23.12.2024, 22:46 ✶
– Tak. To wszystko – potwierdziła Florence. Poruszała różdżką, po kolei usuwając z podłogi pozostałości po każdej ze świec, i lewitując je do pojemnika na odpady. Być może powinna poczekać aż pacjentka opuści gabinet, ale Bulstrode naprawdę nie lubiła, gdy jej gabinet był brudny.
– Łamanie klątw tak naprawdę rzadko jest spektakularne. Najbardziej czasochłonne było opracowanie właściwej metody i udoskonalenie jej po pierwszych próbach. Z rytuałem Beltane zawsze wiązała się pewna magia, ale nigdy nie była tak mocna i nigdy nie utrzymywała się, gdy wygasły ogniska – wyjaśniła. Powstrzymała odruch rzucenia chłoszczyć na posadzkę: nie wypadało wyczarowywać piany na podłodze, póki Lyssa była w gabinecie. Florence chwilowo zadowoliła się więc przejściem za biurko, sięgnięciem po pióro i wpisaniem do karty pacjentki informacji o uczuleniu oraz przebiegu łamania rytuału. – To nie klątwa, a jednak działa na podobnych zasadach… i mogła wywołać równie przykre konsekwencje – skwitowała. Chorobliwa zazdrość czy płatki kwiatów zarastające płuca: zdaniem Florence Bulstrode brzmiało to jak przekleństwo.
A jednak kapłani uważali, że to magia bogini.
Uzdrowicielka wciąż nie potrafiła pojąć, do czego dokładnie doszło tamtej nocy i trochę ją to frustrowało. W końcu była to dziedzina magii, którą chciała zgłębiać.
– Powiedziałabym, że pojawiały się w dwóch trzecich przypadków, ale… – zawahała się na moment i spojrzała na Lyssę. Już to, że ta przyszła tutaj sama, o czymś świadczyło. – Pokusiłabym się o stwierdzenie, że w zaledwie połowie z nich faktycznie chodziło o magię. U innych to efekt psychologiczny. Niektórzy wcale nie chcieli, aby magia rytuału minęła, czasem ponieważ zależy im na tej drugiej osobie, czasem, ponieważ po prostu czują się samotni. Jeżeli nie była przywiązana do swojego partnera, panno Mulciber, ani nie znalazła się w momencie, w którym bardzo chciałaby pani znaleźć dokładnie takie pełne uczucie wzajemności, jakie zdawał się dawać rytuał, niewielkie są szanse na ich wystąpienie.
Florence nie znała Lyssy: nie miała pojęcia, że w gruncie rzeczy ta pragnęła miłości jak z książek, ale absolutnie nie wyobrażała sobie w roli tej drugiej połówki poparzonej rolniczki z Doliny Godryka.
– Jeżeli chodzi natomiast o nawrót, do tej pory nikt mi go nie zgłosił. Zakładam, że nie trzeba się tym martwić, ale wolę uprzedzić, że gdyby cokolwiek się działo, służę pomocą – dokończyła rzeczowo. Od czasu, gdy złamała więź między Saurielem i Victorią minęło już tak dużo czasu, że Florence przyjmowała, że wszystko poszło dobrze, a problemów nie zgłaszała i Geraldine, którą przyjęła jako drugą. Kolejne pary w teorii znajdowały się jeszcze w tym okresie przejściowym, ale Bulstrode była już właściwie pewna, że wszystko poszło jak trzeba.
– Łamanie klątw tak naprawdę rzadko jest spektakularne. Najbardziej czasochłonne było opracowanie właściwej metody i udoskonalenie jej po pierwszych próbach. Z rytuałem Beltane zawsze wiązała się pewna magia, ale nigdy nie była tak mocna i nigdy nie utrzymywała się, gdy wygasły ogniska – wyjaśniła. Powstrzymała odruch rzucenia chłoszczyć na posadzkę: nie wypadało wyczarowywać piany na podłodze, póki Lyssa była w gabinecie. Florence chwilowo zadowoliła się więc przejściem za biurko, sięgnięciem po pióro i wpisaniem do karty pacjentki informacji o uczuleniu oraz przebiegu łamania rytuału. – To nie klątwa, a jednak działa na podobnych zasadach… i mogła wywołać równie przykre konsekwencje – skwitowała. Chorobliwa zazdrość czy płatki kwiatów zarastające płuca: zdaniem Florence Bulstrode brzmiało to jak przekleństwo.
A jednak kapłani uważali, że to magia bogini.
Uzdrowicielka wciąż nie potrafiła pojąć, do czego dokładnie doszło tamtej nocy i trochę ją to frustrowało. W końcu była to dziedzina magii, którą chciała zgłębiać.
– Powiedziałabym, że pojawiały się w dwóch trzecich przypadków, ale… – zawahała się na moment i spojrzała na Lyssę. Już to, że ta przyszła tutaj sama, o czymś świadczyło. – Pokusiłabym się o stwierdzenie, że w zaledwie połowie z nich faktycznie chodziło o magię. U innych to efekt psychologiczny. Niektórzy wcale nie chcieli, aby magia rytuału minęła, czasem ponieważ zależy im na tej drugiej osobie, czasem, ponieważ po prostu czują się samotni. Jeżeli nie była przywiązana do swojego partnera, panno Mulciber, ani nie znalazła się w momencie, w którym bardzo chciałaby pani znaleźć dokładnie takie pełne uczucie wzajemności, jakie zdawał się dawać rytuał, niewielkie są szanse na ich wystąpienie.
Florence nie znała Lyssy: nie miała pojęcia, że w gruncie rzeczy ta pragnęła miłości jak z książek, ale absolutnie nie wyobrażała sobie w roli tej drugiej połówki poparzonej rolniczki z Doliny Godryka.
– Jeżeli chodzi natomiast o nawrót, do tej pory nikt mi go nie zgłosił. Zakładam, że nie trzeba się tym martwić, ale wolę uprzedzić, że gdyby cokolwiek się działo, służę pomocą – dokończyła rzeczowo. Od czasu, gdy złamała więź między Saurielem i Victorią minęło już tak dużo czasu, że Florence przyjmowała, że wszystko poszło dobrze, a problemów nie zgłaszała i Geraldine, którą przyjęła jako drugą. Kolejne pary w teorii znajdowały się jeszcze w tym okresie przejściowym, ale Bulstrode była już właściwie pewna, że wszystko poszło jak trzeba.