Jej samej było trudno wierzyć w to, że istniała jeszcze jakakolwiek nadzieja na lepsze jutro. Miała wrażenie, że nie do końca, że mrok niedługo pochłonie cały świat i nic z niego nie zostanie. Chciałaby wierzyć, że będzie inaczej, ale ostatnio brakowało w jej życiu światła, dlatego też mogła nie brzmieć specjalnie pewnie. Marny był z niej pocieszyciel, nie ma co.
Czuła, że drżał, kiedy go dotykała. Musiały z niego schodzić emocje, a może to przez ten chłód? Trudno jej było to stwierdzić. Najważniejsze, że jej nie odepchnął, że pozwolił Geraldine się przytulić, nie wiedzieć czemu wydawało jej się, że to może mu pomóc. Miała nadzieję, że faktycznie tak będzie, bo nie chciała patrzeć na to, jak cierpi. Nie potrafiła być bierna, nie na jego udrękę.
Ciemność nie ułatwiała jej działania. Nie miała pojęcia, czy to, co robi ma jakikolwiek sens, czy przynosi efekty? Trudno jej było wiele wyczytać z jego wzroku, w ciemności, nawet kiedy zawiesił na niej na dłużej spojrzenie. Obawiała się, że to będzie moment, w którym ją odrzuci, ale tak się nie stało. Ponownie oparł głowę na jej ramieniu, pozwolił jej się nadal do siebie zbliżać.
Wydawało jej się to słuszne, mimo tego, co ustalili, mimo tego, że mieli być tylko sojusznikami, to jednak nadal było między nimi coś więcej. Przynajmniej z jej strony, wiedziała zresztą od samego początku, że nie będzie w stanie się na tyle od niego zdystansować, szczególnie gdy znajdował się obok niej. Może w przyszłości? Pewnie nie, to też nie mogło się zdarzyć, przecież praktycznie nie widywali się przez ostatnie półtora roku, a to co czuła też się zbytnio nie zmieniło. Nadal nie umiała patrzeć na niego inaczej, niż jak na osobę, którą kochała. Czy tego chciał, czy nie, czy sięgał po naprawdę nieprzyjemne metody, aby od niego odeszła. Kiedy pojawiała się szansa, na to, aby chociaż chwilę mogła być przy nim jak dawniej, to z niej korzystała. To chyba naprawdę była desperacja.
Jego łkanie rozdzierało jej serce, chyba jeszcze nigdy nie rozsypywał się przy niej, aż tak. Co najgorsze, chyba nie potrafiła mu pomóc, nie wiedziała, w jaki sposób może mu ulżyć, trudno było działać, kiedy nie miało się bladego pojęcia, co spowodowało ten ludzki dramat. Na pewno wiele się tego uzbierało, nie wiedziała o wszystkim, co wydarzyło się w jego życiu przez ostatni rok, bo przecież nie było jej obok. Musiało się jednak trochę tego nazbierać, ona dzisiaj zresztą dołożyła swoją cegiełkę, przez to, że chciała, aby poczuł się źle, tak jak ona się czuła. Była na siebie zła o to, że nie potrafiła się przed tym powstrzymać, teraz było jednak zbyt późno na to, aby zrobić cokolwiek.
Przytuliła go do siebie jeszcze mocniej, licząc na to, że dzięki temu uda mu się go uspokoić, chociaż jak do tej pory przecież to nie działało. Wiedziała jednak, że nie chce wypuścić go z rąk, chciała być jego oparciem, chciała przynieśc mu ukojenie.
- Wiesz, przez ostatni rok wpakowałam się w wiele gównianych spraw, i jakoś udało mi się z nich wyjść, zawsze jest jakieś rozwiązanie, zawsze można znaleźć wyjście. - Zaczęła mówić, bo może to mogło coś zmienić? Nie wiedziała, ale chciała spróbować. Mówiła cicho, spokojnym tonem.
- Udało mi się odciąć głowy kilku magicznym stworzeniom, już nie robię tego tylko przy pomocy sztyletów, musiałam nauczyć się nowych metod. - Nie była może z tego szczególnie dumna, nie do końca chciała, żeby o tym wiedział, ale postanowiła iść tym torem. Może skupi się na czymś innym i to pomoże mu się uwolnić od mroku, który go pochłaniał?
- Zdarzyło mi się nawet współpracować z mordercą, takim z pierwszych stron gazet, upadałam naprawdę nisko, a dalej tu jestem. - Dla każdego była nadzieja, czyż nie? Mimo, że rękoma i nogami broniła się, że nie wesprze żadnej ze stron konfliktu to to robiła. Pomagała i jednym i drugim. - Zaczęłam też dostarczać komponenty jednemu znajomemu i podejrzewam, że wykorzystuje je po drugiej stronie, to chyba mnie nieco wybiela. - Nie była dobra w słowach, nie potrafiła wygłaszać monologów, ale robiła co w jej mocy, aby czyms go zająć. - Wiesz, że jednego z moich psów ukradłam? Najprawdopodobniej jakiemuś dzieciakowi, to czyni mnie chyba okropnym człowiekiem. - Nikomu się do tego nie przyznała, tak, pierdoliła głupoty, ale niespecjalnie się tym teraz przejmowała.
W dużej mierze chodziło jej o to, aby pokazać mu, że zawsze jest jakaś nadzieja, te wszystkie okropne czyny mogły zostać wybaczone, wystarczyło tylko znaleźć sobie odpowiednią ścieżkę, nie żeby ona znalazła swoją, ale na pewno kiedyś to zrobi. Póki co była równie zagubiona, co on. Szczególnie po tym, jak wyszli z jaskini, niby miało to być zamknięcie tematu, a miała wrażenie, że problemy dopiero teraz zaczęły się nawarstwiać. Znowu poczuła to dziwne uczucie, pojawił się lęk, że Ambroise może ją zapomnieć, że być może to, co się z nim teraz działo stało się przez to, że bestia na niego wpłynęła, że może coś mu odebrała. Nie mogła mieć pewności, że tak nie było. Odruchowo przytuliła go jeszcze mocniej do siebie, na samą myśl o tym, że mógłby zacząć tracić ich wspólne wspomnienia ogarniał ją strach. Zdecydowanie nie chciała, aby to się wydarzyło.
Tkwili więc sobie w tym mroku, niby razem, ale jednak każde pełne swoich własnych lęków, nie wiadomo zresztą które z nich były prawdziwe, a które nie. W ciemności wszystko wydawało się być możliwe.