Chciał się rozglądać wokół. Szukać istniejącego zagrożenia, które tworzył jego umysł. Lęk wciskał się pod czaszkę i ciągle powtarzał to samo zdanie: powinieneś był wziąć Dumę. Nie wziął. Powinieneś był nie przychodzić, to na pewno byłby lepszy wybór. Na pewno? W końcu głuchy krzyk na zewnątrz wyciszał każdą z myśli i wątpliwości. Liczenie każdego kroku do celu był nieznośny. Bolało go serce. Nie mogło boleć, zdawał sobie z tego sprawę, nie w ten sposób, w jaki rozumiemy ból. Mimo to oddychało się ciężej. Przecież nic nie może ci się stać. Tak samo nic nie mogło się stać wtedy w New Forest. Nie mogło się też stać na Nokturnie. Tu po prostu... nic się nie dzieje. To tylko stare utarczki przez pośrednika.
Żałował, że oddał całą biżuterię. Mógł chociaż zachować tamtą broszkę z lukrecją.
Nie rozglądał się. Zmuszał się do obserwowania tego trytona, który poruszał swoim ogonem i właśnie przesunął po nim ręką, jakby chciał się upewnić, że jego łuski są ciągle tak samo piękne, jak były. Aż sam uniósł dłoń do swoich włosów, by przesunąć palcami po kosmykach. Syreny. Osławiane w legendach i pieśniach, ładna nazwa na większość trytonów. Mięsożerne istoty. Okrutne, wabiące pod wodę i zamykające w lodowym uścisku oceanów i mórz. Nie rozglądaj się. Ostatnio Florence co mówiła..? Skup się. Syreny. Ach, tak, trytony! Żyją w różnej wielkości grupach, tworząc społeczności na podobieństwo ludzkich, chociaż to zależy od typu danego osobnika...
Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że został w tej pozycji - z palcami opartymi na karku, bo tam zakończyła się ich wędrówka wzdłuż włosów. Patrzył na tego trytona, ale nie widział go wcale. Był mizernie nieistotny w tym wieczorze. Zachwycałby się jego stworzeniem, rzemiosłem artystycznym, ale teraz nie w głowie mu były zachwyty. W głowie mu był...
... ten dokładnie męski głos, który wybrzmiał obok. Odruchowo drgnął, wyrwany z głębokiego zamyślenia i opuścił rękę. Powoli. Bardzo powoli. Jego wcześniejsze kroki zatonęły między jego myślami i między innymi przechodniami, choć kiedy teraz powrócił do rzeczywistości to uzmysłowił sobie, że powinien był go wcześniej słyszeć.
- Dobry wieczór. - Odparł na wydechu i obrócił głowę w jego kierunku. Mężczyzna niemal nie do poznania. To całkiem niesamowite, jak ludzie potrafią zmienić się w zależności od fryzury, ubrania, zarostu. - Tak, to prawda. - Przyznał i sam zmusił się do tego, by nie obserwować tego pająka, który stał tuż przy nim. - Dlaczego miałbym się nie zjawić? Tak przyjemnego towarzystwa nie potrafiłbym odmówić. - Błękit jego oczu znów spoczywał na trytonie.