25.12.2024, 20:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2024, 20:55 przez Charles Mulciber.)
Dopiero po wydostaniu się z piwnicy Charles wypuścił powietrze z płuc, to samo, które trzymał w nich od dłuższej chwili, gdy wychodzili, pozostawiając Leona za nimi. Mulciber przetarł dłońmi twarz, by odzyskać równowagę, w ciszy podążając za Rolphem.
Wyszli z domu, a Rolph wciąż milczał. Krok za krokiem, poprzez poranną rosę, Charles podążał u boku Lestrange'a, samemu nie mając odwagi otworzyć ust pierwszemu. W głowie kłębiły się różne myśli, ale najwięcej było tych negatywnych. Rodolphus z pewnością był rozczarowany. Teraz, z pewnością ich drogi się rozejdą.
- Dobrze? - Dopytał więc, gdy towarzysz w końcu postanowił zacząć rozmowę. Podniósł na niego wzrok i z groźnego Mulcbierowego psa, po raz kolejny był szczeniaczkiem, który potrzebował pochwały. - Rolph, ja... przepraszam, powinienem lepiej trzymać nerwy na wodzy. - Zdecydował, przyznając się do winy. - Nie miałem pojęcia, że potrafisz wykorzystywać... tego typu magię. - Nazwał delikatnie jego umiejętności. - Ja widzę nici, jeśli się skupię, ale to raczej... to raczej żadna umiejętność? - Dodał, bo i nie do końca widział jej zastosowanie w kontaktach z kimś takim, jak Leon. - Skoro ty możesz wyczytać więcej, od razu.
Starał się utrzymać spojrzenie Rolpha, ale nie było to łatwe, gdy czuł się oceniany.
- Możesz mi zaufać, Rolph. Nawet jeśli chodzi o zastraszanie takich, jak Leon. Wiesz... gdyby to ode mnie zależało, zorganizowałbym tę jego hodowlę inaczej, ale rozumiem, że nie mamy dużego wyboru. - Skomentował, nie chcąc zanadto narzekać. Parę rzeczy wydało mu się jednak niewybaczalnych, poczynając od mugolskiego oświetlenia!
Na rozmowie spędzili drogę do domu Lestrange'a. Przystojny, młody mężczyzna na tle swojskiej chatki w niczym nie przypominał tego groźnego czarnoksiężnika, który wdzierał się do umysłów nieszczęśników i Charlie, chociaż wolał go w takiej formie, to nabrał do niego nowego respektu. Czy wszystko mogło wrócić do normy w tak prosty sposób?
- Nie będę zabierał ci poranka. - Zadecydował w końcu. - Odezwiesz się do mnie, jeśli będziesz mnie znów potrzebował?
On sam potrzebował go już teraz: jeszcze tylko parę krótkich zapewnień, parę dodatkowych słów, parę pożegnań. Musiał ułożyć sobie w głowie to, czego był świadkiem, a następnie po prostu oczekiwać kolejnych informacji. Rolph go poprowadzi, w to wierzył.
Wyszli z domu, a Rolph wciąż milczał. Krok za krokiem, poprzez poranną rosę, Charles podążał u boku Lestrange'a, samemu nie mając odwagi otworzyć ust pierwszemu. W głowie kłębiły się różne myśli, ale najwięcej było tych negatywnych. Rodolphus z pewnością był rozczarowany. Teraz, z pewnością ich drogi się rozejdą.
- Dobrze? - Dopytał więc, gdy towarzysz w końcu postanowił zacząć rozmowę. Podniósł na niego wzrok i z groźnego Mulcbierowego psa, po raz kolejny był szczeniaczkiem, który potrzebował pochwały. - Rolph, ja... przepraszam, powinienem lepiej trzymać nerwy na wodzy. - Zdecydował, przyznając się do winy. - Nie miałem pojęcia, że potrafisz wykorzystywać... tego typu magię. - Nazwał delikatnie jego umiejętności. - Ja widzę nici, jeśli się skupię, ale to raczej... to raczej żadna umiejętność? - Dodał, bo i nie do końca widział jej zastosowanie w kontaktach z kimś takim, jak Leon. - Skoro ty możesz wyczytać więcej, od razu.
Starał się utrzymać spojrzenie Rolpha, ale nie było to łatwe, gdy czuł się oceniany.
- Możesz mi zaufać, Rolph. Nawet jeśli chodzi o zastraszanie takich, jak Leon. Wiesz... gdyby to ode mnie zależało, zorganizowałbym tę jego hodowlę inaczej, ale rozumiem, że nie mamy dużego wyboru. - Skomentował, nie chcąc zanadto narzekać. Parę rzeczy wydało mu się jednak niewybaczalnych, poczynając od mugolskiego oświetlenia!
Na rozmowie spędzili drogę do domu Lestrange'a. Przystojny, młody mężczyzna na tle swojskiej chatki w niczym nie przypominał tego groźnego czarnoksiężnika, który wdzierał się do umysłów nieszczęśników i Charlie, chociaż wolał go w takiej formie, to nabrał do niego nowego respektu. Czy wszystko mogło wrócić do normy w tak prosty sposób?
- Nie będę zabierał ci poranka. - Zadecydował w końcu. - Odezwiesz się do mnie, jeśli będziesz mnie znów potrzebował?
On sam potrzebował go już teraz: jeszcze tylko parę krótkich zapewnień, parę dodatkowych słów, parę pożegnań. Musiał ułożyć sobie w głowie to, czego był świadkiem, a następnie po prostu oczekiwać kolejnych informacji. Rolph go poprowadzi, w to wierzył.
Koniec sesji