- Nie śmiałabym cię brać pod włos, ja? No coś Ty... - Odpowiedziała nieco teatralnie, bo przecież oczywiste było to, że mogła to zrobić. Czasem i ona sięgała po takie metody, szczególnie, gdy zaczynała tracić grunt pod nogami.
- Tak, razem możemy zdziałać cuda. - Zwłaszcza, że ich umiejętności bardzo się od siebie różniły, byli idealnym dopełnieniem, całkiem nieźle się uzupełniali, co powodowało, że razem byli silniejsi, czyż nie od tego było rodzeństwo?
- Nie lubisz kłód? - Starała się podejść do sprawy poważnie, ale raczej średnio jej to wychodziło, no bo jak mogła traktować poważnie drzewo, które obmacywało jej brata? To było bardzo absurdalne, jasne czytała w swoich tomiskach o różnych roślinach, ale nie sądziła, że tutaj mogli spotkać podobne gatunki. To miejsce wydawało jej się być zupełnie zwyczajnym, nie spodziewała się po nim cudów, czy coś.
Wpatrywała się w to drzewo, tak jak sobie życzył tego jej brat. Tyle, że no nic, zupełnie nic się nie działo. - Chyba coś ci się przywidziało. - Mogło to być przecież tylko złudne wrażenie, nie musiało go faktycznie posmyrać. Słońce dzisiaj świeciło dosyć mocno, może i jemu nieco przygrzało?
Tyle, że kiedy wpatrywała się dłużej w roślinę dotarło do niej, że to nie jest jeden z typowych gatunków spotykanych na podobnych terenach, nie występowało tutaj naturalnie, ale, czy to był wystarczający argument na to, żeby uznać, że próbowało obmacywać jej brata?
- Najwyraźniej przestraszyło się mojego oceniającego spojrzenia. - Rzuciła jeszcze nieco rozbawiona, bo zdecydowanie nic się nie działo. Gałęzi drzewa nie poruszał nawet wiatr, bo tak się składało, że go nie było.