31.12.2024, 15:58 ✶
- Stanowczo, a niebawem będziemy potrzebowali cudów - zgodził się z nią kiwając głową. Faktycznie stanowili uzupełnienie swoich zdolności - ktoś mógłby ich nawet porównać do słońca i księżyca. W sumie nie wiele by się pomylili, Nora była jak słońce, ciepła, promieniała i oświetlała innych swoim blaskiem, a on świecił dzięki niej. Od zawsze dogadywał się z nią najlepiej z całego rodzeństwa i nigdy się nad tym nie zastanawiał, spojrzał uważnie na siostrę i w tym momencie zadała to jedno pytanie.
Uśmiechnął się, ale jak że on się uśmiechnął, nad wyraz perfidnie, zanim przybrał iście zaszokowany wyraz twarzy, który raz po raz psuł mu uśmiech pchający się na usta.
- Czy ty mnie, moja droga siostro, pytasz o moje preferencje? - zapytał przyglądając się Norze bardzo intensywnie jakby był zaszokowany jej pytaniem i nie miał absolutnie pojęcia jak na to odpowiedzieć. Ale zdradził go błąkający się po ustach uśmiech i zaraz się zaśmiał.
- Nora, poskramiacz dzikich drzew - zachichotał i zaraz wydał z siebie dziwny okrzyk, ni to krzyk, ni to pisk, bo w tym samym momencie drzewko poruszyło się próbując dosięgnąć Norę, ta jednak znajdowała się poza zasięgiem jego małych gałązek. Ale zaraz ustało w próbach.
Nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć lub zrobić, przed twarzą Nory pojawił się chochlik kornwalijski, który pacnął ją liściem w nos, sprawiając, że ten jej się zazielenił i chichocząc diabelsko szybko zniknął w trawie, nie dając się złapać.
W jednym jednak kobiecie nie można było odmówić, dobrze rozpoznała, że drzewo nie jest zdolne do samodzielnego poruszania się. tylko cu u licha tu robił chochlik kornwalijski?
- W jednym miałaś rację, drzewo nie ruszało się samo - powiedział z rozbawieniem przyglądając się siostrze i jej pokolorowanemu przez chochlika nosowi.
Uśmiechnął się, ale jak że on się uśmiechnął, nad wyraz perfidnie, zanim przybrał iście zaszokowany wyraz twarzy, który raz po raz psuł mu uśmiech pchający się na usta.
- Czy ty mnie, moja droga siostro, pytasz o moje preferencje? - zapytał przyglądając się Norze bardzo intensywnie jakby był zaszokowany jej pytaniem i nie miał absolutnie pojęcia jak na to odpowiedzieć. Ale zdradził go błąkający się po ustach uśmiech i zaraz się zaśmiał.
- Nora, poskramiacz dzikich drzew - zachichotał i zaraz wydał z siebie dziwny okrzyk, ni to krzyk, ni to pisk, bo w tym samym momencie drzewko poruszyło się próbując dosięgnąć Norę, ta jednak znajdowała się poza zasięgiem jego małych gałązek. Ale zaraz ustało w próbach.
Nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć lub zrobić, przed twarzą Nory pojawił się chochlik kornwalijski, który pacnął ją liściem w nos, sprawiając, że ten jej się zazielenił i chichocząc diabelsko szybko zniknął w trawie, nie dając się złapać.
W jednym jednak kobiecie nie można było odmówić, dobrze rozpoznała, że drzewo nie jest zdolne do samodzielnego poruszania się. tylko cu u licha tu robił chochlik kornwalijski?
- W jednym miałaś rację, drzewo nie ruszało się samo - powiedział z rozbawieniem przyglądając się siostrze i jej pokolorowanemu przez chochlika nosowi.