Było blisko, aby rozjuszył ją użyciem tego jednego słowa, które wyjątkowo ją irytowało, ale nawet przed tym się powstrzymał, raczej nigdy tego nie robił. Jak widać Ambroise również próbował walczyć ze swoimi standardowymi zagrywkami. To powodowało, że robiło się jeszcze dziwniej. Nie przywykła do tego, że byli w swoim towarzystwie tacy zachowawczy, raczej nigdy nie zachowywali się w ten sposób. Przed innymi owszem, potrafili gryźć się w język, jednak nie przed sobą nawzajem. To by świadczyło o tym, że próbowali być dla siebie obojętni, nie do końca jej się to podobało. Wolała nawet wkurwionego Roisa od tego neutralnego. Wszystko było lepsze od obojętności, którą aktualnie próbowali się obdarzać. Nie sądziła, że mogłaby kiedykolwiek do tego przywyknąć, to było zbyt trudne.
Ustalali jedno, robili drugie, przynajmniej kiedy zaczynało się dziać coś niestandardowego, czuła, że to nie był jedyny raz, kiedy mieliby to zrobić. Na pewno nadarzy się kolejny moment, kiedy przekroczą granice, ich życie było pełne niespodzianek, często tych nieprzyjemnych. Jakby aktualnie przyciągli do siebie wszystko to, co złe. Może taki już miał być ich los? Nie miała pojęcia, nie wiedziała też właściwie, jak to możliwe, że kiedyś tak się nie działo. W przeszłości było prościej, może ich życie też nie było usłane różami, ale wydawało jej się, że i tak wtedy nie przytrafiało się im, aż tak wiele zła.
Nie, żeby aktualnie robiła coś, aby specjalnie narażać się na to, co ją spotykało. Tak, być może postępowała nieco bardziej ryzykownie nadal jednak starała się nie wkurzać osób, które mogłyby chcieć jej nieszczęścia. Oczywiście, o ile nie została do tego zmuszona. Nie krzywdziła ludzi bez powodu, tak jak wcześniej, naprawdę starała się postępować przyzwoicie, chociaż to chyba nie wystarczało. Czuła się trochę tak, jakby nie zasłużyła na lepsze życie. Może powinna się nieco bardziej angażować w obronę słabszych, zacząć się wychylać, może dzięki temu los odwdzięczyłby się jej tym samym, chyba tak działała karma?
- Jakoś nie potrafię w to uwierzyć. - Można było o nim powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że był prostym człowiekiem, nie w jej oczach. Tak, potrafiła nadal przewidywać jego pewne zachowania, ale nigdy, przenigdy nie uznawała go za prostego człowieka. Nie zawsze potrafiła domyślić się, co siedzi mu w głowie, spoglądał na pewne problemy zupełnie inaczej niż ona. Był na swój sposób skomplikowany. Czasem umiała z niego czytać niczym z otwartej księgi, czasem wręcz przeciwnie. Nieco ją to irytowało, ale niestety nie umiała czytać w myślach, szkoda, jak widać ta umiejętność mogłaby wiele ułatwić.
Nie do końca potrafiła zrozumieć, co aktualnie dzieje się w jego głowie, czy on tego chciał? Czy naprawdę odpowiadało mu to, że traktowali się w ten sposób? Mogła się tego tylko domyślać, trochę liczyła na to, że jest to dla niego równie trudne, co dla niej. Wtedy łatwiej będzie ponownie przekroczyć granicę, a chciała tego. Bez względu na to, jakie konsekwencje mogłyby ją przez to spotkać. Możliwość ponownego przytulenia się do niego, skradnięcia kilku pocałunków wydawała jej się być nazbyt kusząca, aby usilnie do niej nie dopuszczać.
- Może nie jest to przedmiot pierwszej potrzeby, ale whisky? - Nie spodziewała się, czy spodoba mu się pomysł ewentualnego, wspólnego upicia, dlatego zapytała, co o tym sądzi. Tak zachowywała się ta nowa, ugrzeczniona wersja Yaxleyówny, którą próbowała przed nim odgrywać. Alkohol nie był szczególnie rozsądnym wyjściem, ale czuła, że mógłby jej pomóc nieco oderwać się od rzeczywistości, przestała by myśleć, zastanawiać się nad tym wszystkim, mogłaby znowu dać się ponieść, a miała wrażenie, że to jej służyło. Zbyt przesadne myślenie o tym, co powinna, czego nie powinna mogło nie przynieść niczego dobrego.
Stała nad tym kociołkiem i spoglądała na ślad na swoim nadgarstku, piekło jak sam skurwysyn, ale próbowała to ignorować. Nie chciała, żeby się przejmował taką pierdołą. Poboli i przestanie. Zacisnęła więc zęby i próbowała udawać, że wcale nic się jej nie stało... Tak, na pewno łyknie to kłamstwo - zawsze przecież to robił.
- Nie, nie oparzyłam się, nic mi się nie stało. - Westchnęła ciężko, kiedy usłyszała, że wstał. Cóż, znowu wyjdzie na kłamczuchę, niestety nie posiadała umiejętności szybkiej regeneracji, a więc ten ślad będzie widoczny na jej ciele jeszcze pewnie przez jakiś czas.
Poczuła, że się za nią zatrzymał. Wstrzymała oddech, gdy zorientowała się, że znajduje się tak blisko niej. Nie miała chyba innego wyjścia, jak faktycznie pokazać mu to poparzenie.
Odwróciła się powoli, nie chciała tego robić gwałtownie i bez słowa wyciągnęła w jego kierunku lewą rękę. Nie cofnęła się nawet o krok przez co nadal znajdowali się bardzo blisko siebie, przesunęła rękę do góry, aby ułatwić mu obejrzenie tej rany, której nabawiła się przez swoje rozkojarzenie. Nie wyglądało to na coś strasznego, zwyczajne poparzenie, które pewnie zniknie za jakiś czas.
- To nic takiego. - Mruknęła jeszcze cicho, bo zupełnie niepotrzebnie się tym przejął, przynajmniej tak się wydawało.
Starała się zapanować nad przyspieszonym biciem serca, to było trudne, kiedy znajdował się na tyle blisko niej, że gdyby tylko chciała mogłaby złączyć ich usta w pocałunku, myślała o tym, od kiedy znalazła się w tej nieszczęsnej kuchni. Najchętniej by się do niego zbliżyła już w momencie, w którym się tutaj pojawiła, ale starała się trzymać tego, co ustalili, nawet jeśli nie do końca się jej to podobało. Nie chciała stawiać go pod ścianą, prowokować kolejnych, niepotrzebnych kłótni, naprawdę próbowała jakoś ułatwić im egzystencję w swoim towarzystwie. Niby sami zdecydowali o tym, że chcą spędzić ten czas razem, a zachowywali się tak, jakby byli sobie obcy. Nie po to postanowili tutaj zostać, może więc faktycznie nie powinna się przejmowac tym, co wypada, a tym co nie wypada? Chyba jeszcze nigdy w swoim życiu nie spędziła tyle czasu nad zastanawianiem się, czy jej zachowanie jest właściwe.