Surrealizm sytuacji i jej nastrój sprawił, że nawet lekko się uśmiechnął na to stwierdzeni. Znieczulica mówienia o śmierci dokładnie w tym momencie rozwijała swoje skrzydła, bo przecież w innym wypadku myślałby o tym, jakie to przykre myślenie w ten sposób. O to jednak ta śmierć zdominowała rozmowę. Podatki i Ona, Pani na kościanym rumaku. Głowa w papierze, albo granatowym kuferku. Tak, z tą fioletową wstążką.
- Nie przegapiłby. Wystarczyłoby, że na wierzchu położyłbym odpowiedni kwiat. - Powiedział to niemal arogancko, a w gruncie rzeczy wcale nie był tego pewien. Niewielu rzeczy był w tym momencie pewien. Niczego prócz tego, że czuł się tak strasznie zmęczony z każdym kolejnym krokiem, że miał ochotę już nie tylko patrzeć na bruk, ale się wręcz garbić. A to przecież byłoby poniżej godności. Nawet w takiej chwili naszła go myśl, że co by ojciec powiedział... - Owszem. To całkowicie smutne, że niektórzy rozumieją tylko ten język. Przemoc. - A jaki rozumiał Kieran? Kolejna niepewna - i nawet nie do końca dotyczyła kwestii tego, że szarookiego nie znał. Ta niepewna związana była z tym, że nie do końca był przekonany, czy dobrze teraz robi mówiąc cokolwiek. Czy czasem nie powie za dużo, albo za mało. Łatwo stracić kontrolę nad własnym umysłem, kiedy stawał się pływający, gdy ty sam wydawałeś się wędrować obok własnego ciała. Unosić wraz z dymem w ciepłą, nie do końca pochmurną noc. - Myślałeś o tym, że może być dla ciebie inna alternatywa, niż to? - To życie, w których packa fajek mogła stać się jeszcze większym memento. Dopisał sobie plusik za wstrzelenie się z odpowiedzią chociaż znowu - mogła być ona fałszywa. A on nie miał wcale siły śledzić twarzy Kierana i każdego jego ruchu. Szczególnie, że mężczyzna wydawał mu się niezwykle wprawnym kłamcom.
Odrobina roztargnienia i irytacji wpełzła na jego twarz, gdy został zmuszony do skupienia na tym miejscu. Biblioteka Parkinsonów kojarzyła mu się z jednym - Victorią. A to też wcale mu się przy tym nie podobało. Pewnie gdyby mieli jej zagrozić wyśmiałby go w twarz. Proszę, próbuj. Chciałby zobaczyć, jak próbują. To byłaby reakcja w dobie kryzysu, później panika całkowicie by go pochłonęła. Lecz to chyba nie o to chodziło. Ześlizgnął się wzrokiem z biblioteki na otoczenie. Szukał odpowiedzi na zadaną zagadkę pod tytułem "domyśl się", ale Victoria zajmowała chwilowo większą część jego głowy. Co on wymyślił znowu... I z Victorią również było to powiązane. Ostatnio działo się tu... uch, na Pokątnej działo się wiele rzeczy, ale przy bibliotece był tylko... ach..! Przy bibliotece był ostatnio, kiedy te dzieciaki ukradły mu różdżkę. O to mu chodziło?
- Trudno nie poznawać. - Odparł lakonicznie. Owszem, trudno, w końcu bibliotekę znali wszyscy. - Proszę, wyłóż mi swoją puentę.