23.12.2024, 12:11 ✶
Powód, dla którego Charles postanowił zaprosić do siebie Scyllę, nie był jasno określony. Może był to po prostu zryw serca, potrzeba, która wynikła z prostej chęci zobaczenia dziewczyny, może próba udowodnienia sobie, że rzeczywiście może coś zbudować, jeśli tylko tego chce, a może wreszcie metaforyczny środkowy palec pokazany Baldwinowi Malfoyowi, który odważył się otworzyć usta tylko po to, by wypowiedzieć parę niepochlebnych słów o pannie Greyback i jej czystości krwi... A może wszystkie te powody po troszeczku. Faktem jednak było, że Scylla zgodziła się i o umówionej porze Charles pojawił się na miejscu, niosąc w sercu pogodę ducha i nadzieję na miły wieczór, zaś w dłoniach niewielki bukiet różowych kwiatów. Niestety nie znał się na florystyce i chociaż zioła nie miały przed nim tajemnic, to piękne jaskry pozostawały dla niego bezimienne, gdy ich wartością były jedynie walory estetyczne.
Zapukał, ale nie czekał na odpowiedź, a od razu zajrzał do pomieszczenia, gdzie przebywała Scylla.
- Cześć. Nie śpiesz się, poczekam. - Zapewnił ją pogodnie, nie zamierzając jej poganiać, gdy mieli przecież przed sobą cały wieczór. Nie było ważnym, gdzie byli, tak długo, jak przebywali obok siebie. - Proszę, to dla ciebie. - Powiedział też zaraz, podtykając jej pod nos kwiaty, by na pewno je dostrzegła, skoro tak unikała patrzenia na jego samego. - Nie szkodzi, że widzieliśmy się wczoraj. Chciałem zobaczyć cię też dzisiaj, oderwać twoje myśli na chwilę od twoich świerszczy. - Pomylił owady, nie pamiętając do końca, o których rzeczywiście była mowa w liście. Wszystkie żuczki, ważki i pszczółki były przecież takie podobne, a ich nazwy w języku angielskim zupełnie niedorzeczne. - Dlaczego w ogóle tak cię zajmowały? Mają coś wspólnego z twoimi wizjami? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że czeka nas plaga w przyszłym roku? - Wysilił się na żart, lecz sam zdał sobie sprawę z tego, że żart był słaby. Ta kobieta odbierała mu jasność myślenia! Przez tą śliczną buzię paplał jak potłuczony, gdy serce biło zbyt szybko, a w uszach szumiało od nadmiaru emocji.
Zapukał, ale nie czekał na odpowiedź, a od razu zajrzał do pomieszczenia, gdzie przebywała Scylla.
- Cześć. Nie śpiesz się, poczekam. - Zapewnił ją pogodnie, nie zamierzając jej poganiać, gdy mieli przecież przed sobą cały wieczór. Nie było ważnym, gdzie byli, tak długo, jak przebywali obok siebie. - Proszę, to dla ciebie. - Powiedział też zaraz, podtykając jej pod nos kwiaty, by na pewno je dostrzegła, skoro tak unikała patrzenia na jego samego. - Nie szkodzi, że widzieliśmy się wczoraj. Chciałem zobaczyć cię też dzisiaj, oderwać twoje myśli na chwilę od twoich świerszczy. - Pomylił owady, nie pamiętając do końca, o których rzeczywiście była mowa w liście. Wszystkie żuczki, ważki i pszczółki były przecież takie podobne, a ich nazwy w języku angielskim zupełnie niedorzeczne. - Dlaczego w ogóle tak cię zajmowały? Mają coś wspólnego z twoimi wizjami? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że czeka nas plaga w przyszłym roku? - Wysilił się na żart, lecz sam zdał sobie sprawę z tego, że żart był słaby. Ta kobieta odbierała mu jasność myślenia! Przez tą śliczną buzię paplał jak potłuczony, gdy serce biło zbyt szybko, a w uszach szumiało od nadmiaru emocji.