31.12.2024, 03:11 ✶
Scylla trwała w bezruchu, jakby chciała wtopić się w otaczającą ją gęstwinę. Mimo napiętej atmosfery, jej oczy błyszczały fascynacją, jakby każde słowo centaurów było kolejną nutą starożytnej symfonii, która rozwijała się na jej oczach. Ich głosy, melodyjne i jednocześnie przeszywające, niosły się między drzewami, rezonując z nią głębiej niż cokolwiek, co usłyszała do tej pory. Każdy gest centaurów - ich precyzja, kontrola, siła - był dowodem ich harmonii z lasem. Nie byli tu gośćmi ani intruzami; byli jego częścią, jego duszą. Scylla, choć była człowiekiem, czuła się bardziej intruzem wobec tej równowagi niż zagrożeniem.
- Wiatr wtargnął między kruki, bo jak inaczej miałby je doścignąć? - Zapytała cicho, jej głos ledwo wybijał się ponad szum drzew, lecz był klarowny. Spojrzała na Vralnila, ich przywódcę, którego spojrzenie było równie przenikliwe co jego słowa. Jak inaczej mieliby nawiązać kontakt z centaurami, jeśli nie wchodząc na ich święty teren? - Jesteśmy wiatrem, to prawda. Ale wiatr nie zawsze niesie burzę. - Powoli uniosła dłoń, z dłonią otwartą, gestem łagodnym i pozbawionym jakiejkolwiek agresji. W rękach nie dzierżyła różdżki.
Jej spojrzenie przeniosło się na Leviathana, który wciąż pozostawał milczący. Wiedziała, że jego obecność była równie istotna, ale to ona czuła, że musi przełamać barierę między ludźmi a centaurami. Ich przywódca mówił o wietrze, o chaosie, który niosą ludzie. Scylla chciała pokazać, że chaos nie musi zawsze oznaczać destrukcji.
Odwróciła się lekko w stronę brązowowłosego centaura, którego obecność za plecami przypominała cień z własną świadomością.
- Szłam już po nici przeznaczenia aż do kłębka, wiem, że nie urywa się w tym miejscu - odpowiedziała w imieniu Leviathana, nie mówiąc w pełni prawdy, ale też przecież nie kłamiąc. Jej słowa były spokojne, lecz stanowcze; może i nie wiedziała, jak skończy Rowle, ale widziała przecież już swoją śmierć, wiedziała, że nie padnie martwa wśród runa leśnego, jej ciało okryte ściółką. Musiała więc jakoś zareagować, wyczuwała wrogość centaurów wobec jej towarzysza. Czuła na sobie ciężar nie tylko ich spojrzeń, ale i decyzji, jakie miały zapaść w najbliższych chwilach. Scylla nie miała złudzeń, że jakiekolwiek błędne słowo mogłoby zmienić ten las w pułapkę, a centaury w egzekutorów. Mimo to, w jej sercu nie było strachu. Była tylko wiara, że ich obecność tutaj ma sens.
- Wiatr wtargnął między kruki, bo jak inaczej miałby je doścignąć? - Zapytała cicho, jej głos ledwo wybijał się ponad szum drzew, lecz był klarowny. Spojrzała na Vralnila, ich przywódcę, którego spojrzenie było równie przenikliwe co jego słowa. Jak inaczej mieliby nawiązać kontakt z centaurami, jeśli nie wchodząc na ich święty teren? - Jesteśmy wiatrem, to prawda. Ale wiatr nie zawsze niesie burzę. - Powoli uniosła dłoń, z dłonią otwartą, gestem łagodnym i pozbawionym jakiejkolwiek agresji. W rękach nie dzierżyła różdżki.
Jej spojrzenie przeniosło się na Leviathana, który wciąż pozostawał milczący. Wiedziała, że jego obecność była równie istotna, ale to ona czuła, że musi przełamać barierę między ludźmi a centaurami. Ich przywódca mówił o wietrze, o chaosie, który niosą ludzie. Scylla chciała pokazać, że chaos nie musi zawsze oznaczać destrukcji.
Odwróciła się lekko w stronę brązowowłosego centaura, którego obecność za plecami przypominała cień z własną świadomością.
- Szłam już po nici przeznaczenia aż do kłębka, wiem, że nie urywa się w tym miejscu - odpowiedziała w imieniu Leviathana, nie mówiąc w pełni prawdy, ale też przecież nie kłamiąc. Jej słowa były spokojne, lecz stanowcze; może i nie wiedziała, jak skończy Rowle, ale widziała przecież już swoją śmierć, wiedziała, że nie padnie martwa wśród runa leśnego, jej ciało okryte ściółką. Musiała więc jakoś zareagować, wyczuwała wrogość centaurów wobec jej towarzysza. Czuła na sobie ciężar nie tylko ich spojrzeń, ale i decyzji, jakie miały zapaść w najbliższych chwilach. Scylla nie miała złudzeń, że jakiekolwiek błędne słowo mogłoby zmienić ten las w pułapkę, a centaury w egzekutorów. Mimo to, w jej sercu nie było strachu. Była tylko wiara, że ich obecność tutaj ma sens.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga