Jednak nie zawsze słuchał. Dzisiaj pojawiła się rzecz, o której nie chciał słuchać. Nie chciał mówić. Był taki ciemny pokój w tym domu, jeden jedyny, zamknięty na klucz. Dochodziły stamtąd przeróżne odgłosy, ale żaden nie brzmiał jak normy, które powinniśmy uszanować. Więc dręczyła nas ciekawość, chęć eksploracji, no bo - co w tym domu jest? CO ukryli za tymi drzwiami, o których mówili, by do nich nie wchodzić. By ich nie dotykać. Co tam było i jakie klątwy i przekleństwa tam trzymali? Chcieli wiedzieć, ale wiedza mogła się okazać zgubą. Nagle ignorancja stawała się bronią daną nam przez Boga - jak z niej korzystamy pozostawało tylko naszą sprawą. Jeszcze otrzeźwieje i przyjdzie po rozum do głowy. Zobaczy, że żałuje, że tak uciął ten temat, bo może jemu było z tym trudno, jeszcze ciężej było o tym wspominać, ale to nie było sprawiedliwe, by przez to odmawiał wysłuchania jej. Zrozumie to. Jeśli nie dzisiaj, to jutro, jak nie jutro - za parę dni. Kwestia czasu, kiedy dojrzeje do tego, przystanie i się nad tym zastanowi.
- To trochę dziwne - nie żałować tych chwil, które nas zepsuły. - Taki ładny eufemizm na wszystko, co ich dotykało, a co rujnowało życie. Laurent miał jednak skłonności do nadawania delikatności wszystkiemu, o czym mówił. - Czym byłoby jednak światło bez ciemności? - Ledwo plamą, która niczego nie zmieniała. - Tylko czemu czasem ta ciemność musi być taka głęboka... - Dopowiedzenie przychodziło samo na kraniec języka. - By można się było cieszyć z jasności. - Nadal były to słowa, które dawały nadzieję, ale wcale nie odpowiadały mu na pytania dlaczego. Bardzo dużo było tych "dlaczego". Łączyło jego tragedie, Victorii, rodziny, ale nawet osób, z którymi nie był tak blisko - Brenny chociażby. I tutaj nagle pojawiali się ci bohaterowie, albo - przyjaciele, jak Victoria to nazwała. Przyjaciele. Nigdy tak o tym nie pomyślał, że to kwestia nie tego, że ktoś jest rycerzem, a po prostu tego, że jest przyjacielem. Nachodzące na siebie słowa przedstawiały nowe spektrum, ale jakoś nie potrafił tego scalić w jedno. Bo przecież nie każdy przyjaciel byłby gotów dla ciebie zaryzykować swoim życiem. Nie każdy przyjaciel byłby gotów nawet rzucić absolutnie wszystko, by do ciebie przybiec i... robić cokolwiek, czego potrzebowałeś. Nie czyniło ich to gorszymi, czyniło ich to ludzkimi. Poświęcenie, na które gotowa była się zdobyć taka Victoria czy Atreus. Oni to, w jego opinii, wynosili na inny poziom. Ale też i na Victorię spoglądał na coś więcej niż na przyjaciółkę. Kochał ją. Atreusa również kochał.
- Masz rację... już nawet nie pamiętam, jak to było. - Hogwart był okupiony tyloma mocnymi doznaniami, że szarpanie się z różdżką było najmniej problematyczne. - Fuego obdarował mnie piórem. Poprosiłem, by włożyli mi jego rdzeń do różdżki. - Różdżki z rdzeniem feniksa charakteryzowały się upartością i trudnością w opanowaniu. Cieszył się tym, że miał cząstkę swojego przyjaciela przy sobie. Może to nawet i lepiej, że miał nową..? A może przyjdzie mu posiadać dwie? - Poprosiłem Flynna, żeby zobaczył, czy da się odzyskać moją poprzednią. Może do tego czasu się przyzwyczają nawet do tej. - Nie bardzo wierzył w to, żeby ta różdżka przetrwała. Była sporo warta przez swoje zdobienia, a może dzieciaki rozpaliły nią ognisko nie zdając sobie sprawy z tej wartości. Mistyczna więź różdżek z czarodziejami potrafiła być naprawdę niezwykła do punktu, w którym niektóre odmawiały nawet używania w rękach innych czarodziei.
- Źle, jeśli się nie odbędzie. Kraj nie może żyć w terrorze, a odwoływanie Sabatów i wydarzeń publicznych to przepustka do zguby. - Na którą kraj nie mógł sobie pozwolić. Tylko że tutaj mieli wizje. Wizje, które jednak nie wskazywały na sabat, ale sabat wydawał się jedyną słuszną opcją. Mogli czegoś nie widzieć, czegoś nie dostrzegać - to bardzo prawdodpobne. A może nawet Victoria wiedziała coś więcej, tylko nie mogła tego powiedzieć... ale wtedy by pewnie o tym powiedziała. - Wszystko stoi w miejscu. Powinno brnąć do przodu, a mam wrażenie, że zamiast tego - cofamy się. - W najbardziej naturalnej potrzebie ochrony tego kraju, ochrony ludzi. - Większy. Nie dlatego, że potrzebuję, ale to nie jest takie proste... znaleźć dom blisko New Forest, w miarę blisko Londynu i morza. - Uśmiechnął się lekko. - Może uda się zrobić tak, żebym miał jaskinię prowadzącą prosto do morza. - Rozjaśnił się, kiedy o tym wspomniał i odszukał spojrzenia Victorii.