29.12.2024, 16:53 ✶
Charles był zły, a kiedy Baldwin nie od razu dostrzegł jego emocje, gdy nie od razu podjął wyzwanie, mógł jedynie zacisnąć pięści czując, jak narasta jego wściekłość. Chciał złapać Baldwina za fraki i niemal to zrobił, kiedy padła informacja o niesamowitym rodowodzie Scylli.
- Ona nie jest wilkołakiem! - Warknął, ale zaraz musiał się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście miał rację. Nie miał dowodów na podparcie swojej tezy, a i Baldwin wiedział o wiele więcej o rodzinach z Nokturnu. Poza tym spokój, jaki prezentował sobą Malfoy, nie sugerował kłamstwa mającego na celu większe rozdrażnienie. - Powiedziałaby mi! - Dodał, acz znów nie miał co do tego pewności. Taki rodowód nie był czymś, czym można chwalić się na prawo i lewo. Fakt, że mogła zmieniać się w pełnię, nie musiał o niczym świadczyć, lecz... był pewną przeciwnością.
Jego zapał opadł delikatnie, ale zaraz na nowo rozgorzał. Tym razem nie powstrzymał dłoni, ale wstał zaraz za Baldwinem i pchnął go, nie zważając na uniesione ręce.
- To nie twoje zmartwienie, skąd mam pieniądze! - Podniósł głos, pozwalając złości płynąć. - Jeśli mną gardzisz, to co tu robisz?! Przyszedłeś pouczać mnie jak powinienem zachowywać się w stosunku do własnej siostry? Ty? Którego wyrzuciła z domu matka?! - Zarzucił mu, wyciągając dłonie, by złapać go za koszulę. Rozalinda zniknęła gdzieś z jego pola widzenia, ale nie była ważna. - To ty uważasz się za lepszego, twierdząc, że wiesz lepiej! Że wiesz lepiej o Scylli i Scarlett!
Zacisnął pięści mocniej, chcąc szarpnąć Baldwinem. W przeciwieństwie do Malfoya, on miał doświadczenie w bójkach bez użycia magii i w chwilach takich, jak ta, agresja wylewała się z niego, choć potrzebował jeszcze jednego, małego powodu, by pięści w końcu poszły w ruch.
- Mój ojciec zawsze będzie ze mnie bardziej dumny niż cała twoja rodzina z ciebie, szczurze.
- Ona nie jest wilkołakiem! - Warknął, ale zaraz musiał się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście miał rację. Nie miał dowodów na podparcie swojej tezy, a i Baldwin wiedział o wiele więcej o rodzinach z Nokturnu. Poza tym spokój, jaki prezentował sobą Malfoy, nie sugerował kłamstwa mającego na celu większe rozdrażnienie. - Powiedziałaby mi! - Dodał, acz znów nie miał co do tego pewności. Taki rodowód nie był czymś, czym można chwalić się na prawo i lewo. Fakt, że mogła zmieniać się w pełnię, nie musiał o niczym świadczyć, lecz... był pewną przeciwnością.
Jego zapał opadł delikatnie, ale zaraz na nowo rozgorzał. Tym razem nie powstrzymał dłoni, ale wstał zaraz za Baldwinem i pchnął go, nie zważając na uniesione ręce.
- To nie twoje zmartwienie, skąd mam pieniądze! - Podniósł głos, pozwalając złości płynąć. - Jeśli mną gardzisz, to co tu robisz?! Przyszedłeś pouczać mnie jak powinienem zachowywać się w stosunku do własnej siostry? Ty? Którego wyrzuciła z domu matka?! - Zarzucił mu, wyciągając dłonie, by złapać go za koszulę. Rozalinda zniknęła gdzieś z jego pola widzenia, ale nie była ważna. - To ty uważasz się za lepszego, twierdząc, że wiesz lepiej! Że wiesz lepiej o Scylli i Scarlett!
Zacisnął pięści mocniej, chcąc szarpnąć Baldwinem. W przeciwieństwie do Malfoya, on miał doświadczenie w bójkach bez użycia magii i w chwilach takich, jak ta, agresja wylewała się z niego, choć potrzebował jeszcze jednego, małego powodu, by pięści w końcu poszły w ruch.
- Mój ojciec zawsze będzie ze mnie bardziej dumny niż cała twoja rodzina z ciebie, szczurze.