Chciał dodać, że być może od jeżdżenia na nim też, ale miał wytrzymać z ciągłym pierdoleniem o seksie, więc zamiast tego chrumknął jak skończony wieśniak, zduszając to w sobie.
- Okej.
Przyjął to, że miał wykonać projekt do zatwierdzenia bardzo lekko, bo nie zależało mu tak naprawdę na żadnej z tych opcji. Ba, nie czuł się prawdziwie kompetentny do tego, czego Laurent od niego oczekiwał, ale skoro czegoś chciał, to to dostanie, choćby miało to kosztować wiele trudów. Ostatecznie należał do ludzi wysoko uzdolnionych, ale żeby to z niego wydobyć, trzeba go było dobrze zmotywować. Ten buziak i obietnica były wystarczające. Dobrze, nie potrafili ze sobą rozmawiać i momentami pasowali do siebie jak pięść do mordy, ale co z tego? Nigdzie nie czuł się tak chciany jak w objęciach tego chłopaka i naprawdę byłby gotów wydrapać oczy komukolwiek, kto zechciałby mu go odebrać. Zrobi mu ten bezpieczny, błyszczący pokoik, choćby miał na zawsze nosić od tego ślady rozcięć na dłoniach od wyklejania go kolorowymi szkiełkami.
Każde kolejne chcę sprawiało, że uśmiechał się szerzej. Nie podobało mu się jedynie puszcze nie go i już wyciągał dłonie do przodu, żeby ten błąd naprawić, kiedy... te zostały złapane. I nagle ten uśmiech przemienił się w szok płynący z niewiedzy. Nie rozumiał, co się dzieje, ale reagował i odpłynął z tą melodią do prezentowanego mu miejsca. Nietrudno domyślić się, że pełna ludzi sala balowa, w której okazali się centralnym punktem, była ziszczeniem jego największych koszmarów - dlatego nie rejestrował niemal nic wokół. Liczył się jedynie Laurent. Piękna, magiczna chwila mogła nią być tylko i wyłącznie dlatego, że znajdował się w niej on - na pewno nie otoczenie ludzi z wyższych sfer, nawet jeżeli byli wytworem jakiegoś czaru lub jego wyobraźni. Musiał zrobić to dla niego. Musiał dla niego zatańczyć. To było bardziej oczywiste niż cokolwiek, o czym wiedział - żadne prawo rządzące światem nie miało siły przebicia w momencie, w którym Laurent zaczynał śpiewać. I co? Wydrapałby komuś oczy? Zrobiłby o wiele więcej gdyby ktoś próbowałby odebrać mu ten moment. Nie lubił tańczyć w ten sposób, ale to nie znaczyło, że nie potrafił tego robić - nie zliczył ilości takich tańców, jakie musiał odbyć wbrew swojej woli lub w ramach treningu. Niby drętwy i zniechęcony, wczuł się w to aż za bardzo - kiedy muzyka z jego głowy wyparła melodię piosenki, a te pieprzone girlandy stały się na powrót pustymi ścianami, Crow objął go jeszcze w pasie i opuścił w dół na swojej ręce, zupełnie jak robił to z Laylą, chociaż tym razem czuł się zupełnie inaczej.
- Chcę - potwierdził od razu. Nie czuł się zmęczony. - I zostanę. Już zdecydowałem. Ostrzegam, że jeżeli będziesz chciał się mnie pozbyć, to nie zrobisz tego bez szczurołapa. - Chociaż ten zawód w języku Ścieżek nabrał nieco bardziej dramatycznego znaczenia. - Załatw co musisz z tą swoją Victorią i wróć do mnie.
I chociaż nie chciał tego momentu przerywać, był gotów do zaczęcia opowieści o tym, co właściwie wymyślił w kwestii jego domu, dopytywać o dodatkowe instrukcje i budżet lub jego brak. Zamierzał również zaoferować teleportowanie go do Londynu, jeżeli tylko Laurent tego chciał.
- Okej.
Przyjął to, że miał wykonać projekt do zatwierdzenia bardzo lekko, bo nie zależało mu tak naprawdę na żadnej z tych opcji. Ba, nie czuł się prawdziwie kompetentny do tego, czego Laurent od niego oczekiwał, ale skoro czegoś chciał, to to dostanie, choćby miało to kosztować wiele trudów. Ostatecznie należał do ludzi wysoko uzdolnionych, ale żeby to z niego wydobyć, trzeba go było dobrze zmotywować. Ten buziak i obietnica były wystarczające. Dobrze, nie potrafili ze sobą rozmawiać i momentami pasowali do siebie jak pięść do mordy, ale co z tego? Nigdzie nie czuł się tak chciany jak w objęciach tego chłopaka i naprawdę byłby gotów wydrapać oczy komukolwiek, kto zechciałby mu go odebrać. Zrobi mu ten bezpieczny, błyszczący pokoik, choćby miał na zawsze nosić od tego ślady rozcięć na dłoniach od wyklejania go kolorowymi szkiełkami.
Każde kolejne chcę sprawiało, że uśmiechał się szerzej. Nie podobało mu się jedynie puszcze nie go i już wyciągał dłonie do przodu, żeby ten błąd naprawić, kiedy... te zostały złapane. I nagle ten uśmiech przemienił się w szok płynący z niewiedzy. Nie rozumiał, co się dzieje, ale reagował i odpłynął z tą melodią do prezentowanego mu miejsca. Nietrudno domyślić się, że pełna ludzi sala balowa, w której okazali się centralnym punktem, była ziszczeniem jego największych koszmarów - dlatego nie rejestrował niemal nic wokół. Liczył się jedynie Laurent. Piękna, magiczna chwila mogła nią być tylko i wyłącznie dlatego, że znajdował się w niej on - na pewno nie otoczenie ludzi z wyższych sfer, nawet jeżeli byli wytworem jakiegoś czaru lub jego wyobraźni. Musiał zrobić to dla niego. Musiał dla niego zatańczyć. To było bardziej oczywiste niż cokolwiek, o czym wiedział - żadne prawo rządzące światem nie miało siły przebicia w momencie, w którym Laurent zaczynał śpiewać. I co? Wydrapałby komuś oczy? Zrobiłby o wiele więcej gdyby ktoś próbowałby odebrać mu ten moment. Nie lubił tańczyć w ten sposób, ale to nie znaczyło, że nie potrafił tego robić - nie zliczył ilości takich tańców, jakie musiał odbyć wbrew swojej woli lub w ramach treningu. Niby drętwy i zniechęcony, wczuł się w to aż za bardzo - kiedy muzyka z jego głowy wyparła melodię piosenki, a te pieprzone girlandy stały się na powrót pustymi ścianami, Crow objął go jeszcze w pasie i opuścił w dół na swojej ręce, zupełnie jak robił to z Laylą, chociaż tym razem czuł się zupełnie inaczej.
- Chcę - potwierdził od razu. Nie czuł się zmęczony. - I zostanę. Już zdecydowałem. Ostrzegam, że jeżeli będziesz chciał się mnie pozbyć, to nie zrobisz tego bez szczurołapa. - Chociaż ten zawód w języku Ścieżek nabrał nieco bardziej dramatycznego znaczenia. - Załatw co musisz z tą swoją Victorią i wróć do mnie.
I chociaż nie chciał tego momentu przerywać, był gotów do zaczęcia opowieści o tym, co właściwie wymyślił w kwestii jego domu, dopytywać o dodatkowe instrukcje i budżet lub jego brak. Zamierzał również zaoferować teleportowanie go do Londynu, jeżeli tylko Laurent tego chciał.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.