To nie był wcale łatwy czas. Mogło się wydawać, że wraz z pokonaniem demona wszystkie jej problemy znikną, jednak tak się nie wydarzyło. Miała za to wrażenie, że pojawiły się inne tematy, które zaczną ją niepokoić. Powinna przywyknąć do tego, że jej życie od jakiegoś czasu nie należało do zbyt prostych, ale czy w ogóle można było się do tego przyzwyczaić? Szczególnie, kiedy kiedyś wiodło się naprawdę całkiem satysfakcjonujące życie. Nie czuła, żeby w najbliższym czasie stabilizacja miała znowu zacząć jej towarzyszyć, nic na to nie wskazywało.
- Wstałam. - Odpowiedziała nieco drętwo, ale co innego mogłaby powiedzieć. Nadal stała w miejscu, opierała się o futrynę, nie czuła się jednak nieswojo z tym, że przyłapał ją na tej czynności. Nie robiła przecież nic złego. Po prostu się w niego wgapiała, robiła to przecież wiele razy. Nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować, co wypadałoby powiedzieć, czego nie. Czy mogła w ogóle sobie pozwolić na wykonanie jakiegokolwiek gestu w jego kierunku?
To nie było wcale takie oczywiste. Próbowali przecież wyznaczyć sobie granicę, zostać swoimi sojusznikami, ale bardzo szybko od tego odeszli. W nocy nie zachowywali się, jakby byli sobie obojętni. Pozwolił jej się do siebie zbliżyć, chociaż nie czuła, że przyszło mu to łatwo. Może najprościej więc byłoby ignorować ten temat? Cóż, niedopowiedzenia nigdy im nie służyły, nie ma to jak popełniać ten sam błąd po raz kolejny, czyż nie?
Nie do końca wiedziała, co mogą im przynieść kolejne godzin, bo nie ustalili przecież praktycznie nic. Musiała więc jakoś wejść w rolę, tyle, że nie miała pojęcia, jaka właściwie to miałaby być rola. Nie mogła pozwolić sobie na to, aby robić to na co miała ochotę, nie chciała go osaczać, nie powinna pozwalać na kolejne akty desperacji ze swojej strony. Musiała jakoś zapanować nad swoimi pragnieniami. Raczej dążyć do nich powoli, małymi krokami, a może akurat jej się uda. Nie, żeby w to specjalnie wierzyła, nic nie świadczyło tym, że coś między nimi może się zmienić, że jest jakaś szansa na to, że kiedykolwiek wrócą do tego, co mieli, tym razem jednak nie chciała się poddawać, opuszczać, chociaż to mogła zrobić inaczej niż wtedy, ponad półtora roku temu, kiedy wszystko spierdolili.
Nie mogła stać wiecznie w drzwiach, więc wreszcie ruszyła się z miejsca. Kierowała się ku jednej z szafek, gdzie siedziała w nocy, nim usłyszała Roisa. Wiedziała, że zostawiła tam fajki, niektóre rytuały się nie zmieniały, musiała zakopcić bo zazwyczaj to była pierwsza rzecz, którą robiła rano. Gdy dotarła do szafki podciągnęła się na rękach i usiadła na niej. Sięgnęła po te nieszczęsne fajki i wsadziła sobie jedną z nich w usta. Podpaliła ją swoją mugolską, srebrną zapalniczką benzynową. Zaciągnęła się dymem. Miała stąd całkiem niezły punkt obserwacyjny. Mogła spoglądać na Roisa nie przejmując się tym, że dostrzeże, że ciągle się na niego patrzy.
- Chętnie. - Miło, że o to zapytał. Cóż, to było jej standardowe śniadanie, kawa i fajka, to się akurat nie zmieniło. Nie wspomniała o tym, że nie pogardziłby wkładką do tej kawy, nie miała pojęcia, czy mają tutaj jeszcze jakiś alkohol. Nie wiedziała zresztą, czy dobrym pomysłem było sięganie po alkohol, zwłaszcza o tej porze. Dopiero przecież rozpoczął się nowy dzień.
Nie zapytała, czy się wyspał, bo przecież miała świadomość tego, że nie. Ta noc nie należała do najłatwiejszych, była pełna emocji, które nie należały do przyjemnych. Rozmowa którą odbyli należała chyba do najsmutniejszych w jej życiu, póki co też wolała do niej nie wracać.
Nie chciała, aby było między nimi niezręcznie, jednak wydawało jej się, że wszystko właśnie ku temu zmierza. Cóż, chyba nie powinno jej to dziwić.
Jak zawsze Ambroise wstał przed nią, jak zawsze dbał o wszystko, to też się nie zmieniło. Uśmiechnęła się do siebie, kiedy dotarło do niej to co powiedział, najpewniej po prostu robił listę zakupów. W sumie nic dziwnego, w tym domu nie było zbyt wielu rzeczy, musieli się czymś żywić, ona nie pojawiała się tu od tego ostatniego poranka, kiedy została porzucona, większość zapasów zapewne nie była już zdatna do użytku.
- Mogę iść z Tobą? - Kiedyś zapewne by go o to nie zapytała, teraz jednak wydawało jej się, że tak wypada. Nie miała pojęcia, czy może nie chciał chwilę pobyć sam.
Wydawało jej się, że dobrze im zrobi wyrwanie się na chwilę poza te ściany, ruinę, która towarzyszyła im od kilkudziesięciu godzin.
- Jakby coś, zrozumiem, jeśli nie, nie musisz robić nic wbrew sobie. - Tak, oczywiście nic nie musiał, ale zamierzała o tym wspomnieć, żeby nie czuł się jakby był podstawiony pod ścianą.