01.01.2025, 20:54 ✶
Nigdy nie spodziewałaby się, że weźmie udział w bójce. Nie teraz, kiedy dorosła. Kiedyś, te kilka lat temu, gdy w jej małym świecie zdarzyła się tragedia, Olivia zapadła się pod ziemię. Jednak wcale nie była na Podziemnych Ścieżkach: kręciła się wtedy po mugolskiej części Londynu, chociaż nie po tych najlepszych dzielnicach. Szapaniny, narkotyki, papierosy, alkohol, wieczne imprezy: to było na porządku dziennym. Nikt jej tam nie szukał, nikogo wtedy nie obchodziła. Listy, które rzadko kiedy do niej docierały, paliła bez czytania lub darła na czworo i wyrzucała do rzeki. I mimo iż na ciele po tych zdarzeniach nie pozostały blizny: pozostały one na duszy.
I najwyraźniej niektóre odruchy wciąż były w niej żywe. Widząc pięść, szybującą w jej stronę, Olivia wykonała całkiem zgrabny unik, odskakując w bok, w stronę ściany. Może to przyzwoitość, a może szczęście, ale ten drugi na razie nie wykonywał innych ruchów: a teraz mogła zezować rozbieżnie na obu mężczyzn. Pamięć mięśniowa to było coś, o czym nie miała pojęcia - ale nie musiała znać szczegółów, by mimowolnie sięgnąć po różdżkę, schowaną w wewnętrznej kieszeni.
- Tak myślałam, że dawno - może to przez alkohol, a może przez buzującą wściekłość gdzieś na dnie jej żołądka, Olivia przestała się uśmiechać i zaczęła cedzić słowa, wypływające z jej ust. Czasy, gdy uważała, że każdy zasługiwał na drugą szansę, odeszły dawno w niepamięć. Nadzieja, że zło ją ominie, prysła jak bańka mydlana w chwili, gdy pierwszy ze śmierciożerców miotnął w nią zaklęciem. Gdyby nie Laurent, nie miałaby teraz możliwości celowania różdżką w osobę, która pogardzała innymi. Czy był jednym z nich? Z tych, którzy mieli czelność decydować o życiu i śmierci? Nie wiedziała, bo przecież nie każdy magirasista był zwolennikiem Voldemorta. I to chyba powodowało w niej największy ból.
To Voldemort i jego psy pozbawiły Tristana głosu. To oni wyryli mu na ciele trwałe blizny, których nie dało się usunąć. To oni zamordowali jego rodziców na jego oczach. To oni go sponiewierali, upokorzyli i zostawili przy życiu, by zastanawiał się, kiedy wrócą, by dokończyć swojego dzieła. A jednak z drugiej strony były osoby, które nie nosiły masek i czarnych jak noc szat. Były to osoby, które po cichu kibicowały siłom ciemności, ale sami nie mieli odwagi podnosić różdżek. Tchórze, którzy zaczepiali słabszych - śmierciożercy przynajmniej mieli przyzwoitość, żeby mordować przy pomocy własnych rąk.
Olivia machnęła różdżką, chcąc wyczarować potężny wir powietrza, mający odepchnąć z pełną mocą mężczyznę, który chciał ją zaatakować i stał najbliżej.
Kształtowanie x2
I najwyraźniej niektóre odruchy wciąż były w niej żywe. Widząc pięść, szybującą w jej stronę, Olivia wykonała całkiem zgrabny unik, odskakując w bok, w stronę ściany. Może to przyzwoitość, a może szczęście, ale ten drugi na razie nie wykonywał innych ruchów: a teraz mogła zezować rozbieżnie na obu mężczyzn. Pamięć mięśniowa to było coś, o czym nie miała pojęcia - ale nie musiała znać szczegółów, by mimowolnie sięgnąć po różdżkę, schowaną w wewnętrznej kieszeni.
- Tak myślałam, że dawno - może to przez alkohol, a może przez buzującą wściekłość gdzieś na dnie jej żołądka, Olivia przestała się uśmiechać i zaczęła cedzić słowa, wypływające z jej ust. Czasy, gdy uważała, że każdy zasługiwał na drugą szansę, odeszły dawno w niepamięć. Nadzieja, że zło ją ominie, prysła jak bańka mydlana w chwili, gdy pierwszy ze śmierciożerców miotnął w nią zaklęciem. Gdyby nie Laurent, nie miałaby teraz możliwości celowania różdżką w osobę, która pogardzała innymi. Czy był jednym z nich? Z tych, którzy mieli czelność decydować o życiu i śmierci? Nie wiedziała, bo przecież nie każdy magirasista był zwolennikiem Voldemorta. I to chyba powodowało w niej największy ból.
To Voldemort i jego psy pozbawiły Tristana głosu. To oni wyryli mu na ciele trwałe blizny, których nie dało się usunąć. To oni zamordowali jego rodziców na jego oczach. To oni go sponiewierali, upokorzyli i zostawili przy życiu, by zastanawiał się, kiedy wrócą, by dokończyć swojego dzieła. A jednak z drugiej strony były osoby, które nie nosiły masek i czarnych jak noc szat. Były to osoby, które po cichu kibicowały siłom ciemności, ale sami nie mieli odwagi podnosić różdżek. Tchórze, którzy zaczepiali słabszych - śmierciożercy przynajmniej mieli przyzwoitość, żeby mordować przy pomocy własnych rąk.
Olivia machnęła różdżką, chcąc wyczarować potężny wir powietrza, mający odepchnąć z pełną mocą mężczyznę, który chciał ją zaatakować i stał najbliżej.
Kształtowanie x2
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!