23.12.2024, 14:07 ✶
Rozalinda, w całej swojej okropnej, różowej falbankowej formie była bezpieczna, gdy Oda wybrała się na polowanie, szukając przekąsek podobnych temu, co przyszło pod sam jej dziub, do jej własnego domu. Towarzyszka czy nie - szczurzyca była tylko gryzoniem, a przez to, jak obchodziła się z kociętami i ile nieistniejących pasożytów na sobie nosiła, Charles nie miał dla niej litości. Zresztą, Scylli też się nie podobała.
- "Babki Patki"...? - Dopytał, gdy różnice kulturowe po raz kolejny weszły między niego samego i próby zrozumienia nawiązań. Na czole pojawiły się głębokie zmarszczki, gdy Baldwin po raz kolejny próbował z niego zadrwić, ale żart przeleciał koło głowy Charlesa i rozbił się niewidzialną plamą na ścianie tuż za nim, wzbudzając jedynie konsternację.
Mieszkanie było czyste, sterylne wręcz, tak inne od tego, w którym zaszył się Malfoy. Nie było w nim niczego, co wydawałoby się nie na miejscu. Nawet kwiatek na oknie dostał białą doniczkę, taką, by nie wyróżniała się za bardzo na tle porządku. Nic nie mogło odstawać od miejsca, które wydawało się wręcz niezamieszkałe, nie licząc niebieskiego koca we wzór łabędzi, który, choć ładnie złożony, leżał na krawędzi kanapy zdradzając, że ktoś jednak tam od czasu do czasu przebywał. Był jak rysa na lustrze, niszcząc wrażenie domu z katalogu. Mulciber złapał szklanki, które w najlepsze lewitowały w stronę stolika, i postawił je na blacie z odrobinę zbyt dużą mocą. Szkło zadźwięczało w proteście, jednak nie pękło.
- Ależ Scylla nie ma czego nadrabiać. - Nie zgodził się, pozornie uprzejmie, lecz czując narastającą złość. Jeśli Baldwin sądził, że będzie mógł przyjść, rozgościć się i obrażać dziewczynę, którą Charlie miał na oku, to się grubo mylił. - I nie, nie zgodzę się z tobą. Kobieta, która sypia na prawo i lewo, nie jest warta nazwania porządną. Scylla jest porządna i nie musi nadrabiać nieczego. Ani osobowością, ani śliczną buzią. Rozmawialiśmy już o jej krwi. Nie mam jej nic do zarzucenia. - Powiedział poważnym tonem, a jego ciemne ślepia wlepione były w Malfoya. Było to ledwie nieporozumienie, nieumyślnie rzucony komentarz, lecz Charles czuł, że jeśli Baldwin pociągnie temat, to skończy się to zdemolowaniem idealnego mieszkania. Bo czy naprawdę nazwisko miało być podstawą dla oceny czystości krwi, czy liczył się raczej rodowód? Scylla sama mówiła, że w jej rodzinie nie ma nawet kropli skażonej mugolactwem krwi, dlaczego więc miała cierpieć?
Wyznanie Baldwina nie brzmiało wiarygodnie.
- Czy to nie dowodzi mojego spostrzeżenia? Że krew to nie wszystko? - Skrzywił się lekko. - Najwyraźniej nie jest dla ciebie dobrą partią, skoro twój ojciec na to nie zezwala. Lub, wręcz przeciwnie. To ty nie jesteś partią dla niej?
- "Babki Patki"...? - Dopytał, gdy różnice kulturowe po raz kolejny weszły między niego samego i próby zrozumienia nawiązań. Na czole pojawiły się głębokie zmarszczki, gdy Baldwin po raz kolejny próbował z niego zadrwić, ale żart przeleciał koło głowy Charlesa i rozbił się niewidzialną plamą na ścianie tuż za nim, wzbudzając jedynie konsternację.
Mieszkanie było czyste, sterylne wręcz, tak inne od tego, w którym zaszył się Malfoy. Nie było w nim niczego, co wydawałoby się nie na miejscu. Nawet kwiatek na oknie dostał białą doniczkę, taką, by nie wyróżniała się za bardzo na tle porządku. Nic nie mogło odstawać od miejsca, które wydawało się wręcz niezamieszkałe, nie licząc niebieskiego koca we wzór łabędzi, który, choć ładnie złożony, leżał na krawędzi kanapy zdradzając, że ktoś jednak tam od czasu do czasu przebywał. Był jak rysa na lustrze, niszcząc wrażenie domu z katalogu. Mulciber złapał szklanki, które w najlepsze lewitowały w stronę stolika, i postawił je na blacie z odrobinę zbyt dużą mocą. Szkło zadźwięczało w proteście, jednak nie pękło.
- Ależ Scylla nie ma czego nadrabiać. - Nie zgodził się, pozornie uprzejmie, lecz czując narastającą złość. Jeśli Baldwin sądził, że będzie mógł przyjść, rozgościć się i obrażać dziewczynę, którą Charlie miał na oku, to się grubo mylił. - I nie, nie zgodzę się z tobą. Kobieta, która sypia na prawo i lewo, nie jest warta nazwania porządną. Scylla jest porządna i nie musi nadrabiać nieczego. Ani osobowością, ani śliczną buzią. Rozmawialiśmy już o jej krwi. Nie mam jej nic do zarzucenia. - Powiedział poważnym tonem, a jego ciemne ślepia wlepione były w Malfoya. Było to ledwie nieporozumienie, nieumyślnie rzucony komentarz, lecz Charles czuł, że jeśli Baldwin pociągnie temat, to skończy się to zdemolowaniem idealnego mieszkania. Bo czy naprawdę nazwisko miało być podstawą dla oceny czystości krwi, czy liczył się raczej rodowód? Scylla sama mówiła, że w jej rodzinie nie ma nawet kropli skażonej mugolactwem krwi, dlaczego więc miała cierpieć?
Wyznanie Baldwina nie brzmiało wiarygodnie.
- Czy to nie dowodzi mojego spostrzeżenia? Że krew to nie wszystko? - Skrzywił się lekko. - Najwyraźniej nie jest dla ciebie dobrą partią, skoro twój ojciec na to nie zezwala. Lub, wręcz przeciwnie. To ty nie jesteś partią dla niej?