Temu człowiekowi, który tak szybko łączył wątki i miał tak lotny umysł, chyba właśnie powiedział o słowo za dużo. Morze. Albo i nie? To nie był wielki sekret, Dante doskonale wiedział. I tak, bał się, że chorobliwie chowana przez niego skóra mogłaby dostać się w jego ręce. To byłby kolejny bardzo prosty krok w celu zabicia go. Zawsze wiedział, że jest próżny, ale w tych chwilach aż samego siebie zaskakiwał tym poziomem. Jak bardzo pozbawiała go woli życia myśl, że miałby już nigdy nie pływać między falami jako jedność z nimi. I już na zawsze być skazanym na ląd. Nigdy już nie mieć szansy na znalezienie swojej rodziny.
- Powstaliśmy z morza. Oceany kiedyś pochłaniały ten świat, powstało w nim pierwsze życie, nim wyłoniły się lądy. - Czy to jednak dlatego wybierał morze? Nie. Puścił kwiat na wodę również dla Dante. Puścił go dla Crowa, który, jak sądził, zmarł w wybuchu w ścieżkach. Bał się, że miał dwa życia na sumieniu. To był cień, którego nie potrafił wymazać ze swojego życia. Tymczasem okazało się, że obaj mężczyźni mieli się dobrze... a skoro tak... może powinien podejrzewać tego, który jutro pewnie przyjdzie do jego domu, o jakąś współpracę..? - To mój dom. Słona woda podobna do słonych łez to mój dom. - Nawet jeśli miał drugi - ten na lądzie, po którym to zresztą lądzie bardzo sprawnie się poruszał. - Jeśli miałbym kogoś pożegnać - żegnałbym go z sercem. Powierzając go falom, które mnie stworzyły. - I bez których by nie istniał, nie był tutaj, nie poznał nigdy Kierana. Mogli snuć makabryczne wizje, a Laurent mógł próbować sobie racjonalizować swoje wybory, jakich dokonywał. Sumienie pozostawało jednak sumieniem. W gruncie rzeczy nie chciał niczyjej krzywdy. Jeśli po nią sięgał to już tylko dlatego, że kończyły mu się opcje.
- Domyślam się. - Nie tego, że nie miał z tym niczego wspólnego. Tego, że dla niego było to trofeum. Bo ten brak bezpośredniego powiązania w pierwszej chwili potraktował z przymrużeniem oka. Temat zadziałał lepiej niż ten papieros - przeniósł jego pulę emocji ze stresu zduszającego w środku do niezadowolenia. Była to całkiem szybka przemiana, ale nie gwałtowna. Pula emocji nie zmieniła się całkowicie - na chwilę doszła jedynie nowa. - Jestem zbyt pruderyjny na wulgarność, ale możesz mu przekazać, że tę różdżkę na wszelkie zadowalające go sposoby wykorzystać. - Pruderyjność. Tak, grzecznościowa. Laurent widział i doświadczył rzeczy, o których mówiło się szeptem. Wstyd? Nie miał w sobie żadnego wstydu. Nie było jednak tajemnicą, że zazwyczaj nawet najbardziej ostre przekleństwa zamieniał cytując kogoś na łagodne superlatywy. - Och, zabolało. - Ciężko było nie zauważyć satysfakcji w drobnym uśmiechu Laurenta, który się przebił przez tą aurę zmęczenia. - Wiedziałem o tym już w momencie, kiedy poszedłem do Fontaine. - Wiedźma Podziemi, straszak małych dzieci. Wróg numer jeden Dante i na odwrót. Laurent miał teorię, że oni tez kiedyś byli kochankami... niesamowite było jednak to, że żaden drugiego nie potrafił zniszczyć. - Dziękuję za ostrzeżenie. Może nie pożyję na tyle długo, żeby się bardziej o tym przekonać. - Teraz to on się ruszył. W kierunku najbliższej ławki, przy której ustawiono śmietnik, żeby zgasić końcówkę papierosa i wrzucić ją do metalowego pojemnika. Nie był tym człowiekiem, który rzucał kiepy pod nogi i je deptał.
- Mylisz się jednak, że nie ma alternatywy. Zawsze jest. - Podniósł wzrok na mężczyznę. I teraz, skoro jednak różdżka nie była żadną tajemnicą, wyciągnął swoją i przesunął nią w powietrzu. Wszystko po to, by usunąć z siebie ten paskudny zapach. I znów czuł tę wodę kolońską. Ten przyjemny zapach perfum Kierana. - Rozmawialibyśmy tak samo, gdybyś myślał inaczej? - Czy zakładał, że Kieran był interesowny? W bezinteresowność chciał wierzyć, ale tutaj było chyba o to ciężko. Natomiast nie, nie robił takiego założenia. To pytanie miało teraz cel zwrotny - by zobaczyć reakcje Kierana. Jego śmiech, politowanie, znużenie? Zainteresowanie? Opuścił różdżkę i schował ją z powrotem.