Przez rok może się zmienić mnóstwo rzeczy. Jak wyliczać te ilości zmian, skoro tyle może zdarzyć się w przeciągu samego miesiąca? Tygodnia? Dnia! Przecież jeden dzień może zmienić wszystko, może wywrócić twoje cenne życie do góry nogami i poprzestawiać szyk przyszłych wydarzeń. I wszystko to pod chmurami angielskiego nieba, gdzie sny drwiły z rzeczywistości. Wiedział już o tym doskonale, jak łatwo wspomnienia mogły być zmienione, jak łatwo było nam zapomnieć, jak nasze własne uczucia i traumy mąciły klarowność naszego umysłu. To, co zapamiętasz, nie zawsze musi być tym, co wydarzyło się naprawdę.
- Chyba nie... sam nie jestem pewien. - Nie żałował, a jednak żalu miał w sobie naprawdę wiele. Najczęściej stosował go w ujęciu jednego tematu: tego, że w ogóle istnieje. Lecz historia? Nie żałował tego, że poznał Dante, ani tego, że siedział dzisiaj obok Victorii. Nie żałował tego, że smakował jej ust, ani tego, że w końcu ich drogi się rozeszły. Każde to wydarzenie spajało się na tę codzienność... Tylko skoro była ona taka straszna to czy "żal" nie był najbardziej naturalnym odczuciem? Emocją, jaka miała prawa tworzyć zawirowania w jego sercu? Śledził wędrówkę ich dłoni do jej ust - pocałunek, choć delikatny i zimny, był całkowicie miły. Jak gest doceniający skarb, który trzymasz. Nie możesz trzymać go za mocno. Nie możesz ściskać z całych sił palców, nawet jeśli coś podpowiada ci, żebyś to zrobił. A potem uśmiechnął się szerzej. - Dziękuję. - Przytrzymał palcami koc i nasunął go mocniej na swoje ramiona. Dopiero teraz poczuł dreszcz, kiedy ciepło zaczęło powoli zwalczać chłód Zimnej.
- Widzisz? Mówiłem ci, że jesteś bohaterką. - Atreus też był, przynajmniej w jego oczach. Dla niego. Ci ludzie czasem tego nie dostrzegali, czasem sami sobie ujmowali swoich zasług. Niekiedy nie potrzeba było być bohaterem w oczach całego świata. Wystarczyło być bohaterem dla tych paru osób, które były przy tobie. - Tęsknię za swoją starą różdżką. - Naciągnął materiał koszuli, kiedy Victoria wyciągnęła swoją. Niektóre różdżki już tak miały - musiały się dopasować do właściciela. Inne już zawsze robiły psikusy. Fakt, że Laurent miał do tego magicznego patyka ograniczone zaufanie nie bardzo poprawiało sytuacje tej więzi. - Dziękuję. - Bardzo dużo było tych podziękowań, tylko czemu miałby ich żałować? To dla niego robiła to wszystko, a złapał się na myśli, że powinno być zupełni na odwrót. Więc jakim cudem skończył tu jako kategoria ofiary? Być może powinien na stałe przyczepić sobie tę plakietkę - ta myśl wprawiała w minimalną frustrację, ale też sprawiło, że spojrzał na piękną twarz kobiety przy swoim boku. Wiedział, że ona tak o tym nie myślała - a ta myśl pomagała. Napędzała ich względem siebie nie myśl o byciu ofiarą, a o tym, że każdy czasem potrzebował pomocy.
Wpatrywał się w nią jak w obrazek kiedy mówiła o Samhain i Beltane. Tak, rzeczywiście, miała rację - jego pogląd na święta zawsze miał inny wyraz niż myślenie o ich znaczeniu. Jego myśli zaprzątały to, jak trzeba je przygotować, jak porozmawiać z Aydayą, wyjazdy rodzinne... wiele rzeczy, które kręciło się wokół tego.
- Cieszę się, że nie muszę mówić: ty również. - Krew Parkinsonów była w niej silna. I jak tu mówić, że to nie ma znaczenia? Te więzy krwi, ta dbałość o czystość linii, kiedy groziło wygaśnięcie tych niesamowitych mocy, jakimi władali tylko niektórzy czarodzieje z poszczególnych rodzin? - Mam nadzieję, że nie stanie się nic złego... - Albo może powinien powiedzieć: BARDZO złego? Coś złego się wydarzy. Wizje nie kłamały - szkoda tylko, że były tak mało wyraźne. Tak niedokładne, by mieć problem z działaniem. Pokręcił lekko głową - żeby odgonić myśli. Te o Limbo, o cienkiej granicy światów, o ogniu i obrazach. O zmarłych, którzy potrafili przemawiać. - Z dobrych wiadomości - ruszyłem budowę domu. - Czasem małe rzeczy potrafiły być gwiazdą w najciemniejszą noc. Dla niego i Victorii kwestia takiego wydatku jak budowa domu... może nie była malutką inwestycją, ale nie bolała ich kieszeni. Mała radość, co? - Zabiorę cię tam kiedyś? Może mi doradzisz. Masz piękne wyczucie estetyki wnętrz - ja jakoś nie mam do tego talentu.