Uśmiechnęła się od ucha do ucha, bo co racja to racja. O Greengrassie można było powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że był delikatny, pod żadnym względem. Zawsze sięgał po szczerość, co Nora bardzo sobie ceniła, bo nie wszystkich było na to stać, nie mydlił jej oczu, w żadnym wypadku. - Tak, to prawda, można o tobie wiele powiedzieć, ale na pewno nie to. - Nie uważała tego za coś złego, nie, przywykła do tego jaki był, i przestało jej to przeszkadzać, chociaż z początku miała problem z tą bezpośredniością, sama Figgówna była zdecydowanie dużo bardziej delikatna.
- O, czyli i ty i ja zaniżamy średnią, dobrze wiedzieć. - To, że miała chociaż jedno dziecko było dziełem przypadku i nie zamierzała mieć żadnych kolejnych. Zresztą od wielu lat unikała mężczyzn, przynajmniej pod względem romantyczntym, miała wielu przyjaciół płci męskiej, ale nie dopuszczała do siebie nikogo dostatecznie blisko, aby nawiązać jakąkolwiek relację inną od przyjaźni. Bała się tego, że może znowu się przejechać, nie miała szczególnie przyjemnego doświadczenia i wolała zdecydowanie być sama, bo tak było prościej - bez niepotrzebnych komplikacji. Sama potrafiła o siebie zadbać, co udowadniała chyba na wszystkich możliwych płaszczyznach i nawet była z tego powodu dumna.
- Pewnie są i tacy, to musi się jakoś równoważyć. - Tak już działał świat, czyż nie? Jedni mieli pecha, inni szczęście, los tak chciał i nie do końca mogli zrobić z tym cokolwiek.
- Tylko trochę, wiesz jak to jest, wraca po tylu latach i próbuje ustanawiać swoje rządy. - Jasne doceniała troskę brata, tyle, że radziła sobie przez wiele lat, kiedy nie było go obok. Wcale nie tak łatwo było jej się przyzwyczaić do tego, że znowu gościł w jej życiu. Jasne, zaczął pomagać jej w wielu sprawach, ale musiała powoli po prostu przywyknąć do jego obecności, to wcale nie było takie proste, nie kiedy przez tyle czasu radziła sobie ze wszystkim sama.
- To inny gatunek ludzi. - Miała podobne zdanie na ten temat co Roise. Zresztą nie ma się jej co dziwić, została uwiązana do Wielkiej Brytanii tuż po tym jak skończyła szkołę, ledwie rok po tym urodziła Mabel, którą musiała sama wychowywać, nie mogła sobie pozwolić na dalekie podróże, takie jak jej brat. Miała swoje plany związane z nauką cukiernictwa w Paryżu, ale szybko musiała je zsweryfikować, jakoś się z tym pogodziła i robiła co mogła, aby wyciągnąć jak najwięcej z otoczenia, właściwie chyba jej się to udało. Nie mogla narzekać na to, jak wygląda jej życie, powoli zaczęła spełniać swoje marzenia, małymi krokami dążyła do wielkich celów.
- Tak, on był mocno podejrzany, serio myślisz, że ciotka może mieć demencję? - Faktycznie to byłaby jakaś odpowiedź na to, w jaki sposób się dzisiaj zachowywała, chociaż mimo wszystko skłaniała się bardziej ku wersji, że to przez tego dziwnego typa nieco inaczej się zachowywała. Nie miała pojęcia, co dokładnie się działo, ale nie zamierzała pozostawić tego tematu, bo w końcu chodziło o rodzinę, powinni się sobą opiekować.
- No tak, o to im chodzi, i to działa, nie ma się co oszukiwać, że przynosi to oczekiwane efekty. - Nie podobało jej się to, że śmierciożercy faktycznie zaczynali dostawać to, na czym im zależało. Siali zamęt, ludzie zaczynali wariować i sami się wyniszczali. Nie sądziła, że szybko się to zmieni, ale przecież właśnie z tego powodu zaangażowała się w działania Zakonu Feniksa, próbowała jakoś zmienić świat, może nie wyróżniała się jakoś szczególnie, bo tylko tworzyła eliksiry, maści, czy kadzidła dla swoich przyjaciół, którzy ryzykowali na froncie, ale nie mogłaby sobie zarzucić tego, że jest bierna. Czuła, że musi się w to angażować, zwłaszcza, że większość bliskich jej osób ryzykowała życie, aby pomagać tym, któzy znajdowali się w gorszej pozycji, zupełnie bezinteresownie.
Sama jednak nie zamierzała dać się wystraszyć, starała się żyć tak, jakby jutra miało nie być. Otworzyła swoją własną cukiernię, rozwijała się, bez względu na wszystko. Chyba nie zniosłaby myśli, że pozwoliła sobie na stagnację przez to, że trwała wojna. Nie chciała, aby oderbali im radość z życia.
- Pewnie tak, do wszystkiego można się przyzwyczaić. - Wystarczyło powielać te same zachowania, w chodziły one w nawyk. Widziała po sobie, że niewiele jej było trzeba do tego, aby nieco zmienić swoje przyzwyczajenia. Sypiała coraz mniej, ale jakoś dawała sobie z tym radę. Musiała mieć czas, aby pomóc wszystkim, którzy oczekiwali jej wsparcia.
- Wiem, wiem, ale z czasem ostatnio u mnie bywa różnie. - Nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Cukiernia wymagała uwagi, zakon wymagał uwagi, Mabel wymagała uwagi. Doba niestety miała tylko dwadzieścia cztery godziny i z tym akurat nie była w stanie zrobić nic, a szkoda, bo chętnie zaszyłaby się w ich bibliotece, była pewna, że jest tam wiele ciekawych pozycji.
- Na szczęście wiesz, gdzie znajduje się moje łóżko, jak mniemam nie zostawiłbyś mnie pod stołem. - To było całkiem pocieszające, wolała nie myśleć o tym, jaka byłaby połamana gdyby się obudziła w tym miejscu. - Jesteś najlepszy, tylko uważaj, strasznie się miotam jak jestem nawalona. - Mimo, że była drobna, to potrafiła się całkiem nieźle wtedy wymykać i gubić w różnych miejscach, taka już była tendencja. Nie, żeby zdarzało się to zbyt często, bo Nora nie dopuszczała do takich sytuacji i raczej piła odpowiedzialnie.
- Mnie przecież wszyscy lubią. - Rzuciła z uśmiechem na twarzy, dosyć pewnie jak na nią, ale wydawało jej się to mieć sens. Mało kto nie darzył ją sympatią i była tego świadoma, co można było nawet uznać za arogancję, ale nie miała nic złego na myśli. Zresztą ona sama chyba lubiła wszystkich ludzi, którzy kręcili się wokół niej, nie potrafiła reagować na nich inaczej.
- Nic się przed tobą nie ukryje, co? - Zawsze tak było, nie było sensu udawać, że nie jest zmęczona, bo Ambroise nie miał problemu z tym, aby dostrzec prawdę.
- Uważaj, bo teraz się już ode mnie nie uwolnisz, będę korzystała z każdej możliwej okazji. - Szczególnie, że ulepek okazał się być naprawdę idealny w smaku, na pewno to zapamięta i skorzysta z ewentualnej, nadarzającej się okazji.
- Tak, nieszablonowość jest wskazana i dostosowywanie się do sytuacji, ale chyba to masz opanowane? - Była o tym przekonana, i nie chodziło tylko o to, że zrobił jej ogromnego drinka, którego zamierzała wypić tego wieczora.
- Najważniejsze, że każdy ma coś dla siebie, powinniśmy jakoś przetrwać ten wieczór. - Roise miał bimber, ona drina, czy potrzebowali czegoś więcej do szczęścia? Nie, nie tym razem.