała też chwili dla siebie, żeby to wszystko przemyśleć, poukładać sobie w głowie.
Powinna dać znać bratu. Dokonano przestępstwa. Thomas dokonał przestępstwa i tego za bardzo nie ogarniał.
Znaczy no jebać prawo, martwiła się o niego w chuj, nawet jeśli swąd czarnej magii schodził z jego skóry ustępując lawendzie i szałwii, to wciąż jego dusza mogła pojebać się srogo. Czy była w stanie mu pomóc, czy to że sama była połamana nie pociągnie go na samo dno?
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że milczy patrząc się tępo w podłogę. Pociągnęła głośno nosem, otarła rękawem twarz.
– Dobra. Plan jest taki. Zamykasz jadaczkę, ok? Nie chce nic na razie wiedzieć, zutylizujemy teraz wodę i pójdziemy spać, bo zaraz i tak pewnie będzie światać. A jutro zastanowimy się, co dalej, ok? Może nie jest tak źle, może jeśli nie będziesz robił tego więcej, może da się to zatrzymać – mówiła coraz szybciej zapominając, że miała mu dać cokolwiek do tego, żeby się wytarł. Nakręcała się. Niepotrzebnie zupełnie. Na szczęście złapała się na tym i odgarnęła włosy przylepione do twarzy, jak myśli przylepione do... no... móżgu.
– Dobra, ja też zamykam jadaczke i idziemy spać. Jebiesz moimi kadzidłami na sen, więc może nie będzie o takie trudne. Już, idziemy, ruchy. – Pogoniła go, odwracając wzrok, by niedługo potem włócząc nogami ruszyć na piętro do swojego pokoju.
Powinna o tym powiedzieć Alastorowi, ale były w niej dwa wilki. Jeden z nich wierzył bardzo, że brat w ciągu kwadransa zjawiłby się w Księżycowym Stawie i zaprowadził należyty porządek. Jeden bardzo cieszył się na myśl o spotkaniu, nawet w takich okolicznościach. Jeden z nich... a drugi, ten czarny, ten wściekły, ten poraniony... drugi wiedział, że nie byłoby czego zbierać, gdyby tak się właśnie stało, gdyby to PRACA była powodem pojawienia się tu, w jej nowym domu, a nie ona sama.
Przełknęła ślinę w nieprzyjmnej goryczy tęsknoty za którą się nienawidziła i obejrzała się na Thomasa.
– Każdy sen kiedyś się kończy. Dobrze, że Cię tam nie zajebało, bo poszłabym do Limbo zajebać Cię po raz drugi chuju – mruknęła pokrzepiająco, wykrzywiając twarz w niezbyt przekonującym uśmiechu.
Powinna dać znać bratu. Dokonano przestępstwa. Thomas dokonał przestępstwa i tego za bardzo nie ogarniał.
Znaczy no jebać prawo, martwiła się o niego w chuj, nawet jeśli swąd czarnej magii schodził z jego skóry ustępując lawendzie i szałwii, to wciąż jego dusza mogła pojebać się srogo. Czy była w stanie mu pomóc, czy to że sama była połamana nie pociągnie go na samo dno?
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że milczy patrząc się tępo w podłogę. Pociągnęła głośno nosem, otarła rękawem twarz.
– Dobra. Plan jest taki. Zamykasz jadaczkę, ok? Nie chce nic na razie wiedzieć, zutylizujemy teraz wodę i pójdziemy spać, bo zaraz i tak pewnie będzie światać. A jutro zastanowimy się, co dalej, ok? Może nie jest tak źle, może jeśli nie będziesz robił tego więcej, może da się to zatrzymać – mówiła coraz szybciej zapominając, że miała mu dać cokolwiek do tego, żeby się wytarł. Nakręcała się. Niepotrzebnie zupełnie. Na szczęście złapała się na tym i odgarnęła włosy przylepione do twarzy, jak myśli przylepione do... no... móżgu.
– Dobra, ja też zamykam jadaczke i idziemy spać. Jebiesz moimi kadzidłami na sen, więc może nie będzie o takie trudne. Już, idziemy, ruchy. – Pogoniła go, odwracając wzrok, by niedługo potem włócząc nogami ruszyć na piętro do swojego pokoju.
Powinna o tym powiedzieć Alastorowi, ale były w niej dwa wilki. Jeden z nich wierzył bardzo, że brat w ciągu kwadransa zjawiłby się w Księżycowym Stawie i zaprowadził należyty porządek. Jeden bardzo cieszył się na myśl o spotkaniu, nawet w takich okolicznościach. Jeden z nich... a drugi, ten czarny, ten wściekły, ten poraniony... drugi wiedział, że nie byłoby czego zbierać, gdyby tak się właśnie stało, gdyby to PRACA była powodem pojawienia się tu, w jej nowym domu, a nie ona sama.
Przełknęła ślinę w nieprzyjmnej goryczy tęsknoty za którą się nienawidziła i obejrzała się na Thomasa.
– Każdy sen kiedyś się kończy. Dobrze, że Cię tam nie zajebało, bo poszłabym do Limbo zajebać Cię po raz drugi chuju – mruknęła pokrzepiająco, wykrzywiając twarz w niezbyt przekonującym uśmiechu.