31.12.2024, 03:27 ✶
Spojrzała na bukiet w jego dłoniach, a kąciki jej ust uniosły się nieznacznie w czymś, co można było uznać za cień uśmiechu. Przez moment jedynie patrzyła na niego intensywnie, jakby wybita z rytmu nie umiała w żaden sposób zareagować. Ręce trzymała przy sobie, chyba zmartwiona, czy w ogóle powinna była te kwiaty dotknąć.
- Dla mnie? - Zapytała, biorąc je do ręki z delikatnym wahaniem, jakby nie była pewna, co właściwie powinna z nimi zrobić. Znała się na roślinach, ale ich estetyczna wartość była dla niej czymś odległym. Może dlatego, że nigdy dotąd bukietu kwiatów nikt jej nie wręczył. - Dziękuję. To niezwykle... miłe z twojej strony. Musiały dużo kosztować - przyznała, a jej głos zabrzmiał miękko, choć wciąż zachowywał dystans, jakby nie chciała, by ktokolwiek - nawet on - dostrzegł, że cokolwiek robi na niej wrażenie. Chyba głównie dlatego, by nie odebrał tego skołowania jako niewdzięczność.
Kiedy wspomniał o jej "świerszczach", zmarszczyła lekko brwi, próbując zrozumieć, co dokładnie miał na myśli. Szybko jednak skojarzyła jego słowa z własnym listem i tym, co musiało utkwić w jego pamięci. Zamiast poprawić go, westchnęła lekko.
- Nie świerszcze, tylko cykady - poprawiła z lekkim uśmiechem, bardziej rozbawiona niż zirytowana. - Ale nie, żadnej plagi nie przewiduję. Chyba. Znaczy... na pewno nie taką, która dotknęłaby ludzi. Cykady mogą już nie mieć tego szczęścia. - Zerknęła na niego kątem oka, jakby chciała ocenić jego reakcję. Jego wysiłki, by rozluźnić atmosferę, były urocze w swojej niezręczności. Nieczęsto spotykała ludzi, którzy tak bardzo starali się znaleźć z nią wspólny język, zwłaszcza jeśli oznaczało to ryzyko wyjścia na nieporadnego.
- Dlaczego chciałeś mnie oderwać? - Zapytała wprost, nie owijając w bawełnę, choć jej głos pozostał neutralny. - Coś cię trapi? Czy może to ty próbujesz oderwać swoje myśli? - Zatrzymała się na chwilę, przyglądając mu się uważniej. Był przy niej zawsze pogodny, może nawet zbyt pogodny. Taka wyraźna różnica w ich usposobieniach była jednocześnie fascynująca i dziwna.
- Dla mnie? - Zapytała, biorąc je do ręki z delikatnym wahaniem, jakby nie była pewna, co właściwie powinna z nimi zrobić. Znała się na roślinach, ale ich estetyczna wartość była dla niej czymś odległym. Może dlatego, że nigdy dotąd bukietu kwiatów nikt jej nie wręczył. - Dziękuję. To niezwykle... miłe z twojej strony. Musiały dużo kosztować - przyznała, a jej głos zabrzmiał miękko, choć wciąż zachowywał dystans, jakby nie chciała, by ktokolwiek - nawet on - dostrzegł, że cokolwiek robi na niej wrażenie. Chyba głównie dlatego, by nie odebrał tego skołowania jako niewdzięczność.
Kiedy wspomniał o jej "świerszczach", zmarszczyła lekko brwi, próbując zrozumieć, co dokładnie miał na myśli. Szybko jednak skojarzyła jego słowa z własnym listem i tym, co musiało utkwić w jego pamięci. Zamiast poprawić go, westchnęła lekko.
- Nie świerszcze, tylko cykady - poprawiła z lekkim uśmiechem, bardziej rozbawiona niż zirytowana. - Ale nie, żadnej plagi nie przewiduję. Chyba. Znaczy... na pewno nie taką, która dotknęłaby ludzi. Cykady mogą już nie mieć tego szczęścia. - Zerknęła na niego kątem oka, jakby chciała ocenić jego reakcję. Jego wysiłki, by rozluźnić atmosferę, były urocze w swojej niezręczności. Nieczęsto spotykała ludzi, którzy tak bardzo starali się znaleźć z nią wspólny język, zwłaszcza jeśli oznaczało to ryzyko wyjścia na nieporadnego.
- Dlaczego chciałeś mnie oderwać? - Zapytała wprost, nie owijając w bawełnę, choć jej głos pozostał neutralny. - Coś cię trapi? Czy może to ty próbujesz oderwać swoje myśli? - Zatrzymała się na chwilę, przyglądając mu się uważniej. Był przy niej zawsze pogodny, może nawet zbyt pogodny. Taka wyraźna różnica w ich usposobieniach była jednocześnie fascynująca i dziwna.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga