31.12.2024, 11:59 ✶
Niby nic się nie stało, ale on naprawdę był zdenerwowany. Wyraźnie, mocno. Z całą idącą za tym niezręcznością.
- Pachą - burknął, wywracając oczami, nerwowo stukając butem o ziemię. Miało to jakiś swój rytm, ale jeżeli się w to nie wsłuchało, wydawało się być co najwyżej chaotyczne. - Czterema morzami. - Wyglądał jakby był wyjątkowo nieszczęśliwy z powodu znania odpowiedzi na zadane mu pytanie i jeżeli Laurent chciał to ciągnąć, bardzo szybko poprosił o zmianę tematu. Wakacje były... ok. Gorzej z tym, że jedyne miejsce, do którego chciał pojechać, zaproponował już komuś innemu, a nie zamierzał bawić się w recyklingowanie pomiędzy nimi randek. Jeżeli to miało jakkolwiek działać, musiał budować z nimi świadomie odrębne wspomnienia. - Uh... gdzieś z tobą? Dla mnie możemy nawet oglądać te jebiące starą skisłą ścierą katedry w Durham. - Prawie powiedział zwiedzać Birmingham, bo ono też śmierdziało niemytym chujem, ale zawahał się. Było tak blisko jego przeszłości, że aż zakuło go w język.
Mimo wszystko łatwo go było od tych myśli odciągnąć. Uśmiechnął się szybko, na powrót inicjując pomiędzy nimi dotyk, ale tym razem objął go w pasie.
- Mam nadzieję, że traktuje cię dobrze? - Zapytał, skubiąc materiał jego koszuli i spoglądając na niego z niby-zaciekawieniem. Jeżeli nie, zdecydowanie nie był gotowy na usłyszenie prawdy. Takiej odpowiedzi zapewne by do siebie nie dopuścił. I oh kurwa, patrząc na niego teraz, zdał sobie sprawę z tego, że serce znów mu drży. Laurent czasami zachowywał się w sposób, który był dla niego zaraźliwy i mimo próby opanowania własnych warg kąciki jego ust uniosły się w górę. - M-może zejdź jeszcze na chwilę na ląd - chciał dodać błyskotliwie, ale zająknął się i nawet nie potrafił być zły. Rzeczy działające przy innych tutaj nie znajdowały głębszego zastosowania. - Bo tu jest ten dom, a ja nie znam twoich nawyków. - Wciąż otaczając go swoim ramieniem, chciał wejść z nim do środka. - Wchodzisz, zostawiasz buty przy wejściu, gdzie idziesz i co robisz...?
- Pachą - burknął, wywracając oczami, nerwowo stukając butem o ziemię. Miało to jakiś swój rytm, ale jeżeli się w to nie wsłuchało, wydawało się być co najwyżej chaotyczne. - Czterema morzami. - Wyglądał jakby był wyjątkowo nieszczęśliwy z powodu znania odpowiedzi na zadane mu pytanie i jeżeli Laurent chciał to ciągnąć, bardzo szybko poprosił o zmianę tematu. Wakacje były... ok. Gorzej z tym, że jedyne miejsce, do którego chciał pojechać, zaproponował już komuś innemu, a nie zamierzał bawić się w recyklingowanie pomiędzy nimi randek. Jeżeli to miało jakkolwiek działać, musiał budować z nimi świadomie odrębne wspomnienia. - Uh... gdzieś z tobą? Dla mnie możemy nawet oglądać te jebiące starą skisłą ścierą katedry w Durham. - Prawie powiedział zwiedzać Birmingham, bo ono też śmierdziało niemytym chujem, ale zawahał się. Było tak blisko jego przeszłości, że aż zakuło go w język.
Mimo wszystko łatwo go było od tych myśli odciągnąć. Uśmiechnął się szybko, na powrót inicjując pomiędzy nimi dotyk, ale tym razem objął go w pasie.
- Mam nadzieję, że traktuje cię dobrze? - Zapytał, skubiąc materiał jego koszuli i spoglądając na niego z niby-zaciekawieniem. Jeżeli nie, zdecydowanie nie był gotowy na usłyszenie prawdy. Takiej odpowiedzi zapewne by do siebie nie dopuścił. I oh kurwa, patrząc na niego teraz, zdał sobie sprawę z tego, że serce znów mu drży. Laurent czasami zachowywał się w sposób, który był dla niego zaraźliwy i mimo próby opanowania własnych warg kąciki jego ust uniosły się w górę. - M-może zejdź jeszcze na chwilę na ląd - chciał dodać błyskotliwie, ale zająknął się i nawet nie potrafił być zły. Rzeczy działające przy innych tutaj nie znajdowały głębszego zastosowania. - Bo tu jest ten dom, a ja nie znam twoich nawyków. - Wciąż otaczając go swoim ramieniem, chciał wejść z nim do środka. - Wchodzisz, zostawiasz buty przy wejściu, gdzie idziesz i co robisz...?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.