23.12.2024, 00:56 ✶
Jo słuchała tyrady męża z uniesioną brwią, starając się nie zaśmiać. Biedny Julian, dyskryminowany we własnym domu! Że też tym kobietom musi tak zależeć na jego zdrowiu. Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że mężczyzna dramatyzuje i musi sobie po prostu ponarzekać. Tak samo musiał wspomnieć, jaki to on nie jest silny oraz męski (chociaż częściowo miał rację, bo kiedy byli młodsi, cały czas nosił ją na rękach).
Posiadanie dzieci miało tę zaletę (lub wadę, zależy jak na to patrzeć), że potrafiły przejrzeć przez bzdury rodziców i im to wygarnąć. Bletchley właśnie stał się tego ofiarą, kiedy Hestia oraz Alice od razu wytknęły nieścisłości w jego opowieści. No cóż, taki był efekt wychowywania córek na inteligentne i niezależnie kobiety, a Jolene była z tego bardzo zadowolona.
Jo dobrze wiedziała, jaki efekt wywoła to spojrzenie na mężu. W końcu po trzydziestu latach małżeństwa nie potrzebowali fal, żeby móc komunikować się bez słów. Zresztą, Julian zdawał sobie sprawę, że w kwestiach żywieniowych to żona miała ostatnie słowo.
– Dziękuję Panie Boczek, czuję się zaszczycona. – prychnęła z rozbawieniem. Teraz Bletchley będzie musiał poprzeć te słowa czynami, a ona już układała sobie w głowie plan na urozmaicenie jego diety. – Prawda, ale to nie jest kompromis, skoro ostatecznie ty też na tym zyskasz, kocie. – pogłaskała go po plechach uspokajająco.
Wcześniej zupełnie nie zwróciła uwagi na nową książkę, więc teraz również podeszła by się jej przyjrzeć.
– Ech, nie zdziwiłabym się, gdyby nie wiedzieli... – skomentowała, przyglądając się kartkom wertowanym przez córkę. Zmarszczyła brwi, na widok ewidentnie szurskich treści. Doprawdy, skąd ludzie brali te pomysły? Nawet znajoma Alice, Mona, gadała czasem takie rzeczy od czapy, a była przecież inteligentną i ogarniętą osobą.
Posiadanie dzieci miało tę zaletę (lub wadę, zależy jak na to patrzeć), że potrafiły przejrzeć przez bzdury rodziców i im to wygarnąć. Bletchley właśnie stał się tego ofiarą, kiedy Hestia oraz Alice od razu wytknęły nieścisłości w jego opowieści. No cóż, taki był efekt wychowywania córek na inteligentne i niezależnie kobiety, a Jolene była z tego bardzo zadowolona.
Jo dobrze wiedziała, jaki efekt wywoła to spojrzenie na mężu. W końcu po trzydziestu latach małżeństwa nie potrzebowali fal, żeby móc komunikować się bez słów. Zresztą, Julian zdawał sobie sprawę, że w kwestiach żywieniowych to żona miała ostatnie słowo.
– Dziękuję Panie Boczek, czuję się zaszczycona. – prychnęła z rozbawieniem. Teraz Bletchley będzie musiał poprzeć te słowa czynami, a ona już układała sobie w głowie plan na urozmaicenie jego diety. – Prawda, ale to nie jest kompromis, skoro ostatecznie ty też na tym zyskasz, kocie. – pogłaskała go po plechach uspokajająco.
Wcześniej zupełnie nie zwróciła uwagi na nową książkę, więc teraz również podeszła by się jej przyjrzeć.
– Ech, nie zdziwiłabym się, gdyby nie wiedzieli... – skomentowała, przyglądając się kartkom wertowanym przez córkę. Zmarszczyła brwi, na widok ewidentnie szurskich treści. Doprawdy, skąd ludzie brali te pomysły? Nawet znajoma Alice, Mona, gadała czasem takie rzeczy od czapy, a była przecież inteligentną i ogarniętą osobą.