23.12.2024, 16:26 ✶
Posłał jej uśmiech i bliźniaczym gestem sam upił trochę ciemnego płynu. Dobra whisky może i nie naprawiała żadnych problemów tego świata (chyba że na świecie byłby akurat kryzys dobrej whisky), ale z pewnością czyniła je nieco mniej nieznośnymi.
– Nie zawaham się nawet chwili – zapewnił ją i uniósł swoją szklankę nieco do góry w geście pewnej obietnicy, obiecując sobie samemu, że od teraz będzie mówił o wszystkich niepokojących sprawach z wampirem w roli głównej. Teraz to też przecież było zbyt niebezpieczne, aby było inaczej.
A dolać oczywiście jej dolał i to tyle razy ile by tylko chciała.
Prawda była taka, że chyba rzeczywiście nie chciał o tym jakkolwiek dłużej rozmawiać. To znaczy... Właśnie o tym porozmawiali i to absolutnie nie było tak, że nie czuł, że mógł powiedzieć Charlotte o wszystkim, bo przecież właśnie mówił jej o wszystkim, ale...
Sam chyba nie wiedział dokładnie jak się czuł.
Zmęczony. Zmartwiony. Zestresowany.
Nie sypiał dobrze będąc w ciągłych nerwach, a jednocześnie odrzucał jakiekolwiek pomysły, że może zaczynała nachodzić go paranoja. Rzucał się więc w wir pracy, jak dobrze że akurat teraz w biurze dużo się działo, próbując w ten sposób pacyfikowany coraz to mroczniejsze myśli i wyrzuty sumienia.
– Tak, idź do nich. Koniecznie. Możesz też wziąć jakiś drogi trunek do tych ciasteczek z mojej gablotki, tak aby wręczyć mu coś jeszcze – odpowiedział, posyłając jej kolejny uśmiech, znaczący mniej więcej tyle co Jest dobrze. Ja sobie poradzę I chyba chciał coś jeszcze dodać, ale nagle zmarszczył brwi i zmienił temat. Była przecież jeszcze jedna o której warto było porozmawiać, bo i ona zaprzątała w pewien sposób głowę Selwyna. – Charlotte... Poczekaj. Ja... Chciałem się upewnić, że nie masz mi za złe tamtego drugiego pocałunku. Możliwe... Że porwała mnie chwila, a ja nie chciałbym, wprowadzić przez to jakiegoś dyskomfortu pomiędzy nami.
– Nie zawaham się nawet chwili – zapewnił ją i uniósł swoją szklankę nieco do góry w geście pewnej obietnicy, obiecując sobie samemu, że od teraz będzie mówił o wszystkich niepokojących sprawach z wampirem w roli głównej. Teraz to też przecież było zbyt niebezpieczne, aby było inaczej.
A dolać oczywiście jej dolał i to tyle razy ile by tylko chciała.
Prawda była taka, że chyba rzeczywiście nie chciał o tym jakkolwiek dłużej rozmawiać. To znaczy... Właśnie o tym porozmawiali i to absolutnie nie było tak, że nie czuł, że mógł powiedzieć Charlotte o wszystkim, bo przecież właśnie mówił jej o wszystkim, ale...
Sam chyba nie wiedział dokładnie jak się czuł.
Zmęczony. Zmartwiony. Zestresowany.
Nie sypiał dobrze będąc w ciągłych nerwach, a jednocześnie odrzucał jakiekolwiek pomysły, że może zaczynała nachodzić go paranoja. Rzucał się więc w wir pracy, jak dobrze że akurat teraz w biurze dużo się działo, próbując w ten sposób pacyfikowany coraz to mroczniejsze myśli i wyrzuty sumienia.
– Tak, idź do nich. Koniecznie. Możesz też wziąć jakiś drogi trunek do tych ciasteczek z mojej gablotki, tak aby wręczyć mu coś jeszcze – odpowiedział, posyłając jej kolejny uśmiech, znaczący mniej więcej tyle co Jest dobrze. Ja sobie poradzę I chyba chciał coś jeszcze dodać, ale nagle zmarszczył brwi i zmienił temat. Była przecież jeszcze jedna o której warto było porozmawiać, bo i ona zaprzątała w pewien sposób głowę Selwyna. – Charlotte... Poczekaj. Ja... Chciałem się upewnić, że nie masz mi za złe tamtego drugiego pocałunku. Możliwe... Że porwała mnie chwila, a ja nie chciałbym, wprowadzić przez to jakiegoś dyskomfortu pomiędzy nami.