31.12.2024, 07:02 ✶
- No dobra, czasami się zdarza - cóż, miała w tym rację, ale takie uroki wspólnego mieszkania, prawda? To nic takiego, nie był nieporadny życiowo, tak jakoś wychodziło. - Taaa, to chyba dobry pomysł - mruknął w odpowiedzi i popatrzył na szczotkę, jeszcze tego by brakowało, żeby swoje wcześniejsze "groźby" wdrożyła w życie, jakoś jednak wolał pominąć ten etap. Dlatego też z pewną dozą ulgi zabrał się za szorowanie dupska, co i też nie zajęło zbyt długo, bo nie miał go jakoś wielkiego.
W tym czasie pochłonęły go myśli, jak bardzo przewrotny bywał los. Przyszedł tu by upewnić się, że Mildred jest cała i zdrowa, a potem powiedzieć jej o tym co czuje. A jak to się skończyło? Okazało się, że musiała go zbierać niczym rozbity dzban, bo nie wykazał się dość głupimi czynami tej nocy i w sumie nie tylko dzisiaj. Nie miał do końca jeszcze pojęcia jak skończył się dla niego wizyta w jaskini, fakt czuł się inaczej - czuł dziwny ból, którego nie był w stanie sklasyfikować. Wszystko było takie dziwne, inne, ale z drugiej strony. Może musi się z tym wszystkim przespać i jutro będzie miał już spokojniejszy umysł i rozgryzie to jakoś? Zdecydowanie.
Wyszedł z balii nie cuchnąć już czarną magią tylko unosząc wokół siebie zapach lawendy i szałwii. Odetchnął pozwalając myślą krążyć swobodnie kiedy wycierał się z wody. Z rozmyślania nad tym dlaczego czuje się rozbity i krążeniu wokół wydarzeń z jaskini wyrwało go pociągnięcie nosem. Zerknął na nią z uwagą.
- Wiem, jak nie będę trzymał gęby na kłódkę to mnie wywalisz za okno - spróbował rzucić żartem stojąc tak z tym ręcznikiem jak ta sierota, ale napotkał pewien problem. Nie mógł ubrać się w to co wcześniej, bo to powinno skończyć w kominku, spalone. Ale w co w takim razie miał się ubrać? Nie trzymał tu w Stawie zapasowych ubrań, bo przecież zawsze mógł teleportować się stąd do domu... A jak się okazuje nie zawsze mógł. - Tak, jak to zatrzymać i naprawić to kłopot dla Thomasa z jutra - zgodził się z nią, że teraz nie był oto płakać nad rozlaną whiskey. Ale czy mógł obiecać, że nigdy więcej nie będzie robił czegoś takiego? Ale czego? Że na pewno nie będzie się rzucał na polowania na demony to raczej pewne. Że nie będzie nikogo krzywdził? Tu sprawa była już trudniejsza, bo gdyby miał do wyboru skrzywdzić jakiegoś czarnoksiężnika, lub choćby zostawić cień szansy, ze ten skrzywdzi mu kogoś bliskiego? Nie wahałby się ani chwili.
Przewiązał się ręcznikiem w pasie z braku lepszego odzienia, mając nadzieję, że nie urazi jej tym. Ale co miał zrobić. Niby mógł transmutować ręcznik w jakieś ubranie, ale wolał nie dotykać teraz różdżki, tak dla pewności. Pokiwał głową i ruszył za nią do góry. Mogła nie ruszać tak przed nim do przodu, musiał przez to patrzeć pod nogi jak jakieś dziecko, żeby nie było że gapi się jej na tyłek, no może zerknął trochę.
- A nie mieliśmy się już całkowicie zamknąć? - rzucił wyginając usta w delikatnym uśmiechu, kiedy w dość osobliwy sposób przekazała, że się o niego martwi. - Może to i lepiej, nie można żyć we śnie - dodał jeszcze nim pogrążyły go myśli o tym co powiedział. Czy naprawdę ruszyłaby dla niego w Limbo? Nawet jeśli tylko przekazać mu swoją złość dlatego, że dał się zabić, czegoś takiego nie robisz dla byle kogo, prawda? Nie miał już pojęcia co robić i co się dzieje. Widział, a może chciał widzieć, tak wiele przesłanek ku temu, gdy już sam przekonywał się, ze to nie ma sensu, kolejne iskierki nadziei rozpalały się w mroku. Zupełnie jakby chmara świetlików postanowiła rozświetlić Ziemię w ostatnią letnią noc.
Zdawać by się mogło, że chce jeszcze coś dodać, jakby coś nie dawało mu ciagle spokoju i musiał to z siebie wyrzucić teraz, ale nic takiego nie nastąpiło. Zgodnie z obietnicą nie odezwał się już ani słowem. W całkowitym milczeniu znaleźli się w pokoju Millie i tak samo wylądowali w jej łóżku. Pachnący olejkami na dobrych kilkanaście metrów Thomas poszukiwał bliskości drugiej osoby, aby wolny od wszelkich myśli móc w spokoju zasnąć. Nie miał być to sen całkowicie spokojny jak u dziecka, jednak dzięki wcześniejszym zabiegom Millie jak i jej samej obecności, łatwiej mu było udać się do krainy snów, pozwalając sobie rozpłynąć się w zmęczeniu. Czas na zamartwianie się przyjdzie jutro, a teraz mógł zaznać nieco ukojenia i odpoczynku będąc splecionym z nią w uścisku. Czy to za sprawą olejków nasennych, czy też też za sprawą zmęczenia - nie trwało zbyt długo nim oboje zasnęli.
W tym czasie pochłonęły go myśli, jak bardzo przewrotny bywał los. Przyszedł tu by upewnić się, że Mildred jest cała i zdrowa, a potem powiedzieć jej o tym co czuje. A jak to się skończyło? Okazało się, że musiała go zbierać niczym rozbity dzban, bo nie wykazał się dość głupimi czynami tej nocy i w sumie nie tylko dzisiaj. Nie miał do końca jeszcze pojęcia jak skończył się dla niego wizyta w jaskini, fakt czuł się inaczej - czuł dziwny ból, którego nie był w stanie sklasyfikować. Wszystko było takie dziwne, inne, ale z drugiej strony. Może musi się z tym wszystkim przespać i jutro będzie miał już spokojniejszy umysł i rozgryzie to jakoś? Zdecydowanie.
Wyszedł z balii nie cuchnąć już czarną magią tylko unosząc wokół siebie zapach lawendy i szałwii. Odetchnął pozwalając myślą krążyć swobodnie kiedy wycierał się z wody. Z rozmyślania nad tym dlaczego czuje się rozbity i krążeniu wokół wydarzeń z jaskini wyrwało go pociągnięcie nosem. Zerknął na nią z uwagą.
- Wiem, jak nie będę trzymał gęby na kłódkę to mnie wywalisz za okno - spróbował rzucić żartem stojąc tak z tym ręcznikiem jak ta sierota, ale napotkał pewien problem. Nie mógł ubrać się w to co wcześniej, bo to powinno skończyć w kominku, spalone. Ale w co w takim razie miał się ubrać? Nie trzymał tu w Stawie zapasowych ubrań, bo przecież zawsze mógł teleportować się stąd do domu... A jak się okazuje nie zawsze mógł. - Tak, jak to zatrzymać i naprawić to kłopot dla Thomasa z jutra - zgodził się z nią, że teraz nie był oto płakać nad rozlaną whiskey. Ale czy mógł obiecać, że nigdy więcej nie będzie robił czegoś takiego? Ale czego? Że na pewno nie będzie się rzucał na polowania na demony to raczej pewne. Że nie będzie nikogo krzywdził? Tu sprawa była już trudniejsza, bo gdyby miał do wyboru skrzywdzić jakiegoś czarnoksiężnika, lub choćby zostawić cień szansy, ze ten skrzywdzi mu kogoś bliskiego? Nie wahałby się ani chwili.
Przewiązał się ręcznikiem w pasie z braku lepszego odzienia, mając nadzieję, że nie urazi jej tym. Ale co miał zrobić. Niby mógł transmutować ręcznik w jakieś ubranie, ale wolał nie dotykać teraz różdżki, tak dla pewności. Pokiwał głową i ruszył za nią do góry. Mogła nie ruszać tak przed nim do przodu, musiał przez to patrzeć pod nogi jak jakieś dziecko, żeby nie było że gapi się jej na tyłek, no może zerknął trochę.
- A nie mieliśmy się już całkowicie zamknąć? - rzucił wyginając usta w delikatnym uśmiechu, kiedy w dość osobliwy sposób przekazała, że się o niego martwi. - Może to i lepiej, nie można żyć we śnie - dodał jeszcze nim pogrążyły go myśli o tym co powiedział. Czy naprawdę ruszyłaby dla niego w Limbo? Nawet jeśli tylko przekazać mu swoją złość dlatego, że dał się zabić, czegoś takiego nie robisz dla byle kogo, prawda? Nie miał już pojęcia co robić i co się dzieje. Widział, a może chciał widzieć, tak wiele przesłanek ku temu, gdy już sam przekonywał się, ze to nie ma sensu, kolejne iskierki nadziei rozpalały się w mroku. Zupełnie jakby chmara świetlików postanowiła rozświetlić Ziemię w ostatnią letnią noc.
Zdawać by się mogło, że chce jeszcze coś dodać, jakby coś nie dawało mu ciagle spokoju i musiał to z siebie wyrzucić teraz, ale nic takiego nie nastąpiło. Zgodnie z obietnicą nie odezwał się już ani słowem. W całkowitym milczeniu znaleźli się w pokoju Millie i tak samo wylądowali w jej łóżku. Pachnący olejkami na dobrych kilkanaście metrów Thomas poszukiwał bliskości drugiej osoby, aby wolny od wszelkich myśli móc w spokoju zasnąć. Nie miał być to sen całkowicie spokojny jak u dziecka, jednak dzięki wcześniejszym zabiegom Millie jak i jej samej obecności, łatwiej mu było udać się do krainy snów, pozwalając sobie rozpłynąć się w zmęczeniu. Czas na zamartwianie się przyjdzie jutro, a teraz mógł zaznać nieco ukojenia i odpoczynku będąc splecionym z nią w uścisku. Czy to za sprawą olejków nasennych, czy też też za sprawą zmęczenia - nie trwało zbyt długo nim oboje zasnęli.
Koniec sesji