Noc nie była spokojna. Zaczęło się od koszmarów mniejszych we śnie i większych na jawie. Towarzyszyła im burza, która tylko potęgowała atmosferę niepewności. Niszczyła wszystko dookoła, rankiem pozostały po niej tylko ślady w postaci paru zniszczeń, których Yalxeyówna jeszcze nie miała szansy zobaczyć.
Obudziły ja promienie słońca, które wpadały do salonu przez szyby, aż dziwne, że jeszcze miały szansę to robić zważając na to, że te okna zdecydowanie nie należały do najbardziej zadbanych. Nie ma się co oszukiwac to miejsce było zaniedbane, od ponad roku nikt się nim nie opiekował. Sól i piasek robiły swoje, bez odpowiedniego zainteresowania mogły dosyć szybko pochłonąć ten dom i doprowadzić go do ruiny. Właściwie powoli się nią stawał. Tak samo jak ludzie do których należał.
W nocy jakoś łatwiej było o wszystkim rozmawiać, mrok pomagał nieco się otworzyć. Nie, żeby zbyt wiele się wyjaśniło, zresztą nie sądziła, aby miało się to kiedykolwiek zmienić. Geraldine niepewnie otworzyła oczy, znajdowała się na podłodze, w salonie, cóż, mogli spędzić tę noc w zdecydowanie wygodniejszym miejscu, ale jakoś tak się złożyło, że wybrali inną opcję. Właściwie to jej nie wybrali, nie miała pojęcia kiedy zasnęli, wiedziała jednak, że nie trwało to zbyt długo. Nie miała w zwyczaju przesypiać wielu godzin, nie od kiedy Roisa nie było przy niej. Nie sądziła, aby mogło się to zmienić. Już nie.
Nie było go koło niej, kiedy otworzyła oczy. Przez moment przeszło jej przez myśl, że może się rozmyślił, że może postanowił opuścić to miejsce, bardzo szybko jednak zorientowała się, że tak nie było. Usłyszała jego szamotanie się w kuchni. Czyli nadal tutaj był. Nadal znajdował się przy niej.
Nie miała pojęcia, co to właściwie oznacza, co próbowali tutaj teraz robić, ale czy to było ważne? Chyba nie, liczyło się jedynie to, że najwyraźniej tego potrzebowali.
Podniosła się do siadu i przeciągnęła, podłoga nie była najlepszym miejscem do ucinania sobie drzemek, nawet na tym dywanie, który kiedyś był bardzo miękki.
Zastanawiała się nad tym, czy już powinna go osaczyć, czy jednak potrzebował chwili dla siebie. Nie wiedziała, kiedy właściwie wstał, nie poczuła gdy opuszczał jej ramiona. Musieli bowiem zasnąć przypadkiem, w tym uścisku, w którym go zamknęła.
Pamiętała wszystko, co wydarzyło się w nocy. Nieco ją to niepokoiło, martwiła się o niego, zastanwiała się nad tym, jak często mu się to przytrafia. Czy często nawiedzały go takie koszmary? Czy towarzyszyły mu od dawna? Nie powinna pewnie o to pytać, nie teraz, nie kiedy światło dzienne wdzierało się do tego domu. Nie do końca chyba potrafiłaby przetrwać kolejną trudną rozmowę. Szczególnie, kiedy mogli spoglądać sobie w oczy, wtedy trudno było ukryć cokolwiek.
Nie zamierzała jednak spędzić na tej podłodze całego poranka. Zebrała się w sobie i postanowiła zobaczyć, jak on się miewa. Nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać, w końcu sytuacja była inna od tych znajomych, kiedy wiedziała na czym stali. Teraz wszystko było jedną, wielką niewiadomą. Dali sobie czas, na odpoczynek, mieli tutaj zostać, właściwie nawet nie określili na ile. Nic nie było pewne, ale póki co zupełnie jej to nie przeszkadzało.
Wstała więc i powoli, jak najciszej potrafiła skierowała się do kuchni. Nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować, nie czuła się zbyt pewnie, chociaż może nie powinna.
Przystanęła w drzwiach, oparła się o framugę i przez krótką chwilę obserwowała Ambroisa. Robiła tak wiele razu, nie ma się co oszukiwać, kuchnia zawsze była jego królestwem, to nigdy nie było miejsce, w którym czuła się dobrze, raczej wydawało jej się, że jeśli dotknie czegokolwiek to coś wybuchnie.
Minęło kilanaście sekund, a może nawet minut, kiedy w końcu postanowiła się odezwać. - Długo nie śpisz? - Musiała powiedzieć coś, ale nie miała pojęcia od czego zacząć, więc wybrała chyba najbardziej neutralną opcję. Póki co nie weszła jeszcze do pomieszczenia, postanowiła zostać tam gdzie stała.