22.12.2024, 02:06 ✶
Czy mówił mu w ten sposób, że miał się starać jeszcze bardziej? Crow zmrużył na moment oczy badając dotykiem ten zakamarek jego ciała, czekając na jakąś konkretną reakcję. Ciasne złożenie nóg, rozłożenie ich zapraszająco... Cokolwiek. Kurwa, może i nic z tych rzeczy nie było, ale wszystko co robił Laurent doprowadzało go do myślenia o jednym. No w sumie, jakby się miał dla niego wspinać po ścianie, to by to zrobił, choćby i miał zedrzeć sobie całe paznokcie. I to zarówno w tym wyimaginowanym świecie jak i tym prawdziwym. Powoli przesuwałby się do góry tak jak teraz robiły to jego palce. Aż wreszcie Laurent stęknął zwyczajnie ciężko było mu się powstrzymać. Zasłużył sobie na nazwanie go kundlem - bo tym co zrobił było przejechanie językiem po całej długości jego szyi, od obojczyka po podbródek. A później podgryzał zębami skórę, bawił się nią, zaczął w nim tonąć. Wędrówkę rąk po coraz mocniej rozgrzanym ciele zatrzymało dopiero nieśmiałe zwątpienie, podrzucone tym wszystkim, co Crow wyrzucał sobie przez ostatnie tygodnie.
Co go różniło od wszystkich facetów śpiących niegdyś u jego boku, tak jak spał teraz Crow? Od osób wspominanych przez gospodarza z wielkim żalem. Ta wędrówka rąk po ciele ustała, odsunął twarz od jego szyi i zatopił ją w barku, opierając o niego czoło. Wykonał trzy głębokie wdechy.
- Przepraszam... - I chociaż to powiedział nie był pewny czy w ogóle powinien. Przepraszał za coś co było domysłem, bo nikt tutaj nie powiedział wyraźnie nie. Do głowy pukał zdrowy rozsądek, a raczej jego resztki. - Ciężko mi się powstrzymać... - To nie brzmiało dobrze. Poczuł się nieco obrzydliwie i właściwie to rozumiał dlaczego. Wracało do niego to samo, co gnębiło go po sytuacji na plaży. Nie istniało nic bardziej uwłaczającego niż kiedy tak bardzo tego chciałeś, ale druga strona była pozbawiona tej pewności - czegoś takiego nie dało się zmyć. - Chcę być kimś więcej - wydusił z siebie nagle. - Czymś więcej niż ozdobą twojego łóżka. - Nie umiał już na niego spojrzeć, bo wiedział jak jego oczy mogą go teraz przerazić. - Wróć do mnie. - Nie musiał tego nawet specjalnie intonować aby oczywistym było, że znaczy to coś więcej.
Co go różniło od wszystkich facetów śpiących niegdyś u jego boku, tak jak spał teraz Crow? Od osób wspominanych przez gospodarza z wielkim żalem. Ta wędrówka rąk po ciele ustała, odsunął twarz od jego szyi i zatopił ją w barku, opierając o niego czoło. Wykonał trzy głębokie wdechy.
- Przepraszam... - I chociaż to powiedział nie był pewny czy w ogóle powinien. Przepraszał za coś co było domysłem, bo nikt tutaj nie powiedział wyraźnie nie. Do głowy pukał zdrowy rozsądek, a raczej jego resztki. - Ciężko mi się powstrzymać... - To nie brzmiało dobrze. Poczuł się nieco obrzydliwie i właściwie to rozumiał dlaczego. Wracało do niego to samo, co gnębiło go po sytuacji na plaży. Nie istniało nic bardziej uwłaczającego niż kiedy tak bardzo tego chciałeś, ale druga strona była pozbawiona tej pewności - czegoś takiego nie dało się zmyć. - Chcę być kimś więcej - wydusił z siebie nagle. - Czymś więcej niż ozdobą twojego łóżka. - Nie umiał już na niego spojrzeć, bo wiedział jak jego oczy mogą go teraz przerazić. - Wróć do mnie. - Nie musiał tego nawet specjalnie intonować aby oczywistym było, że znaczy to coś więcej.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.