29.12.2024, 17:18 ✶
– Trzymam cię więc za słowo, Johny – powiedziała, takim tonem, że było oczywiste, że jeśli to słowa złamie, to byłaby bardzo, bardzo zła. Wprawdzie nie sądziła, aby Jonathan wdał się w romans z brytyjską, mugolską królową, ale gdyby to zrobił, nic jej nie powiedział i nie zadbał o to, aby została zaproszona do jednej z wiejskich posiadłości Elżbiety, wybaczenie mu trochę by jej jednak zajęło. – Chociaż mam nadzieję, że jednak podarujesz Dumbledore’a. Te jego szaty i kapelusze były niemodne już trzydzieści lat temu – dodała jeszcze po sekundzie namysłu. Fortynbras był przynajmniej od Albusa kilkanaście lat młodszy i zdecydowanie lepiej ubrany.
– Jeśli dobrze pamiętam, nie broniłam się zbyt gorąco. Właściwie to brałam czyny udział – stwierdziła, też odpowiadając uśmiechem na uśmiech. Nie było mowy, żeby czuła się niezręcznie przy Selwynie: nieważne, czy się nie całowali, pocałowali się raz czy pocałowaliby się sto razy, czy był to wypadek przy pracy, czy miałoby się to powtórzyć. Charlotte po prostu nie umiała sobie wyobrazić, aby coś wkradło się pomiędzy nich, obojętne, czy była to obsesja jakiegoś Włocha, Francuz z nadmiernie bladą karnacją i morderczymi skłonnościami czy parę pocałunków. Jonathan zawsze był w jej życiu, nawet gdy z uwagi na wyjazdy go nie było. Może w innych okolicznościach poświęciłaby temu tematowi więcej przemyśleć, ale była matką, i w tej chwili, gdy na horyzoncie zamajaczyło zagrożenie, skupiła się na myśli o zapewnieniu dzieciom bezpieczeństwa. – Nie pochlebiaj sobie, Jonathanie, to tylko świadczy o tym, które z nas łatwiej ulega pokusom – roześmiała się i sięgnęła jeszcze raz po kieliszek, by ulec po raz ostatni pokusie alkoholu.
Nie była pewna, ile tych kieliszków ostatecznie wypiła, ale chyba całkiem zbliżyła się do trzynastu i w głowie już jej trochę szumiało. Pewnie zanim złoży wizytę sąsiadowi, będzie musiała napić się trochę wody i może nawet uciąć sobie pół godzinną drzemkę, aby roztoczyć przed nim pełnię swojego czaru…
– Pozwolę sobie skorzystać z kominka. Mam pewne obawy, że gdybym spróbowała się teleportować, mogłabym ci tu zostawić na pamiątkę jakąś część ciała.
A nie chciała robić sobie teraz spaceru: instynkt, mimo wszystko, wzywał ją do upewnienia się, że dzieciakom nic nie grozi.
– Jeśli dobrze pamiętam, nie broniłam się zbyt gorąco. Właściwie to brałam czyny udział – stwierdziła, też odpowiadając uśmiechem na uśmiech. Nie było mowy, żeby czuła się niezręcznie przy Selwynie: nieważne, czy się nie całowali, pocałowali się raz czy pocałowaliby się sto razy, czy był to wypadek przy pracy, czy miałoby się to powtórzyć. Charlotte po prostu nie umiała sobie wyobrazić, aby coś wkradło się pomiędzy nich, obojętne, czy była to obsesja jakiegoś Włocha, Francuz z nadmiernie bladą karnacją i morderczymi skłonnościami czy parę pocałunków. Jonathan zawsze był w jej życiu, nawet gdy z uwagi na wyjazdy go nie było. Może w innych okolicznościach poświęciłaby temu tematowi więcej przemyśleć, ale była matką, i w tej chwili, gdy na horyzoncie zamajaczyło zagrożenie, skupiła się na myśli o zapewnieniu dzieciom bezpieczeństwa. – Nie pochlebiaj sobie, Jonathanie, to tylko świadczy o tym, które z nas łatwiej ulega pokusom – roześmiała się i sięgnęła jeszcze raz po kieliszek, by ulec po raz ostatni pokusie alkoholu.
Nie była pewna, ile tych kieliszków ostatecznie wypiła, ale chyba całkiem zbliżyła się do trzynastu i w głowie już jej trochę szumiało. Pewnie zanim złoży wizytę sąsiadowi, będzie musiała napić się trochę wody i może nawet uciąć sobie pół godzinną drzemkę, aby roztoczyć przed nim pełnię swojego czaru…
– Pozwolę sobie skorzystać z kominka. Mam pewne obawy, że gdybym spróbowała się teleportować, mogłabym ci tu zostawić na pamiątkę jakąś część ciała.
A nie chciała robić sobie teraz spaceru: instynkt, mimo wszystko, wzywał ją do upewnienia się, że dzieciakom nic nie grozi.
Koniec sesji