Dante był pod lufą wielu wad, ale poddawanie się przypadkom nie było jednym z nich. Laurent nie wątpił, że to się zmieniło. Minęły lata, a doznana porażka w jakiś sposób musiała go poruszyć, ale to nigdy nie był człowiek nadmiernie gwałtowny, działający pod wpływem impulsów emocji. Nigdy też nie machał ręką na odlew, żeby coś zostawić bez powodu. Zajmowanie się sprawami maluczkich - to jest coś, na co potrafiłby machnąć ręką. Tylko że jeśli machnąłby na to ręką, to zaraz zleciałoby się więcej wron, chcąc uszczknąć z pańskiego stołu jak najwięcej dla siebie. Więc... czemu był tu Kieran? Nostalgiczne myśli o tym jak było nie powinny zaprzątać jego głowy i emocji, a mimo to nie mógł wiedzieć, czy właśnie tak się nie stało - Dante uznał, że to malutki temat i tylko trzeba pokazać (sobie samemu), że nie przejdzie to bez żadnego echa. Nie, nie uważał, że ten mężczyzna był kimś, kto tak po prostu wybaczał. Czy był jednak kimś, kto... odpuścił? Myśląc o tym sądził, że to pokazówka - on był taki ważny. To, że został pokonany, nic nie znaczy. Męska duma potrafiła być straszną rzeczą. Upokorzenie było straszną rzeczą - zostawała z człowiekiem na zawsze. Było gorsze niż gniew, bardziej niebezpieczne, bo gniew i nienawiść w końcu przemijały. Wypalały się, jeśli płomień nie był podtrzymywany. W tym miejscu wkraczał Kieran. Człowiek dobrany równie nieprzypadkowo, co nieprzypadkowe były wszystkie te spotkania.
Ruszył, choć wolnym krokiem. Ostrożnym. Ostrożność ta nie wynikała z powodu nierówności grunt, przyciasnych butów, ale czynnikiem na nią wpływającym był właśnie Kieran. Im dalej płynęły minuty tym bardziej drżał wewnętrznie i czuł brak tlenu. Próbował przekierowywać swoje myśli, by nie ogniskować ich na tej sytuacji. Nawet skupianie się na Kieranie było lepsze.
- Ach tak... - Odparł z zamyśleniem. Uwierzył. W to jedno krótkie słowo. - Zawsze miał oko do ludzi. - Do wyboru ludzi. I wiedział, że nie ma niczego bardziej lojalnego niż przygarnięty z ulicy zbity pies. To bardzo szeroki obraz malowany kaprawym pędzlem, ale Dante zręcznie operował między kijem a marchewką. Między strachem a lojalnością. - Czy to naprawdę tak lukratywne? Taniec na sznurkach, które tworzy. - Ta wdzięczność, która potrafiła być szokująco ślepa. - Ile potrzeba, nim wdzięczność zgaśnie - tak jak każda świeca, którą Dante rozpalił. - Ponieważ wykorzystywał je wszystkie do cna. Kieran był inteligentny, lotny - z takiej strony się pokazał.