Potrafili się jakoś do siebie dystansować jeszcze kilka dni temu, kiedy próbowała być na niego zła. Wtedy nie do końca rozumiała powód dla którego ją porzucił, od kiedy znaleźli się w Piaskownicy, czy gdy zobaczyła jego zachowanie w jaskini nieco zmieniła swoje nastawienie, bo zauważyła, że jednak nadal mu na niej zależy, zresztą wspomniał o tym, że nadal ją kocha, nie poznała konkretnego powodu dla którego postanowił wtedy ją opuścić. To wystarczyło, aby mur który budowała wokół siebie jeszcze kilka dni temu runął.
Nie miała najmniejszego oporu przed tym, aby ponownie się do niego zbliżyć - powinna mieć, bo przecież cierpiała wtedy, zreszą nadal nie do końca sobie z tym poradziła. To był naprawdę bardzo parszywy moment w jej życiu, chociaż teraz wcale nie było lepiej. Ciągle coś się pierdoliło. Kiedy byli razem wydawało jej się, że mogą osiągnąć wiele, gdy zaczęła kroczyć sama po tym świecie wszystko szło nie tak, jak powinno. Czy to nie był dostateczny argument za tym, aby ponownie spróbować się do niego zbliżyć?
Nie do końca wyszły im te całkiem niedawne ustalenia, nie, żeby ją to zdziwiło. Przystanęła na to, chociaż wiedziała, że na pewno będzie to problematyczne, bo przecież kiedy znajdował się na wyciągnięcie ręki nie mogła tego zignorować. Szczególnie, że zastała go, kiedy cierpiał, to powodowało, że zupelnie nie przejmowała się tymi ustaleniami. Nie zamierzała ignorować tego, co widziała. Nie umiałaby tego zrobić, nie kiedy chodziło o niego.
Starała się zrozumieć podłoże tej sytuacji, nie było to łatwe, właściwie to nadal nie do końca wiedziała co się wydarzyło i dlaczego, czuła jedynie, że nie może go zostawić samego w mroku, nie może pozwolić na to, aby on go pochłonął. Właśnie dlatego postanowiła się zbliżyć, dać mu swoje wsparcie i ciepło, bez względu na to, czy tego potrzebował, czy nie. Zresztą wspominała mu o tym, mówiła przecież, że jest gotowa zawsze być przy nim, co by się nie działo. Dotrzymywała danego słowa, no, zazwyczaj.
Nie negował tego, że było im razem najlepiej, to kolejny znak świadczący o tym, że nie tylko ona zdawała sobie z tego sprawę. Miała świadomość, że życie, które wiedli było istną sielanką, przynajmniej w większości, zdarzały się gorsze dni, ale pamiętała głównie te najpiękniejsze, to one towarzyszyły jej podczas wszystkich kryzysów egzystencjalnych, których ostatnio nie brakowało w jej życiu. To one jakoś jeszcze trzymały ją w jednym kawałku.
- Nie znam się, aż tak na mułach Roise, ale każdy ma swój głębszy, czy płytszy, zresztą też nie masz pojęcia, jak wygląda ten mój. - Nadal próbował brnąć w tę narrację, w której to on był złym bohaterem ich wspólnej opowieści. Nie wiedziała dlaczego to robił, dlaczego tak usilnie ją wybielał. Przecież nie była dobrym człowiekiem, pogubiła się jakiś czas temu i nie umiała się odnaleźć w otaczającym ją świecie. Brnęła w sytuacje, w które nie powinna, zatracała się w nich, aby tylko coś poczuć.
Pozbyła się może jednego problemu, zresztą pomógł jej w tym, razem znaleźli się w tej nieszczęsnej jaskini, ale miała wrażenie, że będzie jak z hydrą, utniesz jej głowę, a w jej miejscu wyrosną kolejne. Nie spodziewała się cudów, zresztą miała całą masę problemów, którymi się musiała teraz zająć, wszystkie sprawy były bardzo palące i nie miała pojęcia, od któej właściwie powinna zacząć.
Nie widziała dla siebie zbyt wielu szans, raczej wręcz przeciwnie. Po raz kolejny miała zamiar pakować się w sytuacje, które mogły przynieść jej najgorsze, dlaczego - bo nie miała dla kogo żyć. Dotarło do niej to jakiś czas temu, że wcześniej przejmowała się tym, że powinna wrócić do domu, bo ktoś tam na nią czekał. Jasne, niby był jej brat, ale to nieszczególnie ją motywowało, zwłaszcza, że stał się nieśmiertelny. Tak, czy siak miał ją przeżyć.
- Nie, nie robię, po prostu cię znam Roise. - Pewnie każdą inną osobę mógłby oszukać, ale nie ją. Umiała go złapać na naginaniu prawdy, zbyt dużo czasu spędzili ze sobą, żeby jej to umykało. Nie chciała mu wytykać, że nie potrafił kłamać, no, ale w tej sytuacji? Cóż, w ich przypadku przecież zawszze było nieco inaczej.
Zareagował naturalnie na jej dotyk, tak, jak robił zazwyczaj, przecież wiele razy zdarzyło jej się go dotykać w podobny sposób. Tyle, że trwało to ledwie chwilę, najwyraźniej oprzytomniał, Nadal jednak jej od siebie nie odsuwał, cóż, ona nie zamierzała się od niego oddalać. Nie przestawała go dotykać, opuszki jej palców powoli, spokojnie brnęły przed siebie - tym razem zatrzymały się na jego policzku.
- To oznacza, że jest nadzieja na ratunek. - Może nie powinna tego mówić, ale nie spopielili wszystkiego, co mieli. Nie zniszczyli doszczętnie tego, co udało im się razem stworzyć. Najwyraźniej jednak była optymistką, skoro wierzyła w to, że to może wystarczyć, może trochę wariatką? Jak zwał tak zwał. Grunt, że się z nią zgodził, że też to widział, może nie chciał, aby znajdowała się obok niego, mówil o tym przecież, ale gesty świadczyły, o czymś innym. Może to wcale nie był koniec? Tylko, co innego. Nie umiała stwierdzić, czy nadzieja, którą dostrzegła nie była złudna. Właściwie od jakiegoś czasu nie potrafiła zrozumieć, co jest właściwe, a co nie. Nie chciała niszczyć tego, co mieli, kiedyś, czy teraz, przez tę krótką chwilę. Wydawało jej się, że to przyniosłoby więcej szkody niż pożytku, musiała znaleźć inne wyjście, na pewno kiedyś je dostrzeże.
- Pozwól, że sama zadecyduję o tym, co mogę, a czego nie mogę. - Nie zamierzała sięgać po namiastkę tego, co im udało się razem stworzyć. Nie wydawało jej się, że cokolwiek mogłoby się z tym mierzyć. Uczucie, które ich połączyło zawsze wydawało jej się być czymś więcej, czymś co zdarza się raz w życiu, nic nie miało szansy z tym wygrać. Nawet nie chciała próbować szukać, bo wiedziała, że to nie ma najmniejszego sensu. Zresztą była już zmęczona substytutami, które nie miały dla niej żadnego znaczenia. Nie chciała podążać tą ścieżką, szczególnie, że wiedziała, że istnieje ktoś, kto potrafi ją uszczęśliwić.
Nie miała nawet najmniejszej potrzeby, aby to zmieniać. Próbowała leczyć rany w różny sposób, ale nic to jej nie dało, nie chciała dalej się zatracać w czymś, co nie mogło jej przynieść ukojenia. To też ją męczyło.