21.12.2024, 02:07 ✶
Stres bardzo skutecznie obniżał chęci Crowa do sprawnej komunikacji, a kiedy miał mówić o sobie i przyznawać się do swoich słabości, odpływał już kompletnie. Uważnie słuchał, ale szybko zapominał o wielu rzeczach, przywoływał detale zza mgły... Tak, miał wiele wad sugerujących, że zamknie się teraz w swoim milczeniu, ale tak się nie stało. Bo mógł znów zagarnąć jakąś jego część dla siebie, zaznaczyć swoją pozycję. Te słowa zapiszą się w jego głowie w dobry sposób - mógł być tego pewny, bo Prewett zwierzył mu się z własnych potrzeb. Nie wypadło mu to z głowy przez poczucie winy, że dołożył cegłę do jego złego samopoczucia, ale to dobrze - bo mógł to teraz wykorzystywać na swoją korzyść.
- Samca - zauważył z rozbawieniem i jeszcze raz przesunął ręką po jego boku. Uczepił się tego słówka w kontekście rozmowy o Victorii, ale nie był zły, to był element flirtu, tak samo jak wzniesienie drugiej dłoni w górę, żeby przesunąć palcem po jego ustach. - Powieszę je sobie na lusterku, ale nie to chciałem ci powiedzieć, ślicznotko. Kundel ze mnie, a nie książę, ale biorę ten wakat. Musisz mi tylko spuścić włosy z tej twojej wieży. - Myślał wcześniej o rozkładaniu go na części pierwsze i nie doszedł do żadnego wniosku aż do teraz. U niego również zazdrość robiła swoje... - Mówisz, że masz dwa psy, a ja się jeszcze... czasem... - Przybliżył do niego twarz, dając mu nacieszyć się widokiem swoich oczu. - Czuję, jakbyś machał mi z góry. - Zaśmiał się cicho stykając się z nim czołem. - Lubisz chłopców to wiesz, jacy lubimy czuć się ważni. - Zignorował kompletnie obecność tej części siebie, oferującej kompletnie inne doznania niż obcowanie z męskim mężczyzną. Zresztą, teraz jej tutaj nie było - Crow przesunął rękę z jego boku, żeby ulokować ją po wewnętrznej stronie ud Laurenta. - Ktoś mi cię właśnie wyciągnął z uścisku, ale poczekam aż wrócisz, bo wrócisz do mnie, a nie wracasz teraz do niego. - Zabrał palec z jego warg. - Jest tak? - I zdawał sobie sprawę z potrzeby wzajemności tego doświadczenia, ale był ciekaw o to, czy chłopak wreszcie pęknie i go o to zapyta, czy jednak...
- Samca - zauważył z rozbawieniem i jeszcze raz przesunął ręką po jego boku. Uczepił się tego słówka w kontekście rozmowy o Victorii, ale nie był zły, to był element flirtu, tak samo jak wzniesienie drugiej dłoni w górę, żeby przesunąć palcem po jego ustach. - Powieszę je sobie na lusterku, ale nie to chciałem ci powiedzieć, ślicznotko. Kundel ze mnie, a nie książę, ale biorę ten wakat. Musisz mi tylko spuścić włosy z tej twojej wieży. - Myślał wcześniej o rozkładaniu go na części pierwsze i nie doszedł do żadnego wniosku aż do teraz. U niego również zazdrość robiła swoje... - Mówisz, że masz dwa psy, a ja się jeszcze... czasem... - Przybliżył do niego twarz, dając mu nacieszyć się widokiem swoich oczu. - Czuję, jakbyś machał mi z góry. - Zaśmiał się cicho stykając się z nim czołem. - Lubisz chłopców to wiesz, jacy lubimy czuć się ważni. - Zignorował kompletnie obecność tej części siebie, oferującej kompletnie inne doznania niż obcowanie z męskim mężczyzną. Zresztą, teraz jej tutaj nie było - Crow przesunął rękę z jego boku, żeby ulokować ją po wewnętrznej stronie ud Laurenta. - Ktoś mi cię właśnie wyciągnął z uścisku, ale poczekam aż wrócisz, bo wrócisz do mnie, a nie wracasz teraz do niego. - Zabrał palec z jego warg. - Jest tak? - I zdawał sobie sprawę z potrzeby wzajemności tego doświadczenia, ale był ciekaw o to, czy chłopak wreszcie pęknie i go o to zapyta, czy jednak...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.