28.12.2024, 18:29 ✶
– Powiem ci nawet, gdyby wydarzyła się z Ministra Magii, brytyjskim premierem, królową, Albusem Dumbledorem, czy nawet Fortinbrasem Malfoyem i jego żoną – zapewnił ją i nawet jeśli wypowiadane słowa były na swój sposób żartobliwe, tak ton sugerował, że naprawdę zamierza dotrzymać tej obietnicy. – I wiem to, naprawdę.
Po prostu... Po prostu tamta sytuacja była chyba o jeden stopień zbyt prywatna, aby dzielić się z nią z kimkolwiek, nawet najbliższymi, nie wspominając już o pewnym wstydzie, spowodowanym tym, że dał się tak łatwo owinąć wokół cudzego palca. No i chyba po prostu wcześniej nie za bardzo chciał o tym myśleć.
Kiedy Charlotte spojrzała się na niego, jak na wariata do Jonathana pierwszy raz dotarło, że może w tej sytuacji nieco przesadził i tak jak ona się nie roześmiała, tak on parsknął cichym śmiechem na myśl o tym, jak długo trzymał te wątpliwości w sobie i jak bardzo w tym wszystkim nie miał racji. Z uśmiechem, położył dłonie na obejmujących jego twarz, dłoniach Lottie i posłał jej uśmiech.
– Oh, wybacz mi, że widziałem różnicę, pomiędzy spontanicznym pocałunkiem na tle wybuchających samochodów, a pocałunkiem po chwili namysłu, który aż tak sponatyczniczny nie był. – Nawet jeśli za całkowicie zaplanowanego i przemyślanego też nie można było go uznać.
Mówiąc to złożył jej pocałunek już nie na ustach, a czole po czym szybko wstał z kanapy, a w jego ciemnych oczach można było dostrzec iskierki ulgi, nawet jeśli sytuacja z wampirem wciąż jawiła mu sję jako tragiczna.
– W sumie jak teraz o tym myślę, to chyba to roztrzyga nasz konkurs kto z naszej dwójki jest piękniejszy i bardziej pożądany, skoro to ty szybciej nie mogłaś się oprzeć mojemu urokowi, moja droga. – Kolejny uśmiech. – W ramach nagrody pocieszenia nie obrażę się raz za bycie Głupim Gryfonem. No dobrze, dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Daj znać jeśli zauważysz coś podejrzanego i pozdrów dzieciaki. Zaraz poproszę skrzata, aby zapakował ci jakieś ciasto dla nich. Powiedziałbym żlośliwe, że musisz się zbierać, bo zaraz tu przyjdzie twoja matka, ale nawet ja nie jestem tak wybitnym aktorem, aby przeszło mi to przez gardło.
Po prostu... Po prostu tamta sytuacja była chyba o jeden stopień zbyt prywatna, aby dzielić się z nią z kimkolwiek, nawet najbliższymi, nie wspominając już o pewnym wstydzie, spowodowanym tym, że dał się tak łatwo owinąć wokół cudzego palca. No i chyba po prostu wcześniej nie za bardzo chciał o tym myśleć.
Kiedy Charlotte spojrzała się na niego, jak na wariata do Jonathana pierwszy raz dotarło, że może w tej sytuacji nieco przesadził i tak jak ona się nie roześmiała, tak on parsknął cichym śmiechem na myśl o tym, jak długo trzymał te wątpliwości w sobie i jak bardzo w tym wszystkim nie miał racji. Z uśmiechem, położył dłonie na obejmujących jego twarz, dłoniach Lottie i posłał jej uśmiech.
– Oh, wybacz mi, że widziałem różnicę, pomiędzy spontanicznym pocałunkiem na tle wybuchających samochodów, a pocałunkiem po chwili namysłu, który aż tak sponatyczniczny nie był. – Nawet jeśli za całkowicie zaplanowanego i przemyślanego też nie można było go uznać.
Mówiąc to złożył jej pocałunek już nie na ustach, a czole po czym szybko wstał z kanapy, a w jego ciemnych oczach można było dostrzec iskierki ulgi, nawet jeśli sytuacja z wampirem wciąż jawiła mu sję jako tragiczna.
– W sumie jak teraz o tym myślę, to chyba to roztrzyga nasz konkurs kto z naszej dwójki jest piękniejszy i bardziej pożądany, skoro to ty szybciej nie mogłaś się oprzeć mojemu urokowi, moja droga. – Kolejny uśmiech. – W ramach nagrody pocieszenia nie obrażę się raz za bycie Głupim Gryfonem. No dobrze, dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Daj znać jeśli zauważysz coś podejrzanego i pozdrów dzieciaki. Zaraz poproszę skrzata, aby zapakował ci jakieś ciasto dla nich. Powiedziałbym żlośliwe, że musisz się zbierać, bo zaraz tu przyjdzie twoja matka, ale nawet ja nie jestem tak wybitnym aktorem, aby przeszło mi to przez gardło.