31.12.2024, 22:40 ✶
Kiedy pojawili się na Horyzontalnej spiął się nieco. Wolałby, żeby nie spotkali przypadkiem jego matki czy rodzeństwa albo co gorsza kogoś kto mógłby donieś Charlotte o tym w jakim stanie jej syn przechadzał się po Alei. Więc, kiedy zobaczył dokąd idą aż przystanął, dobrze wiedział gdzie są i kto mieszka w apartamencie, do którego go prowadzi.
- To ma być ten TWÓJ wujek?! - zapytał zaszokowany zdradzając, że dobrze wie, do kogo właśnie przyszli. Co mu się wcale nie podobało. Zdecydowanie jeśli chciał coś ukryć przed matką nie powinien udawać się do jednej z najbliższych jej osób. A teraz co? Wkraczał do apartamentu Anthony'ego Shafiqa, jak gdyby nigdy nic. Czyli jednak będzie musiał się tłumaczyć, no na gacie merlina! Zerknął uważnie na blondynkę, kim ona była? Nie przypominał sobie, aby Anthony kiedykolwiek o niej wspominał. Ale też Theo nigdy nie wypytywał o jego rodzinę te daleką i bliską z prostej przyczyny, uznawał, że gdyby powinien o kimś wiedzieć to mężczyzna sam by mu o tym powiedział.
Nie zrozumiał słów, które powiedziała w kierunku pana domu, nie miał talentu rozumienia wszelkich innych języków ,znał tylko angielski i jakieś pojedyncze zwroty w obcych językach, nic przydatnego w życiu. Ale szok jaki mu sprawiła sprowadzając go tutaj sprawił, że absolutnie nie zwracała uwagi na to, że jego krew kapie na podłogę brudząc nie tylko wycieraczkę ale i wnętrze przedpokoju, nie oszczędzając przy tym wielkiego białego dywanu. Dodawał czerwony akcenty do tego szpitalnego wnętrza jak zwykł określać takie białe pomieszczenia.
Wyszczerzył się głupkowato patrząc prosto w oczy Shafiqa, takiego obrotu sprawy nie mógł przewidzieć, ale skoro już powiedział, że pójdzie do jej wujka, nie mógł uciec. Zresztą nadal nie znał jej imienia, ani nie zaprosił na kawę.
- Wujek Morpheus też tu jest? Ale matki nie ma?! - zapytał otwierając szeroko oczy, a uśmiech spełzł mu z twarzy, a serce zabiło szybciej i to wcale nie z miłych powodów. - To tylko źle wygląda, a le nie jest tak źle, naprawdę nie trzeba lekarza! To tylko powierzchowna rana, to trzeba rozchodzić! - szybko powiedział unosząc dłonie i sprawiając, że niezaschnięta krew obficiej skapnęła na ziemię. - Szlag, przepraszam - burknął i popatrzył zrezygnowany za Anthony'm który już zniknął w korytarzu i zaraz potem za lecącym krukiem. Miał tylko że nie był on skierowany do matriarchmini rodu Kelly'ch. Z rezygnacją powiódł wzrokiem, oboje znaleźli się po prostu w złym miejscu o złym czasie, chociaż może nie do końca w takim złym, skoro udało im się poznać dzięki temu.
- No cóż, miał rację. Panie przodem - powiedział wiedząc, że nie było co sprzeczać się ze starszym czarodziejem, bo już wdrożył w ruch trybiki swojej machiny. Nie pozostało im nic innego niż wpasować się w to, a poza tym oczyszczenie się z brudu, resztek martwych mugoli i krwi, brzmiało całkiem dobrze. No ale nie zamierzał się pchać do łazienki jak najszybciej, niech Scarlett ma okazje pierwsza się odświeżyć.
- To ma być ten TWÓJ wujek?! - zapytał zaszokowany zdradzając, że dobrze wie, do kogo właśnie przyszli. Co mu się wcale nie podobało. Zdecydowanie jeśli chciał coś ukryć przed matką nie powinien udawać się do jednej z najbliższych jej osób. A teraz co? Wkraczał do apartamentu Anthony'ego Shafiqa, jak gdyby nigdy nic. Czyli jednak będzie musiał się tłumaczyć, no na gacie merlina! Zerknął uważnie na blondynkę, kim ona była? Nie przypominał sobie, aby Anthony kiedykolwiek o niej wspominał. Ale też Theo nigdy nie wypytywał o jego rodzinę te daleką i bliską z prostej przyczyny, uznawał, że gdyby powinien o kimś wiedzieć to mężczyzna sam by mu o tym powiedział.
Nie zrozumiał słów, które powiedziała w kierunku pana domu, nie miał talentu rozumienia wszelkich innych języków ,znał tylko angielski i jakieś pojedyncze zwroty w obcych językach, nic przydatnego w życiu. Ale szok jaki mu sprawiła sprowadzając go tutaj sprawił, że absolutnie nie zwracała uwagi na to, że jego krew kapie na podłogę brudząc nie tylko wycieraczkę ale i wnętrze przedpokoju, nie oszczędzając przy tym wielkiego białego dywanu. Dodawał czerwony akcenty do tego szpitalnego wnętrza jak zwykł określać takie białe pomieszczenia.
Wyszczerzył się głupkowato patrząc prosto w oczy Shafiqa, takiego obrotu sprawy nie mógł przewidzieć, ale skoro już powiedział, że pójdzie do jej wujka, nie mógł uciec. Zresztą nadal nie znał jej imienia, ani nie zaprosił na kawę.
- Wujek Morpheus też tu jest? Ale matki nie ma?! - zapytał otwierając szeroko oczy, a uśmiech spełzł mu z twarzy, a serce zabiło szybciej i to wcale nie z miłych powodów. - To tylko źle wygląda, a le nie jest tak źle, naprawdę nie trzeba lekarza! To tylko powierzchowna rana, to trzeba rozchodzić! - szybko powiedział unosząc dłonie i sprawiając, że niezaschnięta krew obficiej skapnęła na ziemię. - Szlag, przepraszam - burknął i popatrzył zrezygnowany za Anthony'm który już zniknął w korytarzu i zaraz potem za lecącym krukiem. Miał tylko że nie był on skierowany do matriarchmini rodu Kelly'ch. Z rezygnacją powiódł wzrokiem, oboje znaleźli się po prostu w złym miejscu o złym czasie, chociaż może nie do końca w takim złym, skoro udało im się poznać dzięki temu.
- No cóż, miał rację. Panie przodem - powiedział wiedząc, że nie było co sprzeczać się ze starszym czarodziejem, bo już wdrożył w ruch trybiki swojej machiny. Nie pozostało im nic innego niż wpasować się w to, a poza tym oczyszczenie się z brudu, resztek martwych mugoli i krwi, brzmiało całkiem dobrze. No ale nie zamierzał się pchać do łazienki jak najszybciej, niech Scarlett ma okazje pierwsza się odświeżyć.