01.01.2025, 00:39 ✶
Sapnął czując, że wszystko znów wraca do normy i nie musi dalej opierać się czyjej ingerencji w swój umysł. To było dziwne, jakby wujek Jonathan otworzył czy czaszkę i zaczął mu mówić wprost do mózgu z pominięciem uszu i całego procesu w nich zachodzącego. Było dziwne i swego rodzaju... Ciężko to było inaczej nazwać niż inwazyjne. Potrząsnął głową prostując nogi i zerkając na Selwyna uważnie. Nie mógł też pozbyć się tego poczucia dumy, że udało mi się odeprzeć oba z ataków, czyżby faktycznie miał d tego dryg jak matka i dwójka wujków? Na to wyglądało.
- Tak, domyślam się. Przecież nikt kto będzie chciał mi się wedrzeć do umysłu, nie będzie o tym ostrzegał - zgodził się widząc sens w tym co mu przekazał starszy czarodziej. W pierwszym odczuciu nie było to coś co sam pomyślał, ale otrzepanie się z myśli o zdradzie i ataku z zaskoczenia i słowa Jonathana sprawiły, że punkt spojrzenia Theo się zmienił. - Czyli teraz wiem, że mam się mieć na baczności cały czas bo nie wiem kiedy w ramach nauki mnie zaatakujesz? - rzucił żartobliwie, choć w sumie to nie było takie wyimaginowane jak mogłoby się wydawać. Takie nagłe ataki czy to w czasie wspólnego obiadu, czy zwykłego spotkania mogłyby mu wiele dać, mną pewno nabrałby więcej doświadczenia w bronieniu umysły w krytycznych sytuacjach, kiedy absolutnie nie spodziewał się ataku. Z tego co zdążył wyczytać sprawny oklumenta był zdolny na utrzymanie bezustannej osłony swojego umysłu i w sumie to do tego dążyć chciał najmłodszy z dzieci Charlotte.
- Masz rację, nic lepiej nie opisuje tego jak "brak słów" - nie wątpił ,że dałoby się opisać oklumencjve i towarzyszące jej uczucie milionem słów, ale to był niezaprzeczalny fakt, było to niezwykle trudne i samo opisywanie mogłoby zająć dobrych kilka godzin. Nic dziwnego, ze w książkach brakowało opisu tego uczucia, zupełnie jakby autorzy wiedzieli, ze zajmie on niemal dziewięćdziesiąt procent całej księgi, jeśli by tylko zaczęli się o nim rozpisywać.
- Tak, myślę, że to dobry pomysł - powiedział czując, że takie bronienie umysłu jest jednak męczące, ale nie mógł oprzeć się pokusie, aby spróbować kolejny raz. Póki był na fali to przecież nie warto było się cofać i spoczywać na laurach, dwa skowronki wiosny nie czyniły, czy jakoś tak. - Tylko nie ostrzegaj przed atakami - powiedział jeszcze odwracając się od Selwyna, aby nie skupiać się na nim i nie wyczekiwać ataku. Zapatrzył się w okno i woda za nim. Śledził wzrokiem przelatujący klucz kaczek, sunący leniwie po niebie w wyczekiwaniu na kolejny atak "z zaskoczenia".
- Tak, domyślam się. Przecież nikt kto będzie chciał mi się wedrzeć do umysłu, nie będzie o tym ostrzegał - zgodził się widząc sens w tym co mu przekazał starszy czarodziej. W pierwszym odczuciu nie było to coś co sam pomyślał, ale otrzepanie się z myśli o zdradzie i ataku z zaskoczenia i słowa Jonathana sprawiły, że punkt spojrzenia Theo się zmienił. - Czyli teraz wiem, że mam się mieć na baczności cały czas bo nie wiem kiedy w ramach nauki mnie zaatakujesz? - rzucił żartobliwie, choć w sumie to nie było takie wyimaginowane jak mogłoby się wydawać. Takie nagłe ataki czy to w czasie wspólnego obiadu, czy zwykłego spotkania mogłyby mu wiele dać, mną pewno nabrałby więcej doświadczenia w bronieniu umysły w krytycznych sytuacjach, kiedy absolutnie nie spodziewał się ataku. Z tego co zdążył wyczytać sprawny oklumenta był zdolny na utrzymanie bezustannej osłony swojego umysłu i w sumie to do tego dążyć chciał najmłodszy z dzieci Charlotte.
- Masz rację, nic lepiej nie opisuje tego jak "brak słów" - nie wątpił ,że dałoby się opisać oklumencjve i towarzyszące jej uczucie milionem słów, ale to był niezaprzeczalny fakt, było to niezwykle trudne i samo opisywanie mogłoby zająć dobrych kilka godzin. Nic dziwnego, ze w książkach brakowało opisu tego uczucia, zupełnie jakby autorzy wiedzieli, ze zajmie on niemal dziewięćdziesiąt procent całej księgi, jeśli by tylko zaczęli się o nim rozpisywać.
- Tak, myślę, że to dobry pomysł - powiedział czując, że takie bronienie umysłu jest jednak męczące, ale nie mógł oprzeć się pokusie, aby spróbować kolejny raz. Póki był na fali to przecież nie warto było się cofać i spoczywać na laurach, dwa skowronki wiosny nie czyniły, czy jakoś tak. - Tylko nie ostrzegaj przed atakami - powiedział jeszcze odwracając się od Selwyna, aby nie skupiać się na nim i nie wyczekiwać ataku. Zapatrzył się w okno i woda za nim. Śledził wzrokiem przelatujący klucz kaczek, sunący leniwie po niebie w wyczekiwaniu na kolejny atak "z zaskoczenia".