Zerknął kontrolnie na Flynna, a jego niepewność nie wynikała z tego, że został poprawiony (no dobra, może troochę), a z tego, jaki gest nastąpił po tym.
- Mmmh... morzem..? - Poprawił się, a forma pytania była całkowicie niepoprawna, ale nie potrafił się zdobyć na inną. Przyglądał mu się bardzo czujnie, przewrażliwiony nie na samą poprawkę, a na krytykę, która może nastąpić potem. Pomyłki są tragiczne. Wynikała z niepewności na jego fizyczną reakcję. Było jak oczekiwanie na punch. - To czym są otoczone Włochy? - Nie to, że był tak tragiczny z geografii, żeby sobie tego nie wizualizować i żeby nie dotarła do niego ta oczywistość - no przecież, że Morze Śródziemne. Ale pytanie było tendencyjne i był ciekaw, co usłyszy. - To gdzie chciałbyś pojechać? - Pewnie było mu obojętne. Tak strzelał. - Może jak na prawdziwy Ocean to bardziej Portugalia. - Uśmiechnął się trochę niepewnie. I chyba niepotrzebnie, bo Flynnowi brakowało teraz ogona, żeby nim machał na boki. Aż cicho się zaśmiał na ten widok, a niepewność rozgonił na boki. Urocze. Ciekawe, czy Flynn byłby takim uroczym, pełnym czułości człowiekiem przez cały czas, gdyby życie tak mocno nim nie wyszurało po podłodze?
- Pewnie znajdzie się jakiś przystojniak, który już zna ten adres... - Och, och! To też było urocze! Poziom zazdrości Crowa był jeszcze niepoznanym lądem przez samego Laurenta. Powiedział to całkiem figlarnym tonem, z błyskiem w oku, zaczepnie. Znajdzie się pewnie też jakiś przystojniak, któremu da ten adres i którym Flynn się załamie. Atreus. W końcu nie mógł wiedzieć, że to jego kuzyn - i to bardzo bliski kuzyn, który był dla niego w zasadzie jak brat.
- Ooch... - Z dużym nagromadzeniem pozytywnych uczuć było u niego prawie jak z gniewem - jakoś nie potrafił tego uzewnętrznić. Jakoś... To nie było eleganckie, na salonach i przed rodziną zawsze trzeba było się kontrolować, starać się panować nad każdym gestem i nawet milimetrami wykrzywienia ust. Więc tak został. Oparł dłonie na swoich policzkach, opanowany już wizją tego fenomenu. Tą możliwością chowania się pod ziemią, leżenia, by dotykać palcami wody i przeglądać się we własnym odbiciu. I cała przestrzeń pachniałaby tym jodem. Co ja bym tam postawił..? Odpadały książki, ale jakieś rośliny. Tak. Stworzyłby im z pomocą specjalistów przestrzeń do rośnięcia. Ustawiłby tam jakieś wygodne łóżko. I dywany, albo skóry! Skóry na ziemi... W swojej własnej wyobraźni właśnie przewracał się po tych dywanach jak dziecko z radości. Tymczasem tutaj stał i ewidentnie zatonął. - Zaczarowałbym wodę, żeby była jak na Malediwach... - Dodał cicho i przymknął oczy w szerokim uśmiechu, nieco przechylając głowę z boku na bok, rozanielony tymi wizjami.