22.12.2024, 02:30 ✶
Zatrzymała się w progu sklepu, stając w na wpół otwartych drzwiach, choć zawieszony obok nich dzwonek zdążył obwieścić przybycie nowych klientów. Zawahała się po usłyszeniu, że to może jednak nie być chwila.
- Bertie. Mam dokładnie piętnaście minut cierpliwości do zaoferowania. Nie więcej, ale może być mniej. Do ciebie należy decyzja, jak chcesz ten czas wykorzystać - obwieściła, biorąc przed tym głęboki wdech. Bezczelna była, biorąc pod uwagę, że spotkali się tutaj na jej życzenie.
Następnie weszła do sklepu, czując, jak atmosfera miejsca przytłacza ją od pierwszej chwili. Pachniało tu metalem, drewnem i czymś nieokreślonym, co zapewne doceniliby wędkarze, ale dla niej było jedynie dziwne, obce i odstręczające. Rzędy wędek ustawione w idealnym porządku zdawały się wręcz drwić z jej obecności - jakby sama przestrzeń próbowała jej przypomnieć, że kompletnie tu nie pasuje.
Rozejrzała się, nie bardzo wiedząc, na czym skupić wzrok. Każdy przedmiot wydawał się taki sam, równie niepotrzebny i bezsensowny w jej świecie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ktoś mógłby czerpać radość z przesiadywania nad wodą z tym dziwacznym kijem w dłoniach. Może to był sposób, by uciec od wszystkiego - od myśli, problemów, ludzi. Ale dla Eden to nie miało znaczenia. Sama wolała stanąć naprzeciw problemów, a nie zanurzać je w jeziorze. Co najwyżej mogła je zamieść pod dywan.
- Nie zaskoczę cię - odparła błyskawicznie, postanawiając Botta zawieść. Stanęła przed nim, wykonując wokół własnej osoby zamaszysty ruch rękoma, jakby chciała się mu zaprezentować w pełnej krasie. Twarz dalej jednak miała taką, jakby ją właśnie z krzyża zdjęli. - Czy wyglądam jak ktoś, kto kiedykolwiek z własnej woli przebywał w pobliżu żywej ryby? - Zapytała, choć czysto retorycznie. Najbliższe spotkanie tego typu miała patrząc przez szybę akwarium w jednym z salonów w Wiltshire.
Jej spojrzenie powędrowało w stronę półek, ale równie dobrze mogła patrzeć na starożytny tekst w języku runicznym - nic nie miało sensu. Każda wędka była dla niej taka sama. Czuła irytację na samą siebie, na swoją niewiedzę i na to, że musiała prosić o pomoc kogoś, kogo wolałaby unikać.
- Mogę być kompletnym laikiem w kwestii rybołówstwa, Bertie, ale nie jestem upośledzona. Wiem, że kolor nie ma żadnego wpływu - syknęła, zupełnie nie łapiąc, że to miał być żart. Była zbyt zirytowana. Zacisnęła usta, próbując nie myśleć o swojej zazdrości wobec Botta. Wiedziała, że to dziecinne, ale widok, jak Bertie z taką łatwością porusza się w tym świecie - i w świecie Alastora - jedynie ją rozdrażniał. Zamiast niej, to on znał wszystkie szczegóły, które wolałaby poznać sama. - Wybierz po prostu najlepszy model, a ja zapłacę. Cena nie gra roli. -
Wzięła głęboki oddech i skupiła się na celu. To nie miało znaczenia. Liczył się efekt - zadowolenie Alka. Przypomniała sobie wyraz twarzy Alastora, kiedy opowiadał o wyprawach nad jezioro. W tych chwilach wydawał się bardziej sobą, jakby spokój wędkarstwa pomagał mu zrzucić maskę, którą zwykle nosił. Może to dlatego wybrała właśnie wędkę - nie dlatego, że był to idealny prezent, ale dlatego, że miała nadzieję dać mu coś, co pozwoli mu na moment odetchnąć. Jeśli wędkę wybierze Bertie, a nie ona, trudno. Ważne, by była odpowiednia. Ważne, by on był zadowolony.
Eden odwróciła wzrok, pozwalając sobie na moment ciszy, zanim znów spojrzała na rzędy wędek i czekała, aż ten dzień wreszcie się skończy.
- Bertie. Mam dokładnie piętnaście minut cierpliwości do zaoferowania. Nie więcej, ale może być mniej. Do ciebie należy decyzja, jak chcesz ten czas wykorzystać - obwieściła, biorąc przed tym głęboki wdech. Bezczelna była, biorąc pod uwagę, że spotkali się tutaj na jej życzenie.
Następnie weszła do sklepu, czując, jak atmosfera miejsca przytłacza ją od pierwszej chwili. Pachniało tu metalem, drewnem i czymś nieokreślonym, co zapewne doceniliby wędkarze, ale dla niej było jedynie dziwne, obce i odstręczające. Rzędy wędek ustawione w idealnym porządku zdawały się wręcz drwić z jej obecności - jakby sama przestrzeń próbowała jej przypomnieć, że kompletnie tu nie pasuje.
Rozejrzała się, nie bardzo wiedząc, na czym skupić wzrok. Każdy przedmiot wydawał się taki sam, równie niepotrzebny i bezsensowny w jej świecie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ktoś mógłby czerpać radość z przesiadywania nad wodą z tym dziwacznym kijem w dłoniach. Może to był sposób, by uciec od wszystkiego - od myśli, problemów, ludzi. Ale dla Eden to nie miało znaczenia. Sama wolała stanąć naprzeciw problemów, a nie zanurzać je w jeziorze. Co najwyżej mogła je zamieść pod dywan.
- Nie zaskoczę cię - odparła błyskawicznie, postanawiając Botta zawieść. Stanęła przed nim, wykonując wokół własnej osoby zamaszysty ruch rękoma, jakby chciała się mu zaprezentować w pełnej krasie. Twarz dalej jednak miała taką, jakby ją właśnie z krzyża zdjęli. - Czy wyglądam jak ktoś, kto kiedykolwiek z własnej woli przebywał w pobliżu żywej ryby? - Zapytała, choć czysto retorycznie. Najbliższe spotkanie tego typu miała patrząc przez szybę akwarium w jednym z salonów w Wiltshire.
Jej spojrzenie powędrowało w stronę półek, ale równie dobrze mogła patrzeć na starożytny tekst w języku runicznym - nic nie miało sensu. Każda wędka była dla niej taka sama. Czuła irytację na samą siebie, na swoją niewiedzę i na to, że musiała prosić o pomoc kogoś, kogo wolałaby unikać.
- Mogę być kompletnym laikiem w kwestii rybołówstwa, Bertie, ale nie jestem upośledzona. Wiem, że kolor nie ma żadnego wpływu - syknęła, zupełnie nie łapiąc, że to miał być żart. Była zbyt zirytowana. Zacisnęła usta, próbując nie myśleć o swojej zazdrości wobec Botta. Wiedziała, że to dziecinne, ale widok, jak Bertie z taką łatwością porusza się w tym świecie - i w świecie Alastora - jedynie ją rozdrażniał. Zamiast niej, to on znał wszystkie szczegóły, które wolałaby poznać sama. - Wybierz po prostu najlepszy model, a ja zapłacę. Cena nie gra roli. -
Wzięła głęboki oddech i skupiła się na celu. To nie miało znaczenia. Liczył się efekt - zadowolenie Alka. Przypomniała sobie wyraz twarzy Alastora, kiedy opowiadał o wyprawach nad jezioro. W tych chwilach wydawał się bardziej sobą, jakby spokój wędkarstwa pomagał mu zrzucić maskę, którą zwykle nosił. Może to dlatego wybrała właśnie wędkę - nie dlatego, że był to idealny prezent, ale dlatego, że miała nadzieję dać mu coś, co pozwoli mu na moment odetchnąć. Jeśli wędkę wybierze Bertie, a nie ona, trudno. Ważne, by była odpowiednia. Ważne, by on był zadowolony.
Eden odwróciła wzrok, pozwalając sobie na moment ciszy, zanim znów spojrzała na rzędy wędek i czekała, aż ten dzień wreszcie się skończy.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~