23.12.2024, 17:15 ✶
Jonathan wpatrywał się w Tessę, pierwotnie z pewnym rozbawieniem, ale z każdym wypowiedzianym przez nią słowem, kobieta mogła zauważyć, jak wyraz twarzy Selwyna, coraz bardziej poważnieje, a w jego ciemnych oczach błysnęła oznaka zaniepokojenia. Dopiero teraz zauważył, że Tessą przyszła do niego w szlafroku. Czyżby... Nie. To nie było możliwe. Stanowczo odrzucał od siebie tego rodzaju myśl, uznając ją za zbyt okrutną i niesprawiedliwą, ale czy istniała szansa, że sombreros należało zniszczyć właśnie dlatego, że doprowadzały ludzi do derealizacji, a Dumbledore nakazał mu się ich pozbyć po tym, gdy niczego nieświadoma Quintessa stała się ich ofiarą?
Merlinie, nie zwykł się modlić zbyt często do Matki, ale chyba teraz jednak miał ochotę zacząć, byle tylko stan Tessy był jedynie tymczasowy. Miała przecież w swoim życiu doczynienia ze zbyt wieloma podłymi kapeluszami, aby się tak poddać bez walki.
– Dobrze się czujesz? – spytał zmartwiony, dotykając dłonią jej czoła, aby upewnić się, że nie miała gorączki – Może usiądziemy na chwilę, a ja zrobię Ci herbaty moja droga. Jakieś specjalne życzenia? Mamy całkiem dobrą z przyprawami indyjskimi i mlekiem. – Podpisanie dokumentów w sprawie meksykańskich kapeluszy może chwilę poczekać. Teraz musiał skupić się na przyjaciółce i hm... Czy powinien wezwać Woody'ego, skoro miał podejrzenia, że jego była żona była obecnie nieco niepoczytalna?
Herbata, jak i Woody, najwyraźniej musieli trochę poczekać, bo oto właśnie wydarzyły się bardzo niepokojące i bardzo nieprzyjemne rzeczy.
Zaklęcie zaskoczyło go tak, że nie był nawet w stanie zareagować i padł na podłogę, czując jak wszystko kręci mu się przed oczami, a głowa boli jakby ktoś rzucił w niego toną kamieni. Toną kamieni, bo przeciez jeden odprysk z mebla tak by go nie załatwił! Przez zamglone spojrzenie dostrzegł jednak, jak ktoś chwyta Tessę i odciąga ją od niego, a ona próbuje się bronić.
– Zostaw ją! – krzyknął, a raczej próbował krzyknąć, bo w rzeczywistości po prostu wymamrotał te słowa, stając chwiejnie na nogach i nieco niepewnie, byle nie trafić w Tessę, rzucając w napastnika zaklęcie, które miało go związać. A jeśli jednak trafi ono Tessę... No cóż. Porywacz związanej Tessy też się raczej nie spodziewał, więc może to jakoś utrudni mu cały plan działania.
Merlinie, nie zwykł się modlić zbyt często do Matki, ale chyba teraz jednak miał ochotę zacząć, byle tylko stan Tessy był jedynie tymczasowy. Miała przecież w swoim życiu doczynienia ze zbyt wieloma podłymi kapeluszami, aby się tak poddać bez walki.
– Dobrze się czujesz? – spytał zmartwiony, dotykając dłonią jej czoła, aby upewnić się, że nie miała gorączki – Może usiądziemy na chwilę, a ja zrobię Ci herbaty moja droga. Jakieś specjalne życzenia? Mamy całkiem dobrą z przyprawami indyjskimi i mlekiem. – Podpisanie dokumentów w sprawie meksykańskich kapeluszy może chwilę poczekać. Teraz musiał skupić się na przyjaciółce i hm... Czy powinien wezwać Woody'ego, skoro miał podejrzenia, że jego była żona była obecnie nieco niepoczytalna?
Herbata, jak i Woody, najwyraźniej musieli trochę poczekać, bo oto właśnie wydarzyły się bardzo niepokojące i bardzo nieprzyjemne rzeczy.
Zaklęcie zaskoczyło go tak, że nie był nawet w stanie zareagować i padł na podłogę, czując jak wszystko kręci mu się przed oczami, a głowa boli jakby ktoś rzucił w niego toną kamieni. Toną kamieni, bo przeciez jeden odprysk z mebla tak by go nie załatwił! Przez zamglone spojrzenie dostrzegł jednak, jak ktoś chwyta Tessę i odciąga ją od niego, a ona próbuje się bronić.
– Zostaw ją! – krzyknął, a raczej próbował krzyknąć, bo w rzeczywistości po prostu wymamrotał te słowa, stając chwiejnie na nogach i nieco niepewnie, byle nie trafić w Tessę, rzucając w napastnika zaklęcie, które miało go związać. A jeśli jednak trafi ono Tessę... No cóż. Porywacz związanej Tessy też się raczej nie spodziewał, więc może to jakoś utrudni mu cały plan działania.