- Oby wcale tak nie było. - Cóż wolałaby, żeby jednak nie byli zmuszeni do dokonywania niemożliwego, ale jeśli będą do tego zmuszeni, to pewnie tak, czy siak im się uda. Musieli działać, kiedy sytuacja to na nich wymuszała.
Mieli sporo szczęścia, że nie byli swoim lustrem. Dzięki temu mogli się uzupełniać w wielu dziedzinach, to było nawet zabawne, że Thomas bardziej się sprawdzał na polu walki, a Nora jako zaplecze walczących. Do tego różnili się nawet aparycją, a jednak byli rodzeństwem, które doskonale potrafiło się we wszystkim wesprzeć.
- Widać głodnemu chleb na myśli Thomas... - Pytała go tylko i wyłącznie o drzewo... część drzewa? Kłoda chyba była częścią drzewa. Przewróciła jeszcze teatralnie oczami, bo oczywiście, że mogła się po nim spodziewać podobnego komentarza, sama go ku temu sprowokowała.
Nie brała specjalnie na poważnie tej informacji o tym, że drzewo się ruszało, nie powinno tego robić, nie to drzewo, które wyglądało na jeden z najbardziej pospolitych gatunków z możliwych.
- Tak, to brzmi dumnie, nie sądzisz? - Nie, żeby zrobiła cokolwiek, aby faktycznie poskromić to drzewo, ale najwyraźniej wystarczyło tylko jej spojrzenie i nie zamierzało ono znowu molestwować jej brata. Naprawdę wydawało się jej, że słońce po prostu nieco mu przygrzało i coś zaczęło mu się wydawać.
Pisnęła, kiedy nagle pojawił się przed nią chochlik kornwalijski. Tego się nie spodziewała, od razu odskoczyła do tyłu, aby stworzenie przypadkiem nie wylądowało na jej twarzy, czy nie wplątało się w jej włosy. Powinna zachować spokój, tyle, że średnio jej to wychodziło. Spanikowała. Zaczeła machać rękoma, aby nie daj Merlinie nie pozwolić mu się do siebie zbliżyć. Nie udało jej się to, bo pacnął ją w nos liściem - nie miała pojęcia, że przez to zrobił się on zielony.
Na szczęście chochlik zniknął w trawie równie szybko, co się pojawił. Nie musiała więc już się nim przejmować. - Tego to się nie spodziewałam - Mruknęła do siebie, pod nosem, już nieco spokojniejszym tonem.
- Dobra, zdecydowanie nic tu po nas, mamy rzepę, możemy wracać do domu. - Nie było sensu dłużej pozostać w tym miejscu, także zbliżyła się do brata, aby zabrał ich do cukierni.