• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius

[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#4
24.12.2024, 11:52  ✶  

Cornelius stał w drzwiach, a jego serce biło szybko, zbyt szybko, bo w jego umyśle zrodziła się myśl, że to mogła być ona, że może Amanda wróciła, ale zaraz potem przypomniał sobie brutalną rzeczywistość. Wystarczyło, że otworzył drzwi i uświadomił sobie, że to była Yaxleyówna, matka chrzestna ich syna. Gdy ujrzał Geraldine, poczuł mieszankę ulgi i złości. Ulgi, bo oto była przed nim, a złości, bo jak mogła przyjść, jakby nic się nie stało? Dla niego świat legł w gruzach, a ona? Przez ostatnie tygodnie spędzał długie godziny w samotności. Geraldine miała prawo cierpieć, ale nie tak, jak on. On stracił wszystko. Jak miał z nią rozmawiać? Jak miał wyrazić to, co czuł? Zamiast odpowiedzi, w jego głowie kłębił się chaos, toteż mężczyzna zrobił to, co powinien, a nie to, co chciał, bo chciał się wycofać. Zamiast tego otworzył drzwi i cofnął się, żeby przepuścić przyjaciółkę, nie wiedział, czy jeszcze obecną, czy już byłą.

Geraldine weszła, a on nie mógł oderwać wzroku od jej dłoni, w której trzymała pluszaka. Czuł do niej żal, mimo tego, że niby wiedział, że ona też próbowała odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Miała swoje życie, ona też straciła nie jedną, a dwie osoby niemal jedna po drugiej, będąc blisko z Amandą, bliżej niż z nim, i zaledwie kilkanaście dni później tracąc oparcie w postaci Ambroise'a, choć ten przynajmniej żył. Ich koleje losu były podobne, bo oboje zostali sami, ale nie były takie same. Spodziewał się wizyty, na początku prędzej niż później, ale minęło na tyle dużo czasu, zbyt dużo i zaczął godzić się z tym, że każde z nich przeżywało swoje tragedie na swój własny sposób. Corio chciał patrzeć na sytuację przez szerszy obiektyw, ale nie miał pojęcia, jak pomóc, na tej samej zasadzie nie oczekiwał pomocy od Geraldine. Jeśli tego od niego oczekiwała, to miał ją zawieść. Sam był zamknięty w swoim kokonie z żalu, a wspomnienia o żonie były dla niego niczym noże, które w każdej chwili mogły zadać nowy ból. Tak właściwie, to miał ich dużo wbitych w pierś, niektóre z nich, jak sam stwierdził, tkwiły tam również przez osobę, która teraz stała z nim twarzą w twarz.

„Zanieść to do jego pokoju?” - zapytała, a on skinął głową, choć nie był pewien, czy to, co przyniosła, miało jakiekolwiek znaczenie. Miało, na pewno miało, bo kiedy spojrzał na pluszaka w dłoni Yaxleyówny, przypomniał sobie o nowym świecie Fabiana bez matki, o ich wspólnym życiu, które nagle przerwano. Czuł, że każdy przedmiot w tym mieszkaniu, każde wspomnienie, przytłaczało go jeszcze bardziej, gdy myślał o tym w taki sposób, a robił to często. Zamiast jednak mówić o tym, co go gnębiło, postanowił skupić się na niej. Może to była jego próba ucieczki, może chęć, by nie być samemu w tym wszystkim.

- Tak, proszę. - Odpowiedź wydobyła się z jego ust, a on skupił wzrok na ścianie na klatce schodowej, jakby to ona miała odpowiedzi na wszystkie pytania, które dręczyły jego umysł. Nie przyniosła, więc zamknął drzwi, trochę zbyt mocno, bo huknęły o futrynę, w tym stanie nie panował nad własnymi siłami.

Świat wokół niego wydawał się zamglony, zniekształcony przez ból, który towarzyszył mu od chwili, gdy stracił Amandę. Nawet eliksiry, które miał nadzieję, że przyniosą mu ulgę, tylko wprowadzały go w stan odrętwienia, nie pozwalając mu uciec od rzeczywistości. Nie potrafił się uśmiechnąć, nie potrafił w ogóle niczego. Każda interakcja bolała, przypominała mu o tym, że życie toczyło się dalej, a on utknął w martwym punkcie, więc wolne od pracy wydawało mu się dobrym rozwiązaniem, teraz wiedział, że błędnym.

Zerknął na Mrużka, który, jak zwykle, kręcił się w tle, zainteresowany obecnością gościa, gotowy, żeby pomagać. Za to on nie wiedział, co zrobić z sobą, jak zareagować. Czy powinien być wdzięczny, że przyszła go odwiedzić? Może, ale w tej chwili wydawało się to nieistotne, nawet powiedziałby, że go trochę irytowało. Patrzył na nią, próbując odczytać jej myśli. Czuł, że przybyła tutaj z intencjami, które były głębsze niż tylko zwykła troska. Może chciała poczuć się potrzebna, może pragnęła nawiązać kontakt, który w obliczu ich straty zdawał się niemożliwy, zwłaszcza, że jej chrześniaka nie było, zabrała go Ursula, która mogła się lepiej zająć Fabianem, więc, co im zostało? Nie mogli zająć rozmowy dzieckiem, a miał wrażenie, że to zbiło ją z tropu, tak samo jak jego jej wizyta.

- Mrużek… - powiedział, wskazując na skrzata, który z niezrozumiałą miną przyglądał się sytuacji. - Może lepiej, żeby to on zajął się tym - dodał, wskazując na pluszaka, którego trzymała w dłoni. Nie chciał, by Geraldine wiedziała, że w sercu gościł gniew na nią i na Ambroise'a, bo ich odejście sprawiło, iż czuł się jeszcze bardziej osamotniony. Jej słowa brzmiały jak ironiczny żart, ale nie potrafił się śmiać, zamiast tego skinął głową, czując, jak jego usta są suche i spękane od długotrwałego picia głównie whisky i kawy, no, i oczywiście eliksirów.

„Wyglądasz nie najgorzej.” Te słowa przeszyły go niczym nóż. Nie był pewien, czy to komplement, czy raczej ironiczne stwierdzenie. W każdym razie, nie potrafił się uśmiechnąć. Jego twarz była maską, na której nie było miejsca na taki grymas.

„To nie jest prawda,” pomyślał. Wyglądał, jakby był na skraju załamania, skryty za maską, którą miał na sobie każdego dnia, próbował ukryć swoje wnętrze za pozą normalności, dobrą fryzurą, czystym ubraniem. Niby cieszył się, że to działało, ale nie do końca, bo zamiast tego, w jego umyśle zrodziła się myśl. Czy ona naprawdę nie widziała, jak bardzo się zmienił? Jak bardzo się zatracił?

- Dzięki. - Odpowiedział, nie do końca wierząc w swoje słowa. -Cóż, staram się jakoś trzymać. - Dodał, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie, ale zdradzał go cień zmęczenia. Zauważył, jak przyglądała się jego twarzy, jakby próbowała odczytać z niej jego stan. Może i byłoby to zabawne, bo umiał udawać, że wszystko jest w porządku, nawet, gdy stał w samym środku pożaru, gdyby nie było tak tragiczne. Czuł, że nie był w stanie jej nic wyjaśnić. Każda szczera odpowiedź albo gest mogłyby być odebrane jako słabość, a on nie mógł sobie na to pozwolić. Był, no, aktualnie ćpunem, ale też ojcem, więc musiał być silny, żeby już wkrótce być oparciem dla swojego syna, nawet jeśli jego serce wciąż krwawiło po stracie Amandy.

- A ty? Jak się trzymasz? - Zapytał, chociaż wiedział, że nie ma sensu pytać o to, co wydawało się absurdalne w obliczu ich wspólnej tragedii. Z jednej strony czuł ulgę, że ktoś w końcu zadał sobie trud, by go odwiedzić, z drugiej miał ochotę zamknąć się w swoim świecie, gdzie ból był jedynym towarzyszem, bo ból nie miał o nim zapomnieć na następne tygodnie, przeżywając swoje dramaty.

Cornelius wrócił wzrokiem do wpatrywania się w pustą przestrzeń, czekał, aż Geraldine coś powie. Brakowało mu słów, brakowało mu wszystkiego.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cornelius Lestrange (9967), Geraldine Greengrass-Yaxley (7584)




Wiadomości w tym wątku
[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.12.2024, 12:46
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 23.12.2024, 23:21
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.12.2024, 01:55
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 24.12.2024, 11:52
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.12.2024, 00:45
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 26.12.2024, 01:56
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.12.2024, 02:15
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 02.01.2025, 13:41
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.01.2025, 22:34
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 03.01.2025, 16:21
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.01.2025, 23:43
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 17.01.2025, 17:18
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.01.2025, 20:17
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 26.01.2025, 13:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa