29.12.2024, 17:50 ✶
3 grudnia, 1971, popołudnie
Zatem zbliżało się kolejne Yule.
Ulubiony sabat większości czarodziejów nie wywierał na Florence dużego wrażenia, odkąd najmłodsza kuzynka odrosła od ziemi na tyle, aby robienie świątecznych pierniczków i zapakowane pięknie prezenty przestały wzbudzać w tej ekscytację. Bulstrode miała sporo miłych wspomnień związanych z Yule, doceniała pojawiające się w magicznym Londynie dekoracje i skrupulatnie pilnowała, aby kupić wszystkim krewnym starannie dobrane dla nich prezentów, to nie tak więc, że nienawidziła świąt… ale nie ulegała specjalnie świątecznej atmosferze. Poświęcała mu znacznie więcej myśli i uwagi, póki w rodzinie były zainteresowane świętowaniem dzieci, dla których zawsze starała się dbać o odpowiednie atrakcje, ale teraz z całą swoją stoicką naturą traktowała je po prostu jak okazję do rodzinnego obiadu.
Mimo to, jak co roku, gdy na placu na Pokątnej pojawiło się rozłożyste drzewko, lśniące od kolorów i magii, podeszła bliżej, by się mu przyjrzeć. Florence umiała docenić estetykę i dobrze wykonaną pracę, a ktokolwiek je przygotowywał, na pewno do swojej pracy się przyłożył. Przez moment wodziła spojrzeniem pośród bombek, z których wiele przybrało przedziwne kształty, których nie spodziewałaby się na świątecznym drzewku, a potem uniosła dłonie i pojawił się nad nimi kształt skowronka – jej patronusa.
Cóż, bombka mogłaby też przybrać kształt sprzętów do sprzątania, ale to nie wyglądałoby najlepiej na tej choince.
Florence uśmiechnęła się lekko, ledwo zauważalnie, gdy ptaszek trafił na jedną z gałęzi.
A życzenie? Było dość proste i oczywiste dla niej w tych mrocznych czasach, jakie nastały, gdy dwóch twoich braci jest aurorami, jeden jest aż nadto oddany sprawie, a drugi lubi pakować się w kłopoty. Florence, dla której rodzina zazwyczaj była i pierwszą, i ostatnią myślą, pragnęła, by jej bracia przetrwali nadchodzący rok – i może mimo tego, jak ponuro robiło się na tym świecie, znaleźli w nim wciąż coś dobrego.
Potem uzdrowicielka odwróciła się, i ruszyła do jednego z pobliskich sklepów, poszukać ostatnich, brakujących prezentów dla swoich kuzynów.
Zatem zbliżało się kolejne Yule.
Ulubiony sabat większości czarodziejów nie wywierał na Florence dużego wrażenia, odkąd najmłodsza kuzynka odrosła od ziemi na tyle, aby robienie świątecznych pierniczków i zapakowane pięknie prezenty przestały wzbudzać w tej ekscytację. Bulstrode miała sporo miłych wspomnień związanych z Yule, doceniała pojawiające się w magicznym Londynie dekoracje i skrupulatnie pilnowała, aby kupić wszystkim krewnym starannie dobrane dla nich prezentów, to nie tak więc, że nienawidziła świąt… ale nie ulegała specjalnie świątecznej atmosferze. Poświęcała mu znacznie więcej myśli i uwagi, póki w rodzinie były zainteresowane świętowaniem dzieci, dla których zawsze starała się dbać o odpowiednie atrakcje, ale teraz z całą swoją stoicką naturą traktowała je po prostu jak okazję do rodzinnego obiadu.
Mimo to, jak co roku, gdy na placu na Pokątnej pojawiło się rozłożyste drzewko, lśniące od kolorów i magii, podeszła bliżej, by się mu przyjrzeć. Florence umiała docenić estetykę i dobrze wykonaną pracę, a ktokolwiek je przygotowywał, na pewno do swojej pracy się przyłożył. Przez moment wodziła spojrzeniem pośród bombek, z których wiele przybrało przedziwne kształty, których nie spodziewałaby się na świątecznym drzewku, a potem uniosła dłonie i pojawił się nad nimi kształt skowronka – jej patronusa.
Cóż, bombka mogłaby też przybrać kształt sprzętów do sprzątania, ale to nie wyglądałoby najlepiej na tej choince.
Florence uśmiechnęła się lekko, ledwo zauważalnie, gdy ptaszek trafił na jedną z gałęzi.
A życzenie? Było dość proste i oczywiste dla niej w tych mrocznych czasach, jakie nastały, gdy dwóch twoich braci jest aurorami, jeden jest aż nadto oddany sprawie, a drugi lubi pakować się w kłopoty. Florence, dla której rodzina zazwyczaj była i pierwszą, i ostatnią myślą, pragnęła, by jej bracia przetrwali nadchodzący rok – i może mimo tego, jak ponuro robiło się na tym świecie, znaleźli w nim wciąż coś dobrego.
Potem uzdrowicielka odwróciła się, i ruszyła do jednego z pobliskich sklepów, poszukać ostatnich, brakujących prezentów dla swoich kuzynów.