25.12.2024, 15:08 ✶
Im dłużej Charlie się nad tym zastanawiał, tym bardziej dochodził do wniosku, że to wszystko było błędem. Nie samo śniadanie, bo to mogło być przyjemne, tym bardziej w towarzystwie Scylli, ale obecność Scarlett i Baldwina mogła okazać się po prostu za bardzo dla dwójki pracowników państwa Dolohovów. Przecież byli ich przeciwieństwem i Charlie bał się, że znikną pod naporem ogromu osobowości tamtych. Cokolwiek by się jednak nie działo, musiał skupić się na Scylli.
I musiał ją bronić. Rosalinda nie była może krwiożerczą bestią, ale z pewnością coś przenosiła. Choćby wściekliznę. Charles jeszcze nie wiedział, że rodzina Scylli mogłaby nie być dość zadowolona ze wścieklizny w jej szeregach. Gryzoń nie wydawał się jednak mieć złych zamiarów, tak jak jego właściciel.
Określenia, jakimi Scarlett nazwała Scyllę, spowodowały lekkie uniesienie brwi. Dziewczęta już się znały, ale Charles nie wiedział, na jakim polu. Wolał na razie nie dopytywać.
- Tak... dziękuję za zaproszenie. - Odparł Malfoyowi. Czy deseń na koszuli był w jakiś sposób połączony z nocnym podarkiem? Charles nie sądził, ale sam widok dalekiego kuzyna przypomniał mu o przesyłce. Wciąż nie miał do końca pewności odnośnie tego, co oznaczał prezent. Szczęśliwie nie miał okazji zastanawiać się nad tym zbyt długo. - To... to samo kocię? - Dopytał, zerkając na czarnuszka. - Rozalinda nie miała go... no wiesz? - Zerknął na Scyllę, nie chcąc mówić na głos o krwiożerczości gryzonia.
Chciał wstać, pomóc Baldwinowi, lecz dłoń na ramieniu skutecznie zatrzymała go w miejscu. Działania Malfoya nieco odsunęły jego uwagę od Scylli i Scarlett, a także Rosalindy, nie od razu zauważył więc wahania swojej partnerki. Dopiero jej gwałtowny ruch spowodował, że zwrócił się znów ku niej, odruchowo obejmując ramieniem bardziej jej krzesło, niż ją samą. Nie chciał inicjować dotyku, gdy ten mógł być niechciany w towarzystwie.
- Mogłabyś... Scarlett? - Poprosił siostrę, by ta zabrała szczurzycę. Takie stworzenia nie powinny przebywać na stołach i straszyć bezbronne wieszczki. - W porządku. Dziękuję, prze... przepraszam. - Poprawił się, odpowiadając Scylli, która po mistrzowsku poradziła sobie z jego dukaniem. - Herbatę i tosty i jajka na miękko. To ja w takim razie to samo. Nie miałem pojęcia, że już się znacie z moją siostrą, Scyllo. Mam nadzieję, że nie opowiadała ci o mnie nic złego? - Zagadnął wesoło, szybko odzyskując spokój. - Nie zdziwię się, jeśli powiesz, że znałaś już wcześniej również Baldwina.
I musiał ją bronić. Rosalinda nie była może krwiożerczą bestią, ale z pewnością coś przenosiła. Choćby wściekliznę. Charles jeszcze nie wiedział, że rodzina Scylli mogłaby nie być dość zadowolona ze wścieklizny w jej szeregach. Gryzoń nie wydawał się jednak mieć złych zamiarów, tak jak jego właściciel.
Określenia, jakimi Scarlett nazwała Scyllę, spowodowały lekkie uniesienie brwi. Dziewczęta już się znały, ale Charles nie wiedział, na jakim polu. Wolał na razie nie dopytywać.
- Tak... dziękuję za zaproszenie. - Odparł Malfoyowi. Czy deseń na koszuli był w jakiś sposób połączony z nocnym podarkiem? Charles nie sądził, ale sam widok dalekiego kuzyna przypomniał mu o przesyłce. Wciąż nie miał do końca pewności odnośnie tego, co oznaczał prezent. Szczęśliwie nie miał okazji zastanawiać się nad tym zbyt długo. - To... to samo kocię? - Dopytał, zerkając na czarnuszka. - Rozalinda nie miała go... no wiesz? - Zerknął na Scyllę, nie chcąc mówić na głos o krwiożerczości gryzonia.
Chciał wstać, pomóc Baldwinowi, lecz dłoń na ramieniu skutecznie zatrzymała go w miejscu. Działania Malfoya nieco odsunęły jego uwagę od Scylli i Scarlett, a także Rosalindy, nie od razu zauważył więc wahania swojej partnerki. Dopiero jej gwałtowny ruch spowodował, że zwrócił się znów ku niej, odruchowo obejmując ramieniem bardziej jej krzesło, niż ją samą. Nie chciał inicjować dotyku, gdy ten mógł być niechciany w towarzystwie.
- Mogłabyś... Scarlett? - Poprosił siostrę, by ta zabrała szczurzycę. Takie stworzenia nie powinny przebywać na stołach i straszyć bezbronne wieszczki. - W porządku. Dziękuję, prze... przepraszam. - Poprawił się, odpowiadając Scylli, która po mistrzowsku poradziła sobie z jego dukaniem. - Herbatę i tosty i jajka na miękko. To ja w takim razie to samo. Nie miałem pojęcia, że już się znacie z moją siostrą, Scyllo. Mam nadzieję, że nie opowiadała ci o mnie nic złego? - Zagadnął wesoło, szybko odzyskując spokój. - Nie zdziwię się, jeśli powiesz, że znałaś już wcześniej również Baldwina.