01.01.2025, 20:02 ✶
Pomyślała, że za wyciągnięcie go na tę wyprawę, naprawdę powinna zabrać go następnym razem do jakiegoś miłego miejsca – bez pływania po zmierzchu, w chłodnej wodzie, szukając na dnie jeziora druzgotków czy innych potworów, które mogłyby topić nieostrożnych. Chociaż Thomas był pod tym względem „trudny”: zwiedził tak wiele zakątków świata, że niełatwo było znaleźć miejsce, które mogłoby zrobić na nim wrażenie, a biorąc pod uwagę, jak świetnie gotowały jego babcia i Nora, zabranie go w ramach podziękowania na lody czy ciastka, zdawało się mało spektakularne.
– To rzeczywiście byłoby prostsze. I nie musielibyśmy pływać w ubraniach – parsknęła Brenna, wciąż odruchowo dość cicho, ale potem… potem zwróciła w stronę, z której dobiegały trzaski, próbując dojrzeć coś w mroku. Oparła się stopami o dno, dłoń mocniej zacisnęła na różdżce, ale nie rzucała na razie żadnych zaklęć, niepewna, czy to po prostu ktoś z bawiących się te kilkadziesiąt metrów dalej nie odszedł na stronę za potrzebą – i teraz może ich usłyszał i chciał sprawdzić, co robią?
Światło z różdżki Thomasa padło na krzewy. Spomiędzy nich wyłonił się chłopak, być może jeden z tych, których widzieli wcześniej w pobliżu ogniska – chociaż raczej nie ten, z którym rozmawiali.
Nie patrzył jednak na nich.
Zdawało się, że w ogóle ich nie widzi.
Wszedł już do wody – to stąd ten plusk – i szedł dalej i dalej, ku pewnemu skonsternowaniu Brenny. Pijany, czy jak? – zastanowiła się.
– Przepraszam? Wszystko w porządku? – spytała głośniej, bo wprawdzie nie chcieli zwracać na siebie uwagi, ale to nie tak, żeby kąpiel w jeziorze była zakazana, a on zachowywał się co najmniej dziwnie.
Nie zwrócił na nią uwagi. Nie spojrzał nawet w jej stronę. Zamiast tego ruszył dalej i… znikł pod wodą.
Brenna zaklęła, instynktownie rzucając się do przodu, w jego stronę. Nie wiedziała czy to alkohol, klątwa, dziwna magia jeziora, samobójca czy może zaklęcie zauraczające, ale wiedziała jedno: ludzie nie powinni zachowywać się w taki sposób, jeśli nie działo się coś złego.
Zanurkowała, próbując dotrzeć do chłopaka, by wydobyć go na powierzchnię.
Af
– To rzeczywiście byłoby prostsze. I nie musielibyśmy pływać w ubraniach – parsknęła Brenna, wciąż odruchowo dość cicho, ale potem… potem zwróciła w stronę, z której dobiegały trzaski, próbując dojrzeć coś w mroku. Oparła się stopami o dno, dłoń mocniej zacisnęła na różdżce, ale nie rzucała na razie żadnych zaklęć, niepewna, czy to po prostu ktoś z bawiących się te kilkadziesiąt metrów dalej nie odszedł na stronę za potrzebą – i teraz może ich usłyszał i chciał sprawdzić, co robią?
Światło z różdżki Thomasa padło na krzewy. Spomiędzy nich wyłonił się chłopak, być może jeden z tych, których widzieli wcześniej w pobliżu ogniska – chociaż raczej nie ten, z którym rozmawiali.
Nie patrzył jednak na nich.
Zdawało się, że w ogóle ich nie widzi.
Wszedł już do wody – to stąd ten plusk – i szedł dalej i dalej, ku pewnemu skonsternowaniu Brenny. Pijany, czy jak? – zastanowiła się.
– Przepraszam? Wszystko w porządku? – spytała głośniej, bo wprawdzie nie chcieli zwracać na siebie uwagi, ale to nie tak, żeby kąpiel w jeziorze była zakazana, a on zachowywał się co najmniej dziwnie.
Nie zwrócił na nią uwagi. Nie spojrzał nawet w jej stronę. Zamiast tego ruszył dalej i… znikł pod wodą.
Brenna zaklęła, instynktownie rzucając się do przodu, w jego stronę. Nie wiedziała czy to alkohol, klątwa, dziwna magia jeziora, samobójca czy może zaklęcie zauraczające, ale wiedziała jedno: ludzie nie powinni zachowywać się w taki sposób, jeśli nie działo się coś złego.
Zanurkowała, próbując dotrzeć do chłopaka, by wydobyć go na powierzchnię.
Af
Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Rzut PO 1d100 - 2
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.