01.01.2025, 19:04 ✶
Pokiwała głową, zgadzając się z nim. Ale coś jej podpowiadało, że te zabezpieczenia to był taki trochę jej pomysł na wyrost, bo jeszcze by się okazało że nawet te proste dla dzieciaków, stanowiłyby jedno z największych wyzwań dla tych całkiem dorosłych członków Zakonu Feniksa.
- Ja sobie tak w sumie myślę, że mieczem to poboli, poboli i przestanie jak się tylko zaleczy. To w sumie całkiem szybko, jak ma się odpowiednie eliksiry czy maści. No parę dni maksymalnie. Ale takie słowo? Jak ci ktoś powie coś strasznie niemiłego, albo samą prawdę której nie chce się słyszeć, bo jest bardzo przykra, to to potem człowiek mieli w głowie i mieli i to do niego wraca, i się tego absolutecznie nie da pozbyć z głowy. Absolutnie znaczy - co prawda nigdy nie została niczym dźgnięta, czego też nie zamierzała zmieniać, ale miała w głowie jakieś przeświadczenie, że rany fizyczne były chociaż odrobinę lepsze, bo posiadały źródło. O ile cokolwiek co sprawiało ból mogło być lepsze. A problemy głowy? Męczące słowa, które echem odbijały się w głowie, nie dając spokoju? One nie miały źródła, które można było wskazać. A mimo to potrafiły rozrywać od środka, tak że chciało się wydrapać serce. Ten rodzaj bólu Dora znała aż za dobrze.
Odwróciła się, podobnie jak Thomas, żeby zająć się dalej książkami. Podczas kiedy on zaczął machać różdżką, układając je na półkach, ona wróciła do starej dobrej segregacji, układając je na tematyczne kupki.
To nie była dobra godzina, pomyślała tylko, kiedy dzwony jęknęły kolejny raz, wybijając o jeden ton za dużo, ale nie przejęła się tym bardziej, nieprzerwanie przecierając okładki woluminów i dysponując nimi na stole. Może potem uda się go właściwie ustawić, a może i pogrzebać gdzieś w machizmie, bo może to nie był problem tylko źle ustawionych wskazówek.
Ciężarki zgrzytnęły na drobnych łańcuszkach, kiedy jeden z nich opadł odrobinę, cicho dając ostatnią wskazówkę, że coś było nie tak, ale kiedy miało się poltergeista na strychu, chyba nie na wszystkie rzeczy zwracało się taką samą uwagę. A potem drzwiczki skrzypnęły ledwo słyszalnie, otwierając się powoli, jakby z namysłem, trochę pokraczną dłonią, która dopiero decydowała się na to, do kogo chciała należeć.
Thomas stał bliżej, z uniesioną różdżką odsyłając kolejne książki na swoje miejsce, ale coś wreszcie przykuło jego uwagę. Coś poruszyło się na granicy spojrzenia, prostując do człowieczej sylwetki, pokiereszowanej, nadpsutej i z niewidzącymi, martwymi oczami.
- Ja sobie tak w sumie myślę, że mieczem to poboli, poboli i przestanie jak się tylko zaleczy. To w sumie całkiem szybko, jak ma się odpowiednie eliksiry czy maści. No parę dni maksymalnie. Ale takie słowo? Jak ci ktoś powie coś strasznie niemiłego, albo samą prawdę której nie chce się słyszeć, bo jest bardzo przykra, to to potem człowiek mieli w głowie i mieli i to do niego wraca, i się tego absolutecznie nie da pozbyć z głowy. Absolutnie znaczy - co prawda nigdy nie została niczym dźgnięta, czego też nie zamierzała zmieniać, ale miała w głowie jakieś przeświadczenie, że rany fizyczne były chociaż odrobinę lepsze, bo posiadały źródło. O ile cokolwiek co sprawiało ból mogło być lepsze. A problemy głowy? Męczące słowa, które echem odbijały się w głowie, nie dając spokoju? One nie miały źródła, które można było wskazać. A mimo to potrafiły rozrywać od środka, tak że chciało się wydrapać serce. Ten rodzaj bólu Dora znała aż za dobrze.
Odwróciła się, podobnie jak Thomas, żeby zająć się dalej książkami. Podczas kiedy on zaczął machać różdżką, układając je na półkach, ona wróciła do starej dobrej segregacji, układając je na tematyczne kupki.
To nie była dobra godzina, pomyślała tylko, kiedy dzwony jęknęły kolejny raz, wybijając o jeden ton za dużo, ale nie przejęła się tym bardziej, nieprzerwanie przecierając okładki woluminów i dysponując nimi na stole. Może potem uda się go właściwie ustawić, a może i pogrzebać gdzieś w machizmie, bo może to nie był problem tylko źle ustawionych wskazówek.
Ciężarki zgrzytnęły na drobnych łańcuszkach, kiedy jeden z nich opadł odrobinę, cicho dając ostatnią wskazówkę, że coś było nie tak, ale kiedy miało się poltergeista na strychu, chyba nie na wszystkie rzeczy zwracało się taką samą uwagę. A potem drzwiczki skrzypnęły ledwo słyszalnie, otwierając się powoli, jakby z namysłem, trochę pokraczną dłonią, która dopiero decydowała się na to, do kogo chciała należeć.
Thomas stał bliżej, z uniesioną różdżką odsyłając kolejne książki na swoje miejsce, ale coś wreszcie przykuło jego uwagę. Coś poruszyło się na granicy spojrzenia, prostując do człowieczej sylwetki, pokiereszowanej, nadpsutej i z niewidzącymi, martwymi oczami.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.