26.12.2024, 16:12 ✶
Krzyk, pisk, przeraźliwy jazgot. Poczucie zapętlenia. Jakoby śniła, budząc się, ale wciąż śniąc, aby się wybudzić.
Pierdolone kółeczko z którego nijak nie potrafiła się wydostać. Śmierć jako honorowy gość usadowił się na cmentarzu. Nocne mary snuły się między znajomymi sylwetkami, charcząc i sapiąc, roztaczając obrzydliwy odór gnijącego mięsa i bezradności. Ale ich nikt nie widział. Nie chciała patrzeć, spojrzała, nie zapomni.
Wraz z końcem ceremonii przekroczyła próg budynku, oddalając się od rodziny. Nie chciała patrzeć na wykrzywione twarze, widzieć łez, sama nie roniąc ani jednej. Próbowała odgonić to co przykleiło się do niej w chwili w której ujrzała Robera. Mare, która syczała do jej ucha To on. - To nie był On. A jednak tak by wyglądał. Jakoby coś chciało oswoić ją z cząstką przyszłości - tudzież wryć w jej umysł, pozostawiając kolejny ślad.
Przechodząc przez kolejne pomieszczenia sama nie do końca wiedziała gdzie jest. A jednak zatracona w myślach nie bardzo się tym przejmowała
-I choć życie nasze nic niewarte evviva l arte - szepnęła, gdy jej oczy zastygły na jednym z obrazów. Było w nim coś pochłaniającego, mimo iż ten nie starał się skraść jej duszy. Drgnęła, słysząc głos. Odwróciła się i dopiero wtem ujrzała sylwetkę kobiety.
Rozejrzała się, chcąc sprawdzić czy mówi do niej, ale nie było w pomieszczeniu nikogo innego. Lodowe tęczówki zalały spojrzeniem niepokojącą damę, zdając sobie sprawę, że do niej również nie mówiła. Zatem do kogo?
Odruchowo ścisnęła w dłoni czarny turmalin, jakoby wiara w jego ochronę była nieomylna. Dzisiejszego dnia wiele takowych przyodziała, a jednak wciąż miała poczucie, że było ich zbyt mało.
Powoli zbliżyła się do nieznajomej kobiety chcąc ją ujrzeć nieco lepiej, lustrując zaraz spojrzeniem jej lica, oczy które kryły w sobie obłęd i spokój, jakoby ktoś zamknął w nich cały chaos tego świata. I Bogini jedna wiedziała czy tak właśnie było czy to tylko iluzja zmęczonego umysłu.
Zdawało się jakoby jej nie widziała, pochłonięta czymś okropnie. Zatopiona w myślach. Oderwana od świata realnego, a jednak wciąż w nim uwięziona.
Gdy kobieta wyciągnęła dłoń w kierunku kominka, Scarlett wsunęła w jej dłoń czarny kamyk, który wcześniej sama ściskała w dłoni
-Czarny turmalin koi i chroni duszę, Szanowna Pani - wyznała spokojnie - Tak jak anioł człowieka, jak gwiazdy marynarza przed zatraceniem na bezkresie oceanów... -szepnęła, choć gdyby była świadoma tego spotkania z pewnością to nie turmalin królowałby na salonach, nie sam. Może nie było to zbyt rozsądne zaczepiać kobietę, aczkolwiek konsekwencjami jak zwykle postanowiła przejmować się nieco później.
Pierdolone kółeczko z którego nijak nie potrafiła się wydostać. Śmierć jako honorowy gość usadowił się na cmentarzu. Nocne mary snuły się między znajomymi sylwetkami, charcząc i sapiąc, roztaczając obrzydliwy odór gnijącego mięsa i bezradności. Ale ich nikt nie widział. Nie chciała patrzeć, spojrzała, nie zapomni.
Wraz z końcem ceremonii przekroczyła próg budynku, oddalając się od rodziny. Nie chciała patrzeć na wykrzywione twarze, widzieć łez, sama nie roniąc ani jednej. Próbowała odgonić to co przykleiło się do niej w chwili w której ujrzała Robera. Mare, która syczała do jej ucha To on. - To nie był On. A jednak tak by wyglądał. Jakoby coś chciało oswoić ją z cząstką przyszłości - tudzież wryć w jej umysł, pozostawiając kolejny ślad.
Przechodząc przez kolejne pomieszczenia sama nie do końca wiedziała gdzie jest. A jednak zatracona w myślach nie bardzo się tym przejmowała
-I choć życie nasze nic niewarte evviva l arte - szepnęła, gdy jej oczy zastygły na jednym z obrazów. Było w nim coś pochłaniającego, mimo iż ten nie starał się skraść jej duszy. Drgnęła, słysząc głos. Odwróciła się i dopiero wtem ujrzała sylwetkę kobiety.
Rozejrzała się, chcąc sprawdzić czy mówi do niej, ale nie było w pomieszczeniu nikogo innego. Lodowe tęczówki zalały spojrzeniem niepokojącą damę, zdając sobie sprawę, że do niej również nie mówiła. Zatem do kogo?
Odruchowo ścisnęła w dłoni czarny turmalin, jakoby wiara w jego ochronę była nieomylna. Dzisiejszego dnia wiele takowych przyodziała, a jednak wciąż miała poczucie, że było ich zbyt mało.
Powoli zbliżyła się do nieznajomej kobiety chcąc ją ujrzeć nieco lepiej, lustrując zaraz spojrzeniem jej lica, oczy które kryły w sobie obłęd i spokój, jakoby ktoś zamknął w nich cały chaos tego świata. I Bogini jedna wiedziała czy tak właśnie było czy to tylko iluzja zmęczonego umysłu.
Zdawało się jakoby jej nie widziała, pochłonięta czymś okropnie. Zatopiona w myślach. Oderwana od świata realnego, a jednak wciąż w nim uwięziona.
Gdy kobieta wyciągnęła dłoń w kierunku kominka, Scarlett wsunęła w jej dłoń czarny kamyk, który wcześniej sama ściskała w dłoni
-Czarny turmalin koi i chroni duszę, Szanowna Pani - wyznała spokojnie - Tak jak anioł człowieka, jak gwiazdy marynarza przed zatraceniem na bezkresie oceanów... -szepnęła, choć gdyby była świadoma tego spotkania z pewnością to nie turmalin królowałby na salonach, nie sam. Może nie było to zbyt rozsądne zaczepiać kobietę, aczkolwiek konsekwencjami jak zwykle postanowiła przejmować się nieco później.