02.01.2025, 12:54 ✶
Charles nie potrafił ocenić, czy Scylli podobał się bukiet.
- Podobają ci się? - Dopytał więc, nieco zbity z tropu jej słowami, ale nie tracący rezonu. Dobre chęci i nadzieje były czymś o wiele bardziej potężnym, aniżeli rozum. - Nieważne, ile kosztowały, jeśli ci się podobają! Wiesz, że to nie są róże? Wyglądają trochę jak róże. - Zauważył, nachylając się lekko do Scylli. Czy powinien pocałować ją w policzek? Bardzo chciał, ale wciąż się wahał. To nie kobieta, która doceniłaby taką bezpośredniość. Może później będzie okazja. Scylla być może nie była wcale z nich tak zadowolona. Nie wyglądała. - ...może wolałabyś róże? Albo jakieś inne kwiaty? Tu niedaleko jest kwiaciarnia. Może tam pójdziemy, wybierzesz sobie takie, które będziesz chciała?
Starał się być rozsądny. Te nie-róże wydawały się ładne, estetyczne i godne Scylli, ale jeśli wolała coś innego, kim był, by nie poświęcić tych paru galeonów na nowy bukiet?
Otworzył przed nią drzwi i wyprowadził na ulicę. Słońce wciąż stało dość wysoko, zalewając ulicę złocistym blaskiem. Gdyby nie ilość przechodniów, mogłoby być wręcz romantycznie!
- Mieszkam niedaleko, o, w tamtej kamienicy. - Wskazał budynek niedaleko. Mieszkanie Rolpha było w naprawdę dogodnym miejscu! - To były cykady? Ach, tak, cykady! Nie świerszcze. - Zaśmiał się, choć fakt, iż pomylił owady nieco go zawstydził. - Cykady chyba nie pożerają upraw? Wielka szkoda, jeśli coś im grozi! Proszek z cykad jest dość rzadki, ale stanowi świetną bazę do maści. - Podzielił się swoją wiedzą, jeszcze wyniesioną ze szkoły. Po szkole nie miał wielu okazji, by tworzyć maści!
Scylla była spostrzegawcza i widziała zbyt wiele. Charlie również przystanął i zwrócił się przodem do dziewczyny. Czy widziała jego strapioną minę, którą przykrywał uśmiechem? Zaczerwienione knykcie, które uparcie ukrywał przed bratem-uzdrowicielem, który przecież mógłby pozbyć się podrażnień jednym machnięciem różdżki? A może to jej trzecie oko dostrzegało to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka?
- Chciałem... z tobą porozmawiać. - Przyznał w końcu, opuszczając wzrok na bukiet. - Mam ci do powiedzenia coś bardzo, bardzo ważnego. Ale porozmawiamy u mnie, dobrze?
- Podobają ci się? - Dopytał więc, nieco zbity z tropu jej słowami, ale nie tracący rezonu. Dobre chęci i nadzieje były czymś o wiele bardziej potężnym, aniżeli rozum. - Nieważne, ile kosztowały, jeśli ci się podobają! Wiesz, że to nie są róże? Wyglądają trochę jak róże. - Zauważył, nachylając się lekko do Scylli. Czy powinien pocałować ją w policzek? Bardzo chciał, ale wciąż się wahał. To nie kobieta, która doceniłaby taką bezpośredniość. Może później będzie okazja. Scylla być może nie była wcale z nich tak zadowolona. Nie wyglądała. - ...może wolałabyś róże? Albo jakieś inne kwiaty? Tu niedaleko jest kwiaciarnia. Może tam pójdziemy, wybierzesz sobie takie, które będziesz chciała?
Starał się być rozsądny. Te nie-róże wydawały się ładne, estetyczne i godne Scylli, ale jeśli wolała coś innego, kim był, by nie poświęcić tych paru galeonów na nowy bukiet?
Otworzył przed nią drzwi i wyprowadził na ulicę. Słońce wciąż stało dość wysoko, zalewając ulicę złocistym blaskiem. Gdyby nie ilość przechodniów, mogłoby być wręcz romantycznie!
- Mieszkam niedaleko, o, w tamtej kamienicy. - Wskazał budynek niedaleko. Mieszkanie Rolpha było w naprawdę dogodnym miejscu! - To były cykady? Ach, tak, cykady! Nie świerszcze. - Zaśmiał się, choć fakt, iż pomylił owady nieco go zawstydził. - Cykady chyba nie pożerają upraw? Wielka szkoda, jeśli coś im grozi! Proszek z cykad jest dość rzadki, ale stanowi świetną bazę do maści. - Podzielił się swoją wiedzą, jeszcze wyniesioną ze szkoły. Po szkole nie miał wielu okazji, by tworzyć maści!
Scylla była spostrzegawcza i widziała zbyt wiele. Charlie również przystanął i zwrócił się przodem do dziewczyny. Czy widziała jego strapioną minę, którą przykrywał uśmiechem? Zaczerwienione knykcie, które uparcie ukrywał przed bratem-uzdrowicielem, który przecież mógłby pozbyć się podrażnień jednym machnięciem różdżki? A może to jej trzecie oko dostrzegało to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka?
- Chciałem... z tobą porozmawiać. - Przyznał w końcu, opuszczając wzrok na bukiet. - Mam ci do powiedzenia coś bardzo, bardzo ważnego. Ale porozmawiamy u mnie, dobrze?