22.12.2024, 14:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2024, 20:42 przez Laurent Prewett.)
Uczepił się go palcami i przechylil głowę - mało w tym było jakiegokolwiek gestu, który mówił by dość - od samej inicjacji dotyku, aż do tego punktu. Opierać się na "domyśl się"? Szaleństwo. Szczególnie, kiedy ten dotyk był taki przyjemny, chciało się go więcej. Zmieniło się jego tętno, zmienił się oddech, pojawiał się ruch zapraszający do dalszego kontaktu. Wszystkie bodźce mówiły: jeszcze , a nie "dość". Rozchylił wargi, które uniosły się w uśmiechu, jak i na krześle uniósł się lekko on sam - w reakcji na ten język, który przesunął się po jego szyi. Znalazł się bliżej. Z każdym gestem był bliżej. Z każdym gestem dalej dołączało się myślenie, a zostawało pragnienie. Podsycane, całowane, naciskane...
Rozchylił powieki, oddychając szybciej. Przebłysk realnego świata miał wyjątkowo chłodne oblicze z powitane jakże smutnym przepraszam.
- Och nie, Flynn... - Objął go i ułożył dłoń na jego potylicy, czuje wsuwając palce we włosy. - Jest mi bardzo miło. - Chciał powiedzieć, że nie musi przepraszać, że nie zrobił niczego złego, ale alarm w głowie przypomniał o tym, jak specyficznie do przeprosin ten człowiek podchodził. Więc... Co właśnie działo się w jego głowie, że te przeprosiny wystosował?
Ciężko było mu jeszcze zebrać myśli, kiedy to ciepło dopiero z niego schodziło.
Delikatnie się uśmiechnął słysząc o tym, że nie może się powstrzymać. Czy to nie brzmiało tak znajomo? W jego sercu ten trel dnia wczorajszego mieszał się że niepewnością. Wygrywała ten, który przechylał szalę na coś pozytywnego. Zamknął go w swoich ramionach i ucałował w bok głowy.
Zabrzmiało mocno. Zabrzmiało dosadnie. Zabrzmiało jak coś, co już też słyszał nie raz, ale w zupełnie inny sposób. Rozgrzewający na nowo, pobudzających jeszcze bardziej całe ciało i stawiający mózg do pionu. W taki sposób na skórze skrzydeł potrafiły wyrastać nowe pióra.
- Crow... - Miał bardzo ciepły ton głosu, tak w wypowiedziach poprzednich jak i teraz. Próżno było szukać zawodu - zawiedziony był co najwyżej samym sobą, że do tej sytuacji doprowadził. - Nie jesteś rzeczą. - Czy musiał to mówić? Nie był pewien. - Zrobisz mi te przyjemność i zostaniesz kimś więcej? Zostaniesz ze mną? Proszę. Zostań. Żebym mógł wrócić. - Mruczał cicho, miziając go po kark spokojnie.
Rozchylił powieki, oddychając szybciej. Przebłysk realnego świata miał wyjątkowo chłodne oblicze z powitane jakże smutnym przepraszam.
- Och nie, Flynn... - Objął go i ułożył dłoń na jego potylicy, czuje wsuwając palce we włosy. - Jest mi bardzo miło. - Chciał powiedzieć, że nie musi przepraszać, że nie zrobił niczego złego, ale alarm w głowie przypomniał o tym, jak specyficznie do przeprosin ten człowiek podchodził. Więc... Co właśnie działo się w jego głowie, że te przeprosiny wystosował?
Ciężko było mu jeszcze zebrać myśli, kiedy to ciepło dopiero z niego schodziło.
Delikatnie się uśmiechnął słysząc o tym, że nie może się powstrzymać. Czy to nie brzmiało tak znajomo? W jego sercu ten trel dnia wczorajszego mieszał się że niepewnością. Wygrywała ten, który przechylał szalę na coś pozytywnego. Zamknął go w swoich ramionach i ucałował w bok głowy.
Zabrzmiało mocno. Zabrzmiało dosadnie. Zabrzmiało jak coś, co już też słyszał nie raz, ale w zupełnie inny sposób. Rozgrzewający na nowo, pobudzających jeszcze bardziej całe ciało i stawiający mózg do pionu. W taki sposób na skórze skrzydeł potrafiły wyrastać nowe pióra.
- Crow... - Miał bardzo ciepły ton głosu, tak w wypowiedziach poprzednich jak i teraz. Próżno było szukać zawodu - zawiedziony był co najwyżej samym sobą, że do tej sytuacji doprowadził. - Nie jesteś rzeczą. - Czy musiał to mówić? Nie był pewien. - Zrobisz mi te przyjemność i zostaniesz kimś więcej? Zostaniesz ze mną? Proszę. Zostań. Żebym mógł wrócić. - Mruczał cicho, miziając go po kark spokojnie.