29.12.2024, 18:10 ✶
2 grudnia, 1971, wieczór
Grudzień oznaczał dla Brenny przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze – więcej pracy, bo świąteczna atmosfera może i sprzyjała pogodzie ducha, ale również często oznaczała domowe awantury, bijatyki na jarmarkach, drobne kradzieże i przede wszystkim dużo urlopów w Ministerstwie. Po drugie, oczywiście, szał kupowania prezentów. Brenna podchodziła do tego w sposób zorganizowany i zakupy zazwyczaj zaczynała już w listopadzie, ale jakoś zawsze potem dojrzała na wystawie coś ciekawego albo zaczynała mieć wątpliwości, czy to co wybrała do tej pory wystarczy, kończyło się więc na tym, że w grudniu dołączała do tłumów ludzi szaleńczo buszujących po sklepach na Pokątnej i Horyzontalnej.
Tego grudniowego wieczora wyszła ze sklepu z zabawkami, przepełniona z jednej strony ekscytacją, z drugiej lekkim przerażeniem, jak Nora zareaguje, gdy Mabel znajdzie pod choinką ogromne pudełko z własnym Hogwarts Express, który po rozłożeniu prawdopodobnie zajmie całą podłogę pokoju małej i jeszcze kawałek korytarza.
Poza tym zastanawiała się, czy kaszmirowy sweter dla brata, który kupiła w kolorze niebieskim, żeby pasował mu do oczu, na pewno jest dobrym wyborem i czy nie powinna na wszelki wypadek kupić jeszcze zielonego.
Obładowana pudłami przystanęła przy choince, którą widziała pierwszy raz tego roku: zadarła głowę, obserwując rozłożyste, pokryte sztucznym śniegiem gałęzie i przedziwne bombki, błyszczące na gałęziach. Każdego roku z okazji Yule pracownicy Ministerstwa Magii przechodzili samych siebie – i chociaż przez ułamek sekundy zastanowiła się, czy w tym roku nie jest to nadmierne marnotrawienie zasobów to… uznała, że chyba jednak nie.
Ludzie potrzebowali trochę światła i ciepła w tych paskudnych czasach.
Brenna uniosła lekko brwi, gdy nad jej dłonią – tą, w której nie trzymała wielkiej paczki – pokazał się zarys bombki. Przez chwilę poruszał się, jakby niezdecydowany, jaki przybrać kształt. Gdyby faktycznie miała stać się tym, co kryje dusza, pewnie byłby to wilk, jej totem, tym razem jednak Brenna myślała przecież o czymś zupełnie innym: o świetle, nadziei i cieple, a to wszystko dla niej kojarzyło się przede wszystkim z jednym symbolem. I może dlatego bombka zapłonęła, stając się ognistym ptakiem, który wzniósł się i usiadł na jednej z gałęzi.
A noworoczne życzenie?
Nie wierzyła chyba specjalnie w magię życzeń – nim jednak odeszła od drzewka, iskrzącego błękitem i srebrem, pomyślała jeszcze, że chciałaby w nowym roku aby ci, którzy podążyli za symbolem feniksa, przetrwali do kolejnego Yule. A dla siebie? Cóż, nie chciała ich zawieść – niby proste, a jednocześnie w cholerę trudne do zrobienia.
Grudzień oznaczał dla Brenny przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze – więcej pracy, bo świąteczna atmosfera może i sprzyjała pogodzie ducha, ale również często oznaczała domowe awantury, bijatyki na jarmarkach, drobne kradzieże i przede wszystkim dużo urlopów w Ministerstwie. Po drugie, oczywiście, szał kupowania prezentów. Brenna podchodziła do tego w sposób zorganizowany i zakupy zazwyczaj zaczynała już w listopadzie, ale jakoś zawsze potem dojrzała na wystawie coś ciekawego albo zaczynała mieć wątpliwości, czy to co wybrała do tej pory wystarczy, kończyło się więc na tym, że w grudniu dołączała do tłumów ludzi szaleńczo buszujących po sklepach na Pokątnej i Horyzontalnej.
Tego grudniowego wieczora wyszła ze sklepu z zabawkami, przepełniona z jednej strony ekscytacją, z drugiej lekkim przerażeniem, jak Nora zareaguje, gdy Mabel znajdzie pod choinką ogromne pudełko z własnym Hogwarts Express, który po rozłożeniu prawdopodobnie zajmie całą podłogę pokoju małej i jeszcze kawałek korytarza.
Poza tym zastanawiała się, czy kaszmirowy sweter dla brata, który kupiła w kolorze niebieskim, żeby pasował mu do oczu, na pewno jest dobrym wyborem i czy nie powinna na wszelki wypadek kupić jeszcze zielonego.
Obładowana pudłami przystanęła przy choince, którą widziała pierwszy raz tego roku: zadarła głowę, obserwując rozłożyste, pokryte sztucznym śniegiem gałęzie i przedziwne bombki, błyszczące na gałęziach. Każdego roku z okazji Yule pracownicy Ministerstwa Magii przechodzili samych siebie – i chociaż przez ułamek sekundy zastanowiła się, czy w tym roku nie jest to nadmierne marnotrawienie zasobów to… uznała, że chyba jednak nie.
Ludzie potrzebowali trochę światła i ciepła w tych paskudnych czasach.
Brenna uniosła lekko brwi, gdy nad jej dłonią – tą, w której nie trzymała wielkiej paczki – pokazał się zarys bombki. Przez chwilę poruszał się, jakby niezdecydowany, jaki przybrać kształt. Gdyby faktycznie miała stać się tym, co kryje dusza, pewnie byłby to wilk, jej totem, tym razem jednak Brenna myślała przecież o czymś zupełnie innym: o świetle, nadziei i cieple, a to wszystko dla niej kojarzyło się przede wszystkim z jednym symbolem. I może dlatego bombka zapłonęła, stając się ognistym ptakiem, który wzniósł się i usiadł na jednej z gałęzi.
A noworoczne życzenie?
Nie wierzyła chyba specjalnie w magię życzeń – nim jednak odeszła od drzewka, iskrzącego błękitem i srebrem, pomyślała jeszcze, że chciałaby w nowym roku aby ci, którzy podążyli za symbolem feniksa, przetrwali do kolejnego Yule. A dla siebie? Cóż, nie chciała ich zawieść – niby proste, a jednocześnie w cholerę trudne do zrobienia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.