21.12.2024, 22:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2024, 17:36 przez Jolene Bletchley.)
W przeciwieństwie do Tessy, Jo nie potrafiła postawić się swoim oprawcom. Wiedziała, że nie jest ani wystarczająco silna ani wygadana, żeby móc jakkolwiek się bronić. Zresztą, gdyby w jakiś sposób skrzywdziła któreś z bananowych czystokrwistych dzieciaków, rodzice jeszcze bardziej by się na nią wypięli. W sytuacjach typu fight or flight, Jolene wybierała więc ucieczkę, choć wewnętrznie kipiała ze złości.
Podobnie było teraz, z tym, że ze strachu nie mogła się ruszyć. Była w stanie jedynie zamknąć oczy oraz zacisnąć ręce na materiale szaty. Kurwa, co ja takiego wam zrobiłam, pomyślała. Już miała się rozpłakać, ale wtedy usłyszała za sobą głos dziewczyny. Wcześniej była zbyt pogrążona we własnych myślach, by zauważyć sprzeczkę Skamander z nauczycielem, dlatego obecność Ślizgonki ją zdziwiła. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś stawał w jej obronie, i szczerze mówiąc, czuła się niegodna takiego wsparcia. Jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że ktoś naprawdę może chcieć jej pomóc.
Faktycznie, nie wszyscy Puchoni byli milutcy; a w doświadczeniu Jo nawet większość nie była. Okazuje się, że dormitorium w pobliżu kuchni wcale nie gwarantowało przytulnej atmosfery. Bletchley dalej nie miała pojęcia, dlaczego została przydzielona akurat do tego domu wariatów, ale pocieszała się myślą, że w innych byłoby tylko gorzej.
Postawa Tessy najwyraźniej podziałała na dręczycieli, bo na chwilę ucichli. Pewnie nie spodziewali się takiej reakcji, a już na pewno nie od kogoś ze Slytherinu. Może ta sprawa rozeszłaby się po kościach, gdyby Jolene w tym momencie wycofała się po cichu. Niestety, pech chciał, że akurat teraz żaba wrzucona za jej szatę zaczęła się kręcić, przez co wpadła jeszcze bardziej pod jej ubranie. Jo drgnęła gwałtownie, wskutek nieprzyjemnego dotyku, potknęła się o trybunę i poleciała wprost na wredną Puchonkę. Dziewczyna odepchnęła ją, krzywiąc się z obrzydzeniem.
– Uważaj na łapy, szlamo. – prychnęła, nie przejmując się tym, że gdyby Bletchley nie wpadła plecami na Tessę, najpewniej leżałaby już na podłodze.
Podobnie było teraz, z tym, że ze strachu nie mogła się ruszyć. Była w stanie jedynie zamknąć oczy oraz zacisnąć ręce na materiale szaty. Kurwa, co ja takiego wam zrobiłam, pomyślała. Już miała się rozpłakać, ale wtedy usłyszała za sobą głos dziewczyny. Wcześniej była zbyt pogrążona we własnych myślach, by zauważyć sprzeczkę Skamander z nauczycielem, dlatego obecność Ślizgonki ją zdziwiła. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś stawał w jej obronie, i szczerze mówiąc, czuła się niegodna takiego wsparcia. Jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że ktoś naprawdę może chcieć jej pomóc.
Faktycznie, nie wszyscy Puchoni byli milutcy; a w doświadczeniu Jo nawet większość nie była. Okazuje się, że dormitorium w pobliżu kuchni wcale nie gwarantowało przytulnej atmosfery. Bletchley dalej nie miała pojęcia, dlaczego została przydzielona akurat do tego domu wariatów, ale pocieszała się myślą, że w innych byłoby tylko gorzej.
Postawa Tessy najwyraźniej podziałała na dręczycieli, bo na chwilę ucichli. Pewnie nie spodziewali się takiej reakcji, a już na pewno nie od kogoś ze Slytherinu. Może ta sprawa rozeszłaby się po kościach, gdyby Jolene w tym momencie wycofała się po cichu. Niestety, pech chciał, że akurat teraz żaba wrzucona za jej szatę zaczęła się kręcić, przez co wpadła jeszcze bardziej pod jej ubranie. Jo drgnęła gwałtownie, wskutek nieprzyjemnego dotyku, potknęła się o trybunę i poleciała wprost na wredną Puchonkę. Dziewczyna odepchnęła ją, krzywiąc się z obrzydzeniem.
– Uważaj na łapy, szlamo. – prychnęła, nie przejmując się tym, że gdyby Bletchley nie wpadła plecami na Tessę, najpewniej leżałaby już na podłodze.