31.12.2024, 18:43 ✶
- To był żart. - Z tym Durham. Mało śmieszny, owszem. Może gdyby używał w rozmowie tych samych słów, które przychodziły mu do głowy to byłoby zabawniej, ale... No tak. Niby wiedział, że wpierw się wbił w Laurenta całą swoją furią i niewybrednym arsenałem obelg, a Laurent i tak go chciał, ale i tak nie czuł się z tym pewnie. Bo jak się najpierw nazywało kogoś swoją księżniczką, a później wracało do traktowania go tak, jak większość osób na Ścieżkach traktowała dziwki, czar nieco pryskał.
Chyba...
Czuł się przy nim jak zakochany nastolatek, ale nie potrafił z nim rozmawiać. Być może naiwnie wierzył, że to się kiedyś zmieni. Jakoś się przecież muszą wyczuć. Nie da się nie poznać osoby, z którą spędza się czas, a on już przecież zadecydował, że Laurent będzie musiał pozbywać się stąd jego towarzystwa siłą.
Poprzesuwał ręką po jego boczku i utrzymał ten wesoły wyraz twarzy. Wejście na piętrze, na parterze przestrzeń domowa, w której nie przyjmuje żadnych dziwnych gości. Nikt kogo zaprasza na drętwą herbatę nie ogląda jego prywatnego pierdolnika. Nikt godny wpuszczenia go na dół, do prywatnej przestrzeni, nie ogląda jego jeszcze bardziej prywatnego pokoju wykopanego w ziemi, ani korytarza na plażę choćby i wykutego w skale. Przesadzał? Ale to mogło być takie ładne - gdyby tylko potrafił stworzyć coś, co generowałoby niebieskie światło, być może ciemność pomieszczenia przypominałaby Laurentowi o ciemności morskiej toni, do której często tak otwarcie wzdychał. Wyglądało na to, że umawiając się z Laurentem powinien być najbardziej zazdrosny o... morze. Jego małe, bezpieczne miejsce, w którym mógłby się schować kiedy czuje się źle. Ale musiałoby być dobrze wentylowane, bo ten w chwilach stresu się dusił.
- Każda pusta przestrzeń ci przeszkadza? A jeżeli ma jakieś zastosowanie...? - Przysunął go do siebie bliziutko, obejmując go w pasie. Trzymał go tak, jakby chciał za moment porwać go do tanecznego ruchu. - Jak taniec. - I był gotów do tego, żeby faktycznie wykonać z nim kilka kroków do rytmu grającego mu teraz w głowie, ale też pytał go dalej. - Co jeszcze cię w nim irytowało, a co w nim uwielbiałeś? - Przedmioty były mu w tym wszystkim całkowicie obojętne. Liczyły się emocje. Nawyki. Przestrzeń. Bezpieczeństwo. Bibeloty... Był pewien, że Laurent nanosi sobie wszystkiego sam i nie potrzebował żadnej pomocy w tym względzie, chociaż i tak pewnikiem było, że Crow też zacznie znosić mu tutaj jakiś szmelc. Nie mógł nic na to poradzić - zawsze kiedy coś się błyszczało, myślał o nim. A jeżeli było związane z wodą, albo kwiatami, dostawało dodatkowe 50 punktów i instynktownie chciał to ukraść.
Chyba...
Czuł się przy nim jak zakochany nastolatek, ale nie potrafił z nim rozmawiać. Być może naiwnie wierzył, że to się kiedyś zmieni. Jakoś się przecież muszą wyczuć. Nie da się nie poznać osoby, z którą spędza się czas, a on już przecież zadecydował, że Laurent będzie musiał pozbywać się stąd jego towarzystwa siłą.
Poprzesuwał ręką po jego boczku i utrzymał ten wesoły wyraz twarzy. Wejście na piętrze, na parterze przestrzeń domowa, w której nie przyjmuje żadnych dziwnych gości. Nikt kogo zaprasza na drętwą herbatę nie ogląda jego prywatnego pierdolnika. Nikt godny wpuszczenia go na dół, do prywatnej przestrzeni, nie ogląda jego jeszcze bardziej prywatnego pokoju wykopanego w ziemi, ani korytarza na plażę choćby i wykutego w skale. Przesadzał? Ale to mogło być takie ładne - gdyby tylko potrafił stworzyć coś, co generowałoby niebieskie światło, być może ciemność pomieszczenia przypominałaby Laurentowi o ciemności morskiej toni, do której często tak otwarcie wzdychał. Wyglądało na to, że umawiając się z Laurentem powinien być najbardziej zazdrosny o... morze. Jego małe, bezpieczne miejsce, w którym mógłby się schować kiedy czuje się źle. Ale musiałoby być dobrze wentylowane, bo ten w chwilach stresu się dusił.
- Każda pusta przestrzeń ci przeszkadza? A jeżeli ma jakieś zastosowanie...? - Przysunął go do siebie bliziutko, obejmując go w pasie. Trzymał go tak, jakby chciał za moment porwać go do tanecznego ruchu. - Jak taniec. - I był gotów do tego, żeby faktycznie wykonać z nim kilka kroków do rytmu grającego mu teraz w głowie, ale też pytał go dalej. - Co jeszcze cię w nim irytowało, a co w nim uwielbiałeś? - Przedmioty były mu w tym wszystkim całkowicie obojętne. Liczyły się emocje. Nawyki. Przestrzeń. Bezpieczeństwo. Bibeloty... Był pewien, że Laurent nanosi sobie wszystkiego sam i nie potrzebował żadnej pomocy w tym względzie, chociaż i tak pewnikiem było, że Crow też zacznie znosić mu tutaj jakiś szmelc. Nie mógł nic na to poradzić - zawsze kiedy coś się błyszczało, myślał o nim. A jeżeli było związane z wodą, albo kwiatami, dostawało dodatkowe 50 punktów i instynktownie chciał to ukraść.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.